Odwiedzał swoją matkę tak często, na ile pozwalał mu napięty grafik, najczęściej podczas wszystkich świąt i rodzinnych przyjęć, podczas spektaklów, czy jak miał na to ochotę. Jego relacje z ojcem w dalszym ciągu pozostawały stosunkowo napięte. Sprawy powiązane z teatrem zza kulis pozostawały poza jego zasięgiem. Jeśli akurat znajdował się w domu rodzinnym i natrafiał na prowadzone przez rodzicielkę spotkanie dla młodych aktorów teatralnych to się na nim nie pojawiał. Po pierwsze nudziłby się tam, a po drugie przez bycie naprawdę rozpoznawalną osobą niewątpliwie samą swoją obecnością za bardzo rozpraszałby podopiecznych swojej rodzicielki. Powracając do rodzinnego Puddlemere zawsze miał co robić. W dalszym ciągu tutaj mieszkało wielu jego znajomych, z którymi zawsze się widywał podczas swojego pobytu w tych stronach. W trakcie trwania tego spotkania dla wchodzących gwiazd estrady zajmował się nadrabianiem zaległości towarzyskie.
Po spędzeniu kilku godzin w gronie przyjaciół, również będąc przekonanym o tym, że zaaranżowany przez jego matkę wieczorek dobiegł już końca, przekroczył próg kominka w salonie posiadłości. Przystanął przy nim celem otrzepania się z odrobiny popiołu, który osiadł na materiale czarnego płaszcza. Po zdjęciu tego odkrycia wierzchniego rzucił je na fotel, na którym zwykł zasiadać jego ojciec.
Głos matki słyszał coraz wyraźniej, im bardziej zbliżał się do bawialni. Słyszał również drugi głos, tym razem męski i żadnych innych. Nie pierwszy raz te spotkania się przedłużały. Przekroczył próg tego pomieszczenia, dostrzegając siedzącą przy stoliku matkę i jej gościa oraz krzątającą się wokół nich skrzatkę, Złotogłówkę. Na jego widok, czarownica spojrzała ponad stolikiem, odstawiając na talerzyk filiżankę. Obdarzyła swojego syna ciepłym uśmiechem.
— Oto i on. Podejdź do nas, Philipie. Napijesz się herbaty? Poślę Złotogłówkę po dodatkową filiżankę — Odezwała się kobieta, przywołując go do siebie. Nie czekając na odpowiedź ze strony syna, skinęła na ich skrzacią służkę i ta swoją magią sprawiła, że na stoliku pojawiła się dodatkowa filiżanka i spodeczek.
— Bardzo chętnie, mamo — Powiedział po podejściu bliżej stolika i siedzącej przy nim kobiety i jej podopiecznego, na którego podniósł wzrok. — Kim jest twój gość? — Zapytał z zainteresowaniem widocznym w niebieskich tęczówkach. Uśmiechnął się równie ciepło, co kobieta, która wydała go na świat. Po niej odziedziczył chociażby dołeczki w policzkach i kolor oczu.
— Właśnie miałam Was sobie przedstawić. Philipie, to Theodore Lovegood. Theo, to właśnie mój syn — Odrzekła. Złotogłówka napełniła dodatkową filiżankę gorącym naparem.
— Miło mi — Podał dłoń temu czarodziejowi na powitanie.
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate