— Wiem, wiem, trzymanie go w piwnicy wydaje się okrutne. Ale jak jest na zewnątrz to się bije z innymi zwierzętami, a w piwnicy czuje się jak król. Nie jest już najmłodszy i ciężko zmienić jego zwyczaje. A rozpieszczono go niesamowicie. Jego poprzednia właścicielka traktowała go jak syna-bobaska, więc możesz sobie wyobrazić — wyjaśniłam i zaczerpnęłam herbatki. Krzysztofik był... specyficzny. Męczący. Ale robił swoje, więc nie powinnam chyba narzekać.
— Bonifacy!? Na spacery!? Jakie to cudowne! Oh, ale to jak on do was trafił? Nie wiedziałam, że tutaj się trzyma takie zwierzęta jako domowe. Chociaż babcia mi kiedyś chyba coś wspominała o nauczycielu, który miał dzika... A może to nie był nauczyciel... I nie dzik...
O tragedii na Beltane zdążyłam już zapomnieć. Rozmowy o zwierzętach zapełniły mój umysł. Cóż za szczęście spotkać kogoś, kto posiada dzika jako zwierzątko domowe!? Poznałam Lyssę zupełnym przypadkiem, a czuję z nią tak dużą więź! Czuję się przy niej bardzo swobodnie. I chętnie poznałabym jej dzika. Ale to innym razem.