06.04.2023, 10:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2023, 11:10 przez Cathal Shafiq.)
Cathal miał tego wszystkiego serdecznie dość.
Coś stało się na Beltaine. Coś złego, co – prawdopodobnie – miało jakiś związek z Voldemortem. Nie miał może w Anglii bardzo wielu znajomych i bliskich krewnych, ale kilku ich było. I nie miał pewności, czy paru z nich nie znalazło się na tej polanie, i czy wyjdą z tego żywi. (Przynajmniej tyle, że jego kuzyn był teraz w Hogwarcie, więc chociaż jemu nie groziło niebezpieczeństwo.) Zamiast teleportować się na progu mieszkania, wylądował na kuble na śmieci. Jakiś duch opętał mu medium, a teraz w dodatku walnął zaklęciem w jego uzdrowicielkę. (No dobrze, to było medium ekipy, i uzdrowicielka ekipy, ale Cathal patrzył na nich jak na swoich ludzi, skoro kierował wyprawą.) Jutro mieli pracować na wykopaliskach, a zamiast tego będą musieli szukać egzorcysty (i modlić się, aby Sebastian nie przebywał w Kniei z resztą rodziny – ale nigdy nie wydawał się Cathalowi wielkim fanem ogromnych tłumów i tańców).
Skoro magia szwankowała, gdy „Jamil” cisnął zaklęcie (jemu zadziałało popisowo), Cathal zdał się na coś innego niż moc czarów. Siłę mięśni. Rzucił się ku Anwarowi i trzasnął go w twarz. To wyszło mu lepiej niż dotychczasowe, absolutnie nieudane zaklęcia (prawie wyczuł zdegustowanie Slytherina w swojej głowie)… bo pchnęło Jamila na ścianę. A kolejny czar tym razem zadziałał: magiczne więzy pojawiły się i skrępowały mężczyznę.
- Leta, bądź łaskawa odczarować Nell – zarządził, wyjmując z dłoni Jamila różdżkę. Nie odrywał spojrzenia od twarzy Anwara (na której zaraz miał pojawić się na pewno piękny krwiak), jakby poszukiwał tam śladów obcości.
Nic w wyglądzie go jednak nie zdradzało.
Za to akcent. Sposób mówienia. I to, że mówił na początku po francusku… Tak, było aż nadto jasne, że Anwar już w tym ciele nie mieszkał.
Shafiq odezwał się w nienagannym francuskim, tak, jakby właśnie we Francji się urodził i spędził większość życia – jedyne dziedzictwo prawdziwego ojca, które otrzymał i które naprawdę cenił.
- Z kim mamy przyjemność, monsieur?
Uprzejmy ton kontrastował z tym, że Cathal przycisnął Jamila do muru. Tak na wszelki wypadek. Oczywiście, nie miał zielonego pojęcia, że tkwiący w nim duch wcale nie jest „monsieur”.
Coś stało się na Beltaine. Coś złego, co – prawdopodobnie – miało jakiś związek z Voldemortem. Nie miał może w Anglii bardzo wielu znajomych i bliskich krewnych, ale kilku ich było. I nie miał pewności, czy paru z nich nie znalazło się na tej polanie, i czy wyjdą z tego żywi. (Przynajmniej tyle, że jego kuzyn był teraz w Hogwarcie, więc chociaż jemu nie groziło niebezpieczeństwo.) Zamiast teleportować się na progu mieszkania, wylądował na kuble na śmieci. Jakiś duch opętał mu medium, a teraz w dodatku walnął zaklęciem w jego uzdrowicielkę. (No dobrze, to było medium ekipy, i uzdrowicielka ekipy, ale Cathal patrzył na nich jak na swoich ludzi, skoro kierował wyprawą.) Jutro mieli pracować na wykopaliskach, a zamiast tego będą musieli szukać egzorcysty (i modlić się, aby Sebastian nie przebywał w Kniei z resztą rodziny – ale nigdy nie wydawał się Cathalowi wielkim fanem ogromnych tłumów i tańców).
Skoro magia szwankowała, gdy „Jamil” cisnął zaklęcie (jemu zadziałało popisowo), Cathal zdał się na coś innego niż moc czarów. Siłę mięśni. Rzucił się ku Anwarowi i trzasnął go w twarz. To wyszło mu lepiej niż dotychczasowe, absolutnie nieudane zaklęcia (prawie wyczuł zdegustowanie Slytherina w swojej głowie)… bo pchnęło Jamila na ścianę. A kolejny czar tym razem zadziałał: magiczne więzy pojawiły się i skrępowały mężczyznę.
- Leta, bądź łaskawa odczarować Nell – zarządził, wyjmując z dłoni Jamila różdżkę. Nie odrywał spojrzenia od twarzy Anwara (na której zaraz miał pojawić się na pewno piękny krwiak), jakby poszukiwał tam śladów obcości.
Nic w wyglądzie go jednak nie zdradzało.
Za to akcent. Sposób mówienia. I to, że mówił na początku po francusku… Tak, było aż nadto jasne, że Anwar już w tym ciele nie mieszkał.
Shafiq odezwał się w nienagannym francuskim, tak, jakby właśnie we Francji się urodził i spędził większość życia – jedyne dziedzictwo prawdziwego ojca, które otrzymał i które naprawdę cenił.
- Z kim mamy przyjemność, monsieur?
Uprzejmy ton kontrastował z tym, że Cathal przycisnął Jamila do muru. Tak na wszelki wypadek. Oczywiście, nie miał zielonego pojęcia, że tkwiący w nim duch wcale nie jest „monsieur”.
Rzut N 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!