Tim? Robiło się tu niezłe zgrupowanie chłopców. Jonathanowi średnio się to podobało. Dwóch to jeszcze dobra liczba, ale w trzech zwiększała się szansa na przyłapanie.
Największy problem stanowiła jednak egzystencja Jonathana. Philip wiedział o nim, ale Tim już nie i tak powinno pozostać. Jo zdecydowanie wolał panoszyć się po korytarzach jako Giovanni Pupilek, nie jako Potężny-Niezidentyfikowany-Dziwak. Mimo wszystko jego głównym celem egzystencji było chronienie Urquarta.
— Haha, Tim, dzień dobry!
Jo wynurzył się z kabiny z dziwnym uśmiechem. Spojrzał też na ducha. Szloch dziewczyny obił się o ściany łazienki. Niebezpiecznie.
— To ja powinnam spytać, co wy tu robicie! — Jej nieprzyjemny głos zaskrzypiał w uszach Jonathana. Chyba tu powinna skończyć się ich przygoda.
Ale wtedy zauważył interesujący detal. Duch przyodziany był w szkolne szaty.
— Na Merlina, ona umarła tutaj, w szkole! Jako uczeń! — Rzucił bardzo delikatnie. — Słyszałem tylko jedną historię o śmierci ucznia... Ale to nie może być to... Nie no, aż tyle szczęścia byśmy nie mieli, żeby spotkać ducha ofiary akromantuli, co nie?
Był nieco zbyt podekscytowany.