05.04.2023, 13:16 ✶
Cathal omal nie roześmiał się na słowa Jamila. Większość czarodziejów? Rodziny czystokrwistych?
- Nie. Te dwadzieścia osiem rodów to mniejszość. Zdecydowana większość czarodziejów to osoby półkrwi. Potomkowie rodzin półkrwi albo mugolaków – wyjaśnił. Wielka Brytania dla Jamila mogła być malutkim skrawkiem ziemi, ale wchodziły w jej skład trzy kraje, a sama Anglia w porównaniu z Egiptem była gęsto zaludniona. I jej ogromnych obszarów nie pokrywały pustynie. – To w gruncie rzeczy trafne porównanie. Chociaż w świecie czarodziejów nie ma monarchii, to współpracują z królową i brytyjskim premierem.
Nikomu nie ufać…
Cóż.
Cathal nie ufał niemal nikomu. Być może trochę im: ekipie. Ale i tu nie bez warunkowo.
- To całkiem dobre podejście – skwitował w pewnym zamyśleniu. – Ale rodziny półkrwi raczej nie są problematyczne. Może poza Fawleyami, mają nekromanckie zapędy… Trelawneyowie są zresztą dość znani i mają kontakty z wieloma rodami półkrwi.
Shafiq przypatrywał się Jamilowi uważnie, gdy ten czytał jego listę. A gdy skończył… Cóż, spodziewał się wątpliwości. Ale też miał już przygotowane na to odpowiedź.
- Tak, moja matka nazywała się Gaunt. A teraz spójrz mi prosto w oczy, Jamil i powiedz, że jestem miłym, dobrym człowiekiem, który nie wykorzysta żadnego naiwniaka do swoich celów – zażądał, pochylając się nieco nad prowizorycznym blatem, by nie patrzeć na Anwara w tej chwili z góry. Cathal nie uważał się za złego, choć niejedna osoba pewnie by się z nim nie zgodziła. Dbał o swoich, nie lubił zabijać niepotrzebnie. Ale Nil poniósł już kiedyś ciało kogoś, kto za bardzo mu bruździł, a i jeszcze wcześniej, podczas jednej ze swoich wypraw, po jego rękach spłynęła krew.
- Crouchowie są przebiegli niby żmije. Niewielu z nich raczej poprze Voldemorta, ale mają ogromne wpływy w sądownictwie i bardzo dbają o swoją opinię. Jeśli zrobisz coś, co im się nie spodoba, wrzucą cię do Azkabanu na kolejne sto lat. Ulysses jest osobą, którą wysoko cenię, ale nawet on sam sprawia takie wrażenie, jakby był gotów zagrodzić mi drogę różdżką i mieczem, gdybym chciał zbliżyć się do rezydencji Roookwoodów. – Nie, żeby Cathal to planował. Rookwoodowie mieszkali w sąsiedztwie, napatrzył się dość, aby przeczuwać, że niektórzy tam trochę za bardzo przypominają mu ojczyma. Chester pod pewnymi względami jawił się niczym jego odbicie. Między innymi dlatego dwaj chłopcy zaprzyjaźnili się, mimo różnicy wieku. Oczywiście, w nic się nie wtrącał, nie miał tak naprawdę żadnych jasnych dowodów ku niczemu, ale tkwiło w nim przekonanie, że jeśli chce trzymać się z dala od wojny, lepiej nie zbliżać się nadmiernie do krewnych przyjaciela. Ulysses sam o to w końcu dbał, raczej nie bez powodów. Cathal w efekcie ot planował postarać się nie wchodzić im w drogę. – Prewettowie… to odpowiednik tutejszego Nundu, że tak to ujmę. Tylko oni lepiej się ubierają i swoje sprawy załatwiają w białych rękawiczkach.
Królestwo hazardu. Masa bogactwa. Interesy, na które patrzyło ministerstwo. Sam Cathal nie miał żadnych oporów wobec kontaktów z Prewettami. Sprawa z Jamilem, nałogowym hazardzistą, miała się jednak inaczej.
A Voldemort i Prewettowie…
Cathal bardzo by chciał, żeby to z tej rodziny wywodził się Voldemort. Miał paskudniejsze podejrzenia, które – miał nadzieję – jednak się nie sprawdzą.
- Nie mam ochoty tłumaczyć się Prewettom, jeśli narobisz sobie u nich długów. A co do Quirellów… Jej babka. Podobno Nell całkiem się w nią wdała, ale jestem pewien, że nie ma ochoty służyć Voldemortowi. Nie zdołałaby się powstrzymać przed nazywaniem go Latajkiem i zginęła w jakieś pięć minut.
- Nie. Te dwadzieścia osiem rodów to mniejszość. Zdecydowana większość czarodziejów to osoby półkrwi. Potomkowie rodzin półkrwi albo mugolaków – wyjaśnił. Wielka Brytania dla Jamila mogła być malutkim skrawkiem ziemi, ale wchodziły w jej skład trzy kraje, a sama Anglia w porównaniu z Egiptem była gęsto zaludniona. I jej ogromnych obszarów nie pokrywały pustynie. – To w gruncie rzeczy trafne porównanie. Chociaż w świecie czarodziejów nie ma monarchii, to współpracują z królową i brytyjskim premierem.
Nikomu nie ufać…
Cóż.
Cathal nie ufał niemal nikomu. Być może trochę im: ekipie. Ale i tu nie bez warunkowo.
- To całkiem dobre podejście – skwitował w pewnym zamyśleniu. – Ale rodziny półkrwi raczej nie są problematyczne. Może poza Fawleyami, mają nekromanckie zapędy… Trelawneyowie są zresztą dość znani i mają kontakty z wieloma rodami półkrwi.
Shafiq przypatrywał się Jamilowi uważnie, gdy ten czytał jego listę. A gdy skończył… Cóż, spodziewał się wątpliwości. Ale też miał już przygotowane na to odpowiedź.
- Tak, moja matka nazywała się Gaunt. A teraz spójrz mi prosto w oczy, Jamil i powiedz, że jestem miłym, dobrym człowiekiem, który nie wykorzysta żadnego naiwniaka do swoich celów – zażądał, pochylając się nieco nad prowizorycznym blatem, by nie patrzeć na Anwara w tej chwili z góry. Cathal nie uważał się za złego, choć niejedna osoba pewnie by się z nim nie zgodziła. Dbał o swoich, nie lubił zabijać niepotrzebnie. Ale Nil poniósł już kiedyś ciało kogoś, kto za bardzo mu bruździł, a i jeszcze wcześniej, podczas jednej ze swoich wypraw, po jego rękach spłynęła krew.
- Crouchowie są przebiegli niby żmije. Niewielu z nich raczej poprze Voldemorta, ale mają ogromne wpływy w sądownictwie i bardzo dbają o swoją opinię. Jeśli zrobisz coś, co im się nie spodoba, wrzucą cię do Azkabanu na kolejne sto lat. Ulysses jest osobą, którą wysoko cenię, ale nawet on sam sprawia takie wrażenie, jakby był gotów zagrodzić mi drogę różdżką i mieczem, gdybym chciał zbliżyć się do rezydencji Roookwoodów. – Nie, żeby Cathal to planował. Rookwoodowie mieszkali w sąsiedztwie, napatrzył się dość, aby przeczuwać, że niektórzy tam trochę za bardzo przypominają mu ojczyma. Chester pod pewnymi względami jawił się niczym jego odbicie. Między innymi dlatego dwaj chłopcy zaprzyjaźnili się, mimo różnicy wieku. Oczywiście, w nic się nie wtrącał, nie miał tak naprawdę żadnych jasnych dowodów ku niczemu, ale tkwiło w nim przekonanie, że jeśli chce trzymać się z dala od wojny, lepiej nie zbliżać się nadmiernie do krewnych przyjaciela. Ulysses sam o to w końcu dbał, raczej nie bez powodów. Cathal w efekcie ot planował postarać się nie wchodzić im w drogę. – Prewettowie… to odpowiednik tutejszego Nundu, że tak to ujmę. Tylko oni lepiej się ubierają i swoje sprawy załatwiają w białych rękawiczkach.
Królestwo hazardu. Masa bogactwa. Interesy, na które patrzyło ministerstwo. Sam Cathal nie miał żadnych oporów wobec kontaktów z Prewettami. Sprawa z Jamilem, nałogowym hazardzistą, miała się jednak inaczej.
A Voldemort i Prewettowie…
Cathal bardzo by chciał, żeby to z tej rodziny wywodził się Voldemort. Miał paskudniejsze podejrzenia, które – miał nadzieję – jednak się nie sprawdzą.
- Nie mam ochoty tłumaczyć się Prewettom, jeśli narobisz sobie u nich długów. A co do Quirellów… Jej babka. Podobno Nell całkiem się w nią wdała, ale jestem pewien, że nie ma ochoty służyć Voldemortowi. Nie zdołałaby się powstrzymać przed nazywaniem go Latajkiem i zginęła w jakieś pięć minut.