06.04.2023, 02:39 ✶
Spojrzał na Heather z wdzięcznością, gdy ochroniła go od sypiącej się witryny sklepowej.
- Dzięki - odparł pewnie i rzucił spojrzeniem na porwanych przez tłum przeciwników, którzy jeszcze chwilę temu wydawali się zagrożeniem, a teraz sami musieli walczyć o życie z napierającymi na nich, uciekającymi w popłochu uczestnikami marszu.
Spojrzał na nadlatująca miotłę, jakby miał się jej zaraz oświadczyć. Zaklęcia śmigały dookoła nich, a winszował im trzask tłuczenia kolejnych witryn sklepowych, krzyki przerażenia, groźby.
Sytuacja była okropna, czuł się źle z faktem, że nie mógł nikomu pomóc, ale wciągając się w walkę, czy w tłum prawdopodobnie skończyłby nieprzytomny na bruku i zrobił jeszcze mniej.
- To nie o cenę chodzi, a o honor - odparł niesamowicie poważnie, ale sam parsknął pod nosem.
Było w tym ziarno prawdy, chociaż Charlie nie spodziewał się, ze wyrzuci z siebie tę słowa na jednym wydechu, dramatycznie, jakby pod stopami miał deski teatru, a nie tłuczoną szybę sklepową, resztki transparentów i bruk ulicy Pokątnej.
- A ty niby nie?? Daj spokój, nie mydlij mi oczu Wood - pociągnął żart i wsiadł pewnie na miotłę. Grywał w Quidditcha jezcze całkiem niedawno, bo przecież w szkole. Lubił treningi, pozwalały mu wyładować energię, której zawsze miał w nadmiarze. Poza tym, winszujący zwycięstwa inni Gryfoni zawsze działali na niczego sobie rozmiarów ego bardzo pozytywnie. Jego doświadczenie i sprawność w powietrzu nie mogły równać się z tymi przyjaciółki, ale na pewno nie był łamagą czy kimś, kogo trzeba było trzymać za rączkę podczas użycia tego rodzaju transportu.
- Chociaż ty między nogami to częściej masz miotłę. Albo mnie. Albo Camerona, tak też się zdarza, chociaż czy któreś z nas jest myślące? Powątpiewam. - grunt to być samoświadomym. Nie był pewien czy dostanie z łokcia, kolana czy też czółka za ten tekst, więc był przygotowany an cokolwiek, a już zwłaszcza na porywiste uniesienie się w powietrze. Heather była akrobatką jeżeli o lot chodziło, mogła go tak przetrzepać, że zacznie załować ziemię, gdy zsiądzie z miotły. Zwłaszcza, że wyrzucane w powietrze transparenty i ciskane w powietrze zaklęcia tworzyły z ulicy Pokątnej istny slalom olimpijski.
Lupin był co prawda Krukonem i możliwe, że miał najwięcej oleju w głowie z nich wszystkich, acz czy to czyniło go myślącym? Niekoniecznie, chociaż Rookwood, mimo żartów, wolał zakładać, ze tak. W końcu ktoś musiał wyciągać ich z tarapatów, składać do kupy i wygłaszać (wątpliwie) mądre teorie.
- Dzięki - odparł pewnie i rzucił spojrzeniem na porwanych przez tłum przeciwników, którzy jeszcze chwilę temu wydawali się zagrożeniem, a teraz sami musieli walczyć o życie z napierającymi na nich, uciekającymi w popłochu uczestnikami marszu.
Spojrzał na nadlatująca miotłę, jakby miał się jej zaraz oświadczyć. Zaklęcia śmigały dookoła nich, a winszował im trzask tłuczenia kolejnych witryn sklepowych, krzyki przerażenia, groźby.
Sytuacja była okropna, czuł się źle z faktem, że nie mógł nikomu pomóc, ale wciągając się w walkę, czy w tłum prawdopodobnie skończyłby nieprzytomny na bruku i zrobił jeszcze mniej.
- To nie o cenę chodzi, a o honor - odparł niesamowicie poważnie, ale sam parsknął pod nosem.
Było w tym ziarno prawdy, chociaż Charlie nie spodziewał się, ze wyrzuci z siebie tę słowa na jednym wydechu, dramatycznie, jakby pod stopami miał deski teatru, a nie tłuczoną szybę sklepową, resztki transparentów i bruk ulicy Pokątnej.
- A ty niby nie?? Daj spokój, nie mydlij mi oczu Wood - pociągnął żart i wsiadł pewnie na miotłę. Grywał w Quidditcha jezcze całkiem niedawno, bo przecież w szkole. Lubił treningi, pozwalały mu wyładować energię, której zawsze miał w nadmiarze. Poza tym, winszujący zwycięstwa inni Gryfoni zawsze działali na niczego sobie rozmiarów ego bardzo pozytywnie. Jego doświadczenie i sprawność w powietrzu nie mogły równać się z tymi przyjaciółki, ale na pewno nie był łamagą czy kimś, kogo trzeba było trzymać za rączkę podczas użycia tego rodzaju transportu.
- Chociaż ty między nogami to częściej masz miotłę. Albo mnie. Albo Camerona, tak też się zdarza, chociaż czy któreś z nas jest myślące? Powątpiewam. - grunt to być samoświadomym. Nie był pewien czy dostanie z łokcia, kolana czy też czółka za ten tekst, więc był przygotowany an cokolwiek, a już zwłaszcza na porywiste uniesienie się w powietrze. Heather była akrobatką jeżeli o lot chodziło, mogła go tak przetrzepać, że zacznie załować ziemię, gdy zsiądzie z miotły. Zwłaszcza, że wyrzucane w powietrze transparenty i ciskane w powietrze zaklęcia tworzyły z ulicy Pokątnej istny slalom olimpijski.
Lupin był co prawda Krukonem i możliwe, że miał najwięcej oleju w głowie z nich wszystkich, acz czy to czyniło go myślącym? Niekoniecznie, chociaż Rookwood, mimo żartów, wolał zakładać, ze tak. W końcu ktoś musiał wyciągać ich z tarapatów, składać do kupy i wygłaszać (wątpliwie) mądre teorie.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you