06.04.2023, 22:58 ✶
- Rzeczywiście, byłby to niedopuszczalny błąd – mruknął cicho, tylko tyle, bo później przyszło im rozmawiać, czy też raczej spławiać pana Hamiltona.
Podtrzymał ją, kiedy się zachwiała. Cathal bywał „kompletnym chamem”, ale jednak rzadko bez powodów, a teraz sam zaoferował się, że odeskortuje pannę Flint, zdecydowanie więc nie zamierzał pozwolić, aby padła na twarz. Szybko okazało się to kolejnym elementem gierki – kto wie, gdyby sama tego nie przyznała, być może by się tego nie domyślił. Kolejny puzzel do układanki, następny, drobny element, zbliżający do rozwiązania zagadki.
- Kto wie? Może chowam wstydliwie obrączkę, ledwo wyjdę za próg domu, a potem zakładam ją z powrotem? Trzymam biedną żonę na strychu, nie pozwalając jej nigdzie wychodzić? – zasugerował, chociaż świetnie wiedział, że to akurat bardzo marne kłamstwo. Miał opalone dłonie, na których obrączka, noszona nawet okazyjnie, musiałaby pozostawić ślad.
Omal nie roześmiał się, kiedy Flintówna wyrecytowała jego wszystkie zalety. Nie był skromnym człowiekiem: był skłonny przyznać, że owszem, miał osiągnięcia, miał czystą krew, wyglądał dobrze i w dodatku, chociaż nie należał do tych czarodziejów obrzydliwe bogatych, to na pewno nie klepał też biedy. Tyle że…
- Cynthio, utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie masz pojęcia, u czyjego boku właśnie idziesz. Powinnaś w przyszłości staranniej dobierać towarzystwo na nocne spacery – stwierdził, nawet nie próbując ukryć rozbawienia. Bo był też człowiekiem, o którym jeśli krążyły jakieś plotki, to raczej niezbyt pozytywne. Wędrownym ptakiem, o którym było wiadomo, że nie zacznie pracy na ciepłej posadce w Ministerstwie. Synem szalonej kobiety, tragicznie zmarłego mężczyzny i pasierbem czarnoksiężnika.
Był mężczyzną z gatunku tych, dla których większość kobiet przynajmniej raz w życiu straci głowę, ale którego rodzice rzadko rozpatrują jako dobrego kandydata na męża dla ukochanej córki. (Chociaż to nie tak, że swoje szanse na rynku matrymonialnym oceniał tragicznie nisko. Dwa słowa, czysta krew, całkiem je podnosiły.)
- Nie wiem – przyznał, ani myśląc udawać, że potrafi odgadnąć jej myśli. Rozgryzł pewne rzeczy, bo pomagała mu w tym jego pamięć, wiek oraz fakt, że po prostu nie był głupi. Ale nie znał jej na tyle, aby móc wyrokować w takich sprawach. Nawet teraz zastanawiał się, czy to „jak sądzisz”, nie jest próbą wyciągnięcia od niego, czego on by sobie życzył, obstawiania przy ogrodzie… i może na przekór temu chciał, by to ona podjęła decyzję. – Już wspomniałem, że jesteś wspaniałą aktorką. Może naprawdę chcesz zobaczyć ogród, może marzysz o wejściu do kominka, by krzyknąć nazwę domu i tam odpocząć, a może nagle naszła cię chęć na przechadzki po podlondyńskich lasach, by obejrzeć przeklęte posągi.
Oddalili się już od głównej sali. Głosy stawały się mniej słyszalne. Gdzieś w rogu przemknął skrzat: miał nie wpuszczać gości do tej części domu, ale nie dotyczyło to przecież Shafiqów, więc nie zostali zatrzymani. Przystanął, gdy się zatrzymała, spoglądając na nią z nowym namysłem, który potrwał kilkanaście sekund, znów zawieszenie może nieco nienaturalne. Zdziwiło go to o tyle, że on pamiętał, ale on pamiętał zawsze - a niewielu ludzi zapamiętywało takie przypadkowe rozmowy na tyle dokładnie.
- Tak. Była czarownicą, znaleźliśmy jej komnatę nagrobną, mumię, rzeczy, także magiczne, które chciała zabrać na tamten świat… i udało się nam nie dopuścić mugoli do zabicia siebie albo kogoś tymi paroma prezentami, którymi obdarzyła męża i które znaleźli w jego części grobowców.
Podtrzymał ją, kiedy się zachwiała. Cathal bywał „kompletnym chamem”, ale jednak rzadko bez powodów, a teraz sam zaoferował się, że odeskortuje pannę Flint, zdecydowanie więc nie zamierzał pozwolić, aby padła na twarz. Szybko okazało się to kolejnym elementem gierki – kto wie, gdyby sama tego nie przyznała, być może by się tego nie domyślił. Kolejny puzzel do układanki, następny, drobny element, zbliżający do rozwiązania zagadki.
- Kto wie? Może chowam wstydliwie obrączkę, ledwo wyjdę za próg domu, a potem zakładam ją z powrotem? Trzymam biedną żonę na strychu, nie pozwalając jej nigdzie wychodzić? – zasugerował, chociaż świetnie wiedział, że to akurat bardzo marne kłamstwo. Miał opalone dłonie, na których obrączka, noszona nawet okazyjnie, musiałaby pozostawić ślad.
Omal nie roześmiał się, kiedy Flintówna wyrecytowała jego wszystkie zalety. Nie był skromnym człowiekiem: był skłonny przyznać, że owszem, miał osiągnięcia, miał czystą krew, wyglądał dobrze i w dodatku, chociaż nie należał do tych czarodziejów obrzydliwe bogatych, to na pewno nie klepał też biedy. Tyle że…
- Cynthio, utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie masz pojęcia, u czyjego boku właśnie idziesz. Powinnaś w przyszłości staranniej dobierać towarzystwo na nocne spacery – stwierdził, nawet nie próbując ukryć rozbawienia. Bo był też człowiekiem, o którym jeśli krążyły jakieś plotki, to raczej niezbyt pozytywne. Wędrownym ptakiem, o którym było wiadomo, że nie zacznie pracy na ciepłej posadce w Ministerstwie. Synem szalonej kobiety, tragicznie zmarłego mężczyzny i pasierbem czarnoksiężnika.
Był mężczyzną z gatunku tych, dla których większość kobiet przynajmniej raz w życiu straci głowę, ale którego rodzice rzadko rozpatrują jako dobrego kandydata na męża dla ukochanej córki. (Chociaż to nie tak, że swoje szanse na rynku matrymonialnym oceniał tragicznie nisko. Dwa słowa, czysta krew, całkiem je podnosiły.)
- Nie wiem – przyznał, ani myśląc udawać, że potrafi odgadnąć jej myśli. Rozgryzł pewne rzeczy, bo pomagała mu w tym jego pamięć, wiek oraz fakt, że po prostu nie był głupi. Ale nie znał jej na tyle, aby móc wyrokować w takich sprawach. Nawet teraz zastanawiał się, czy to „jak sądzisz”, nie jest próbą wyciągnięcia od niego, czego on by sobie życzył, obstawiania przy ogrodzie… i może na przekór temu chciał, by to ona podjęła decyzję. – Już wspomniałem, że jesteś wspaniałą aktorką. Może naprawdę chcesz zobaczyć ogród, może marzysz o wejściu do kominka, by krzyknąć nazwę domu i tam odpocząć, a może nagle naszła cię chęć na przechadzki po podlondyńskich lasach, by obejrzeć przeklęte posągi.
Oddalili się już od głównej sali. Głosy stawały się mniej słyszalne. Gdzieś w rogu przemknął skrzat: miał nie wpuszczać gości do tej części domu, ale nie dotyczyło to przecież Shafiqów, więc nie zostali zatrzymani. Przystanął, gdy się zatrzymała, spoglądając na nią z nowym namysłem, który potrwał kilkanaście sekund, znów zawieszenie może nieco nienaturalne. Zdziwiło go to o tyle, że on pamiętał, ale on pamiętał zawsze - a niewielu ludzi zapamiętywało takie przypadkowe rozmowy na tyle dokładnie.
- Tak. Była czarownicą, znaleźliśmy jej komnatę nagrobną, mumię, rzeczy, także magiczne, które chciała zabrać na tamten świat… i udało się nam nie dopuścić mugoli do zabicia siebie albo kogoś tymi paroma prezentami, którymi obdarzyła męża i które znaleźli w jego części grobowców.