05.04.2023, 21:49 ✶
Dora patrzyła w te oczy, czerwone i spuchnięte od płaczu. I te mokre od łez policzki, brudne od kurzu i miała ochotę zwyczajnie otrzeć je. Delikatnie, z namysłem i z całą sympatią jaką darzyła Sarę. Chciała jej bardzo, ale to bardzo powiedzieć, że wszystko już będzie dobrze i to, co właśnie się wydarzyło, to było nic. Że niedługo pozostanie po tym tylko bardzo brzydkie wspomnienie i nic więcej. Ale nie potrafiła kłamać, bo ta sytuacja za bardzo ocierała się o jej własne przeżycia. Może nikt nigdy nie próbował jej wysadzić w powietrze, ale ból, strach i płacz były tutaj wspólnym mianownikiem, którego obydwie doświadczały. Sarah teraz, ona kiedyś.
Crawley musiała przyznać, że potrzebowała chwili, żeby uświadomić sobie o kim mówi jej koleżanka. Usta poruszyły się bezgłośnie, powtarzając wymienione imię i jakby smakując je. Próbując obrócić na języku w odpowiedni sposób, by wskoczyło w jakąś niewidoczną szufladkę i zaczęło robić większy jak mniejszy sens. Czasem zapominała o starszym bracie Sary.
- Murtagh? - zapytała, ściągając nieco brwi. - Dlaczego miałby...? - chciała zapytać o wiele więcej, ale zamiast tego słowa zatrzymały się w gardle, niewypowiedziane już wcale, jakby sama pauza była wystarczająco znacząca. Crawley nie była częścią kowenu; lubiła święta czarodziejów, obchodziła je z należytym szacunkiem i według tradycji, ale w samym budynku kowenu jej noga nigdy nie postała. Jakaś część niej rozumiała, że na świecie żyli różni ludzie, którzy przybierali różne role i obierali różne ścieżki. Ciężko jednak było jej uwierzyć, że ktoś taki jak Saraha mógł mieć przy sobie kogoś, kto był w stanie robić rzeczy, których właśnie doświadczały.
- Nie wstawaj - upomniała ją szybko, widząc jak próbuje się podnieść. - Zaraz pojawią się medycy. I inni aurorzy. Zabiorę cię do Munga i wszystko będzie dobrze. Naprawimy cię - obiecała, ściskając jej dłoń dla podkreślenia swoich słów. - Znam ją. Da sobie radę. Teraz musimy przypilnować, żeby tobie nie stała się większa krzywda. Jeśli będziesz się zanadto ruszać, może się zdarzyć, że twoje obrażenia się pogłębią - wyjaśniła pośpiesznie, mimowolnie jednak obracając się na wejście. Ktoś krzyczał o zrobienie przejścia dla służb, ale był to głos raczej odległy. - To Carkitt Market, zaraz ktoś będzie - Dora tez nie posiadał umiejętności fal, niestety, ale była absolutnie przekonana o tym, że akurat w tym miejscu informacje o incydentach rozprzestrzeniały się szybciej jak wolniej. Istniała też bardzo duże prawdopodobieństwo, że Greyback sama zdążyła już wezwać wsparcie, nawet jeśli zajęta była pościgiem.
Crawley musiała przyznać, że potrzebowała chwili, żeby uświadomić sobie o kim mówi jej koleżanka. Usta poruszyły się bezgłośnie, powtarzając wymienione imię i jakby smakując je. Próbując obrócić na języku w odpowiedni sposób, by wskoczyło w jakąś niewidoczną szufladkę i zaczęło robić większy jak mniejszy sens. Czasem zapominała o starszym bracie Sary.
- Murtagh? - zapytała, ściągając nieco brwi. - Dlaczego miałby...? - chciała zapytać o wiele więcej, ale zamiast tego słowa zatrzymały się w gardle, niewypowiedziane już wcale, jakby sama pauza była wystarczająco znacząca. Crawley nie była częścią kowenu; lubiła święta czarodziejów, obchodziła je z należytym szacunkiem i według tradycji, ale w samym budynku kowenu jej noga nigdy nie postała. Jakaś część niej rozumiała, że na świecie żyli różni ludzie, którzy przybierali różne role i obierali różne ścieżki. Ciężko jednak było jej uwierzyć, że ktoś taki jak Saraha mógł mieć przy sobie kogoś, kto był w stanie robić rzeczy, których właśnie doświadczały.
- Nie wstawaj - upomniała ją szybko, widząc jak próbuje się podnieść. - Zaraz pojawią się medycy. I inni aurorzy. Zabiorę cię do Munga i wszystko będzie dobrze. Naprawimy cię - obiecała, ściskając jej dłoń dla podkreślenia swoich słów. - Znam ją. Da sobie radę. Teraz musimy przypilnować, żeby tobie nie stała się większa krzywda. Jeśli będziesz się zanadto ruszać, może się zdarzyć, że twoje obrażenia się pogłębią - wyjaśniła pośpiesznie, mimowolnie jednak obracając się na wejście. Ktoś krzyczał o zrobienie przejścia dla służb, ale był to głos raczej odległy. - To Carkitt Market, zaraz ktoś będzie - Dora tez nie posiadał umiejętności fal, niestety, ale była absolutnie przekonana o tym, że akurat w tym miejscu informacje o incydentach rozprzestrzeniały się szybciej jak wolniej. Istniała też bardzo duże prawdopodobieństwo, że Greyback sama zdążyła już wezwać wsparcie, nawet jeśli zajęta była pościgiem.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.