06.04.2023, 09:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2023, 11:05 przez Cathal Shafiq.)
Cathal nie współczuł Marcie. Dla niego była tylko jednym z wielu duchów Hogwartu – zaledwie wspomnieniem człowieka, nie prawdziwym człowiekiem. W dodatku wspomnieniem tchórza, który nazbyt mocno trzymał się życia.
W wieku siedemnastu lat nie znajdował się pośród tych najbardziej empatycznych uczniów. A raczej empatię był skłonny przejawiać zaledwie wobec jednostek.
Usłyszał jeszcze strzępy rozmowy Rookwooda z Martą – głównie jej wypowiedzi, głośne i piskliwe. A potem zatrzymał się przy umywalce. Nie odpowiedział Lecie na słowa odnośnie tego, że miał nie chodzić do damskich łazienek (co miał odpowiedzieć? Że słyszy w głowie złośliwy chichot i podszept, który popycha go do przodu? „Głosy w mojej głowie mówią, żebym wszedł do łazienki dziewczyn”?), za to kiedy spytała, czy znalazł coś ciekawego, wskazał węża, umieszczonego w pobliżu kranu.
- Symbol Slytherina – wyjaśnił krótko, a potem się cofnął.
To ty? – spytał, ale w jego głowie rozbrzmiał tylko chichot. No tak, głupie pytanie uświadomił sobie natychmiast Cathal. Jęcząca Marta zginęła zapewne kilkanaście lat temu. Salazar nie zabił jej osobiście, a za jego czasów z kolei wątpliwe, aby były tutaj łazienki. Odpowiedni ustęp historii Hogwartu usłużnie rozwinął się przed jego oczami: hydraulika Hogwartu została rozbudowana w XVIII wieku.
A zaraz za nim kolejny.
Slytherin, przed opuszczeniem Hogwartu, zapieczętował w podziemiach zamku Komnatę Tajemnic, gdzie uśpiona groza czeka, aż pojawi się jego dziedzic, który oczyści szkołę z…
To mógłbyś być ty, szepnęło coś, tym razem odpowiadając na jego niezadane pytanie. Cathal, już zmierzający do wyjścia, podparł się o framugę, bo przez chwilę zdawało się mu, że zaraz nogi się pod nim ugną.
Żółte oczy.
Syk węża, rozbrzmiewający w głowie.
– Legenda o komnacie tajemnic jest więc prawdziwa… zabił ją potwór, wąż Slytherina... – powiedział mimowolnie, na tyle cicho, że zapłakała Marta mogła go nie usłyszeć. A potem dotarło do niego, że jego ciąg skojarzeniowy był absolutnie dziwny i trudny do zrozumienia dla każdego, kto przypadkiem nie wiedział, że niektórzy Gauntowie mówią w języku węży i nie nosił w głowie własnych duchów. Takich, które lubiły do ciebie szeptać o szlamowatej krwi i o tym, że Hogwart nigdy nie powinien wyglądać w ten sposób. Może dlatego uzupełnił. – Słyszałem, że twoi rodzice byli mugolami? Chłopiec, dziwne oczy, to pasuje do tego, co opisano w historii Hogwartu – wyjaśnił, dość niezręcznie.
– Z tego, że moi rodzice to mugole, też będziesz się naśmiewać?! – zawołała Marta, a Cathal przymknął oczy, bo jej piskliwy głos zdawał się wwiercać w czaszkę, mieszać ze złośliwym śmiechem, który w niej rozbrzmiewał.
Czy tacy jak ona naprawdę powinni uczyć się w Hogwarcie?, szepnęło coś, ktoś, ale Cal nie był tym razem pewny: Salazar, cień ojczyma, czy może to była jednak jego własna myśl.
W wieku siedemnastu lat nie znajdował się pośród tych najbardziej empatycznych uczniów. A raczej empatię był skłonny przejawiać zaledwie wobec jednostek.
Usłyszał jeszcze strzępy rozmowy Rookwooda z Martą – głównie jej wypowiedzi, głośne i piskliwe. A potem zatrzymał się przy umywalce. Nie odpowiedział Lecie na słowa odnośnie tego, że miał nie chodzić do damskich łazienek (co miał odpowiedzieć? Że słyszy w głowie złośliwy chichot i podszept, który popycha go do przodu? „Głosy w mojej głowie mówią, żebym wszedł do łazienki dziewczyn”?), za to kiedy spytała, czy znalazł coś ciekawego, wskazał węża, umieszczonego w pobliżu kranu.
- Symbol Slytherina – wyjaśnił krótko, a potem się cofnął.
To ty? – spytał, ale w jego głowie rozbrzmiał tylko chichot. No tak, głupie pytanie uświadomił sobie natychmiast Cathal. Jęcząca Marta zginęła zapewne kilkanaście lat temu. Salazar nie zabił jej osobiście, a za jego czasów z kolei wątpliwe, aby były tutaj łazienki. Odpowiedni ustęp historii Hogwartu usłużnie rozwinął się przed jego oczami: hydraulika Hogwartu została rozbudowana w XVIII wieku.
A zaraz za nim kolejny.
Slytherin, przed opuszczeniem Hogwartu, zapieczętował w podziemiach zamku Komnatę Tajemnic, gdzie uśpiona groza czeka, aż pojawi się jego dziedzic, który oczyści szkołę z…
To mógłbyś być ty, szepnęło coś, tym razem odpowiadając na jego niezadane pytanie. Cathal, już zmierzający do wyjścia, podparł się o framugę, bo przez chwilę zdawało się mu, że zaraz nogi się pod nim ugną.
Żółte oczy.
Syk węża, rozbrzmiewający w głowie.
– Legenda o komnacie tajemnic jest więc prawdziwa… zabił ją potwór, wąż Slytherina... – powiedział mimowolnie, na tyle cicho, że zapłakała Marta mogła go nie usłyszeć. A potem dotarło do niego, że jego ciąg skojarzeniowy był absolutnie dziwny i trudny do zrozumienia dla każdego, kto przypadkiem nie wiedział, że niektórzy Gauntowie mówią w języku węży i nie nosił w głowie własnych duchów. Takich, które lubiły do ciebie szeptać o szlamowatej krwi i o tym, że Hogwart nigdy nie powinien wyglądać w ten sposób. Może dlatego uzupełnił. – Słyszałem, że twoi rodzice byli mugolami? Chłopiec, dziwne oczy, to pasuje do tego, co opisano w historii Hogwartu – wyjaśnił, dość niezręcznie.
– Z tego, że moi rodzice to mugole, też będziesz się naśmiewać?! – zawołała Marta, a Cathal przymknął oczy, bo jej piskliwy głos zdawał się wwiercać w czaszkę, mieszać ze złośliwym śmiechem, który w niej rozbrzmiewał.
Czy tacy jak ona naprawdę powinni uczyć się w Hogwarcie?, szepnęło coś, ktoś, ale Cal nie był tym razem pewny: Salazar, cień ojczyma, czy może to była jednak jego własna myśl.
Rzut N 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!