06.04.2023, 21:22 ✶
- Cóż za stracona okazja– odparł, kącik warg drgnął mu lekko.
Zachowanie Cynthii być może mogłoby tego i owego zakłopotać, zbić z tropu, oburzyć, zachęcić albo przyprawić o kompletne zbaranienie. Shafiq jednak nie był nieśmiałym chłopcem, nie był też jednak ani podrywaczem, ani kimś przesadnie przywiązanym do konserwatywnych zasad, ani wreszcie – osobą, która nie była w stanie domyśleć się, że kokieteria panny Flint była zapewne kolejną z jej masek. W ogólnym rozrachunku więc jej zachowanie ani trochę go nie onieśmielało, nie brał też go za dobrą monetę, ale zarazem – ciężko stwierdzić, aby było mu niemiłe. Cynthia była nie tylko miła dla oka, ale przede wszystkim stanowiła swego rodzaju zagadkę. A Cathal lubił zagadki.
– Kim musiałbym być, aby odmówić? Chyba kompletnym chamem – stwierdził na jej propozycję. Bez żadnych oporów pozwolił, by położyła dłoń na jego ramieniu, odruchowo układając własne w takiej pozycji, jakiej eskortowało się kobiety. Z pewnym rozbawieniem zastanowił się, czy Cynthia wykorzystywała go, by uciec od pana Hamiltona, i czy pan Hamilton faktycznie wpadł na pomysł podsunięcia mu Penelope, czy też wykorzystywał biedną siostrę, kompletnie niezainteresowaną zapewne historią z kolei do tego, aby zostać z Cynthią sam na sam.
- Obiecałem pannie Flint spacer. Jest tu tylu ludzi, że zrobiło się jej tutaj nieco duszno – odparł gładko. – Jestem jednak pewny, że mój dziadek bardzo chętnie opowie Penelope o czarodziejach z Peru, to jeden z jego ulubionych tematów – dodał jeszcze, po czym, jeśli Cynthia nie stawiła twardego oporu – a wszak sama chciała spacerować – obrócił się ku drzwiom. Wyjście może nie było do końca angielskie i ciotka spróbuje go za to zabić, ale Shafiq naprawdę rzadko przejmował się takimi rzeczami na zapas. Nadeszła pora, aby ciotka pogodziła się z tym, że nie był i nigdy nie będzie lwem salonowym. Potomkom Slytherina wszak zawsze było bliżej do gadów…
- Penelope Hamilton – stwierdził z zamyśleniem, gdy wyszli na korytarz. Spotkał ją raz, przez jakieś pięć minut, podobnie jak pana Hamiltona, i rzecz jasna pamiętał każdy pieg na jej nosie. – Urocza dziewczyna, szkoda tylko, że ma osiemnaście lat. Chyba z powodu charłactwa jednej z panien Hamilton stali się zdesperowani… Mają całkiem dobrą krew, ale to już trzecie pokolenie, w którym trafia się im charłak i propozycje małżeńskie raczej się nie sypią. Ewentualnie bardzo chciał się mnie pozbyć – dodał, spoglądając na moment na Cynthię, ciekaw, jaką minę przybierze tym razem. Udawaną obojętność na sugestię, że widać pan Hamilton marzył o chwili rozmowy? Zwłaszcza, że gdy wychodzili, patrzył na Cathala, jakby chciał oberwać go ze skóry.
- Naprawdę życzysz sobie obejrzeć ogród, czy poprowadzić cię dyskretnie do tylnego wyjścia albo kominka dla gości? – spytał. Brał pod uwagę, że Cynthia chciała po prostu jak najszybciej umknąć z przyjęcia i stał się do tego pretekstem. I ani trochę jej za to nie winił, bo właściwie też chciał umknąć już z przyjęcia. Miał więc zamiar zabrać ją do miejsca, które wskaże.
Zachowanie Cynthii być może mogłoby tego i owego zakłopotać, zbić z tropu, oburzyć, zachęcić albo przyprawić o kompletne zbaranienie. Shafiq jednak nie był nieśmiałym chłopcem, nie był też jednak ani podrywaczem, ani kimś przesadnie przywiązanym do konserwatywnych zasad, ani wreszcie – osobą, która nie była w stanie domyśleć się, że kokieteria panny Flint była zapewne kolejną z jej masek. W ogólnym rozrachunku więc jej zachowanie ani trochę go nie onieśmielało, nie brał też go za dobrą monetę, ale zarazem – ciężko stwierdzić, aby było mu niemiłe. Cynthia była nie tylko miła dla oka, ale przede wszystkim stanowiła swego rodzaju zagadkę. A Cathal lubił zagadki.
– Kim musiałbym być, aby odmówić? Chyba kompletnym chamem – stwierdził na jej propozycję. Bez żadnych oporów pozwolił, by położyła dłoń na jego ramieniu, odruchowo układając własne w takiej pozycji, jakiej eskortowało się kobiety. Z pewnym rozbawieniem zastanowił się, czy Cynthia wykorzystywała go, by uciec od pana Hamiltona, i czy pan Hamilton faktycznie wpadł na pomysł podsunięcia mu Penelope, czy też wykorzystywał biedną siostrę, kompletnie niezainteresowaną zapewne historią z kolei do tego, aby zostać z Cynthią sam na sam.
- Obiecałem pannie Flint spacer. Jest tu tylu ludzi, że zrobiło się jej tutaj nieco duszno – odparł gładko. – Jestem jednak pewny, że mój dziadek bardzo chętnie opowie Penelope o czarodziejach z Peru, to jeden z jego ulubionych tematów – dodał jeszcze, po czym, jeśli Cynthia nie stawiła twardego oporu – a wszak sama chciała spacerować – obrócił się ku drzwiom. Wyjście może nie było do końca angielskie i ciotka spróbuje go za to zabić, ale Shafiq naprawdę rzadko przejmował się takimi rzeczami na zapas. Nadeszła pora, aby ciotka pogodziła się z tym, że nie był i nigdy nie będzie lwem salonowym. Potomkom Slytherina wszak zawsze było bliżej do gadów…
- Penelope Hamilton – stwierdził z zamyśleniem, gdy wyszli na korytarz. Spotkał ją raz, przez jakieś pięć minut, podobnie jak pana Hamiltona, i rzecz jasna pamiętał każdy pieg na jej nosie. – Urocza dziewczyna, szkoda tylko, że ma osiemnaście lat. Chyba z powodu charłactwa jednej z panien Hamilton stali się zdesperowani… Mają całkiem dobrą krew, ale to już trzecie pokolenie, w którym trafia się im charłak i propozycje małżeńskie raczej się nie sypią. Ewentualnie bardzo chciał się mnie pozbyć – dodał, spoglądając na moment na Cynthię, ciekaw, jaką minę przybierze tym razem. Udawaną obojętność na sugestię, że widać pan Hamilton marzył o chwili rozmowy? Zwłaszcza, że gdy wychodzili, patrzył na Cathala, jakby chciał oberwać go ze skóry.
- Naprawdę życzysz sobie obejrzeć ogród, czy poprowadzić cię dyskretnie do tylnego wyjścia albo kominka dla gości? – spytał. Brał pod uwagę, że Cynthia chciała po prostu jak najszybciej umknąć z przyjęcia i stał się do tego pretekstem. I ani trochę jej za to nie winił, bo właściwie też chciał umknąć już z przyjęcia. Miał więc zamiar zabrać ją do miejsca, które wskaże.