06.04.2023, 10:50 ✶
Grymas na twarzy kuzyna sprawił, że wzdłuż kręgosłupa Perseusa przebiegł dreszcz, zupełnie tak, jakby jakaś obmierzła istota zostawiła na jego skórze ślady swych lodowatych macek. Przełknął nerowo ślinę, nieco głośniej niż się spodziwał.
— Dobrze ci idzie — odpowiedział, siląc się na słaby uśmiech. Niekiedy William przerażał go swoją bezpardonowością oraz cynicznym, jak mu się zdawało, podejściem do norm społecznych. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Lestrange może ich najzwyczajniej w świecie nie rozumieć; w oczach Perseusa jawił się jako ktoś wystarczająco silny, by lekceważyć pewne rzeczy i czasami, ale tylko czasami, zazdrościł mu umiejętności niezwracania uwagi na patetyczność niektórych z idei. Z drugiej strony też, nigdy właściwie nie skupiał się na analizie zachowań swoich bliskich - owszem, próbował zrozumieć jakie emocje kryją się za pewnymi słowami oraz czynami, w czym niewątpliwie pomagał mu dar aurowidzenia, ale żeby od razu zacząć rozkładać ich an czynniki pierwsze? Nie, tak mógł postępować ze swoimi pacjentami, ludźmi mu obcymi, a nie z własną rodziną - przyjmował ich takimi, jakimi byli, nie zadając zbędnych pytań.
Poza tym, obawiał się, że gdyby zaczął drążyć, dowiedziałby się rzeczy, o których pojęcia mieć nie chciał. Niechaj więc wszystko pozostanie na swoim miejscu.
— Strasznie dużo wiesz na temat żywych trupów — mruknął, upijając kolejny łyk jaśminowej herbaty i omal się nią nie zakrztusił, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak grząski temat właśnie poruszył — Trafił ci się jakiś ponownie uśmiercony na stole w Ministerswie? — ponownie się uśmiechnął, udając bardziej naiwnego, niż był w rzeczywistości, licząc w duchu na to, że wybrnął z niekomfortowej dla nich obu sytuacji. Tak naprawdę średnio obchodziło go to, czym zajmował się William w swojej piwnicy, czy gdzie tam ulokował swoją pracownię - równie dobrze mógłby mieć za ścianą całą armię wampirów lub ghouli, nie zrobiłoby to na Perseusie większego wrażenia dopóki w żaden sposób nie wpłynęło by to na niego samego.
— Ale uważam, że mylisz się twierdząc, że tylko wskrzeszeńcy mogą być problematyczni — głos mu drżał, gdy wypowiadał te słowa — Czasem odwiedzają żywych na jawie lub we śnie, spychając ich na granicę obłędu. Innym razem zostawiają po sobie długi, skazując następców na kajanie się przed wierzycielami. Bywa też, że wśród ich rzeczy zaplątuje się jaki list, który po dwóch latach wywraca czyjeś życie do góry nogami... — urwał, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Raphael, przeklęty Raphael, który nawet po śmierci nie mógł dać Perseusowi spokoju! To przez niego i list, który napisał do Polluxa zmuszony został do powrotu z Francji i ślubu z kobietą, której nawet nie znał, choć pewne nazwisko coraz częściej pojawiało się w rozmowach z ojcem...
— Uważam, że każdy z nas w chwili narodzin jest czystą kartą. Człowiek co najwyżej może rodzić się ze skłonnościami do czynienia zła, ale wierzę, że te z pomocą mądrych opiekunów mogą zostać zwalczone. Możesz nazwać mnie ckliwym, ale nie potrafię dojrzeć w twarzy dziecka przyszłego mordercy.
Umilkł na moment, zastanawiając się jakim byłby człowiekiem, gdyby przyszło mu dorastać bez Lycoris u swojego boku. Czy stałby się wówczas bardziej zgorzkniały niż obecnie? Wyjścia były dwa; albo musiałby wyzbyć się swej łagodności i stać się człowiekiem bezwzględnym, albo już dawno jego ślady pokryłby kurz, bowiem rozsypałby się przy pierwszym ciosie od losu.
— O to właśnie mi chodzi — pokiwał głową — Boję się, że ten cały Voldemort doprowadzi do kolejnej wojny. Przecież mugolacy tak łatwo nie zrezygnują ze swoich przywilejów i prędzej czy później dojdzie do rozlewu krwi. Mam nadzieję, że Ministerstwo szybko zajmie się tym prowodyrem.
— Dobrze ci idzie — odpowiedział, siląc się na słaby uśmiech. Niekiedy William przerażał go swoją bezpardonowością oraz cynicznym, jak mu się zdawało, podejściem do norm społecznych. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Lestrange może ich najzwyczajniej w świecie nie rozumieć; w oczach Perseusa jawił się jako ktoś wystarczająco silny, by lekceważyć pewne rzeczy i czasami, ale tylko czasami, zazdrościł mu umiejętności niezwracania uwagi na patetyczność niektórych z idei. Z drugiej strony też, nigdy właściwie nie skupiał się na analizie zachowań swoich bliskich - owszem, próbował zrozumieć jakie emocje kryją się za pewnymi słowami oraz czynami, w czym niewątpliwie pomagał mu dar aurowidzenia, ale żeby od razu zacząć rozkładać ich an czynniki pierwsze? Nie, tak mógł postępować ze swoimi pacjentami, ludźmi mu obcymi, a nie z własną rodziną - przyjmował ich takimi, jakimi byli, nie zadając zbędnych pytań.
Poza tym, obawiał się, że gdyby zaczął drążyć, dowiedziałby się rzeczy, o których pojęcia mieć nie chciał. Niechaj więc wszystko pozostanie na swoim miejscu.
— Strasznie dużo wiesz na temat żywych trupów — mruknął, upijając kolejny łyk jaśminowej herbaty i omal się nią nie zakrztusił, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak grząski temat właśnie poruszył — Trafił ci się jakiś ponownie uśmiercony na stole w Ministerswie? — ponownie się uśmiechnął, udając bardziej naiwnego, niż był w rzeczywistości, licząc w duchu na to, że wybrnął z niekomfortowej dla nich obu sytuacji. Tak naprawdę średnio obchodziło go to, czym zajmował się William w swojej piwnicy, czy gdzie tam ulokował swoją pracownię - równie dobrze mógłby mieć za ścianą całą armię wampirów lub ghouli, nie zrobiłoby to na Perseusie większego wrażenia dopóki w żaden sposób nie wpłynęło by to na niego samego.
— Ale uważam, że mylisz się twierdząc, że tylko wskrzeszeńcy mogą być problematyczni — głos mu drżał, gdy wypowiadał te słowa — Czasem odwiedzają żywych na jawie lub we śnie, spychając ich na granicę obłędu. Innym razem zostawiają po sobie długi, skazując następców na kajanie się przed wierzycielami. Bywa też, że wśród ich rzeczy zaplątuje się jaki list, który po dwóch latach wywraca czyjeś życie do góry nogami... — urwał, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Raphael, przeklęty Raphael, który nawet po śmierci nie mógł dać Perseusowi spokoju! To przez niego i list, który napisał do Polluxa zmuszony został do powrotu z Francji i ślubu z kobietą, której nawet nie znał, choć pewne nazwisko coraz częściej pojawiało się w rozmowach z ojcem...
— Uważam, że każdy z nas w chwili narodzin jest czystą kartą. Człowiek co najwyżej może rodzić się ze skłonnościami do czynienia zła, ale wierzę, że te z pomocą mądrych opiekunów mogą zostać zwalczone. Możesz nazwać mnie ckliwym, ale nie potrafię dojrzeć w twarzy dziecka przyszłego mordercy.
Umilkł na moment, zastanawiając się jakim byłby człowiekiem, gdyby przyszło mu dorastać bez Lycoris u swojego boku. Czy stałby się wówczas bardziej zgorzkniały niż obecnie? Wyjścia były dwa; albo musiałby wyzbyć się swej łagodności i stać się człowiekiem bezwzględnym, albo już dawno jego ślady pokryłby kurz, bowiem rozsypałby się przy pierwszym ciosie od losu.
— O to właśnie mi chodzi — pokiwał głową — Boję się, że ten cały Voldemort doprowadzi do kolejnej wojny. Przecież mugolacy tak łatwo nie zrezygnują ze swoich przywilejów i prędzej czy później dojdzie do rozlewu krwi. Mam nadzieję, że Ministerstwo szybko zajmie się tym prowodyrem.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory