07.04.2023, 03:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2023, 05:15 przez Elliott Malfoy.)
Można było porwać się na stwierdzenie, że był ekspertem w związkach z mężczyznami, chociaż byłoby to pewnym nagięciem prawdy, bo w gruncie rzeczy znał się tylko i wyłącznie na zaspokajaniu swoich własnych pragnień, przelotnych uniesień, które sprawiały, że chemia w jego mózgu ulegała alteracji. Życie miał w końcu niebywale trudne, według swojej własnej miary oraz skali, a przecież jakoś musiał sobie radzić. Zagarniał satysfakcję, ekstazę rzucaną mu pod nos z lubieżnością, nie znając granicy, potrafiąc jedynie zatroszczyć się o pozorny wizerunek, który zapewniał mu kontynuowanie życia opływającego w przyziemne wygody i bogactwa.
Przymrużył oczy jak wygrzewający się w popołudniowym słońcu kot, słysząc z jakiego powodu siostra zaczęła licytować kolację z Erikiem. Poczuł niejaką satysfakcję, że wzbudzał w niej tego typu instynkty. Nie było to niczym nowym, ale właśnie po to, od najmłodszych lat, próbowali pourywać sobie wszystkie ręce, powybijać wszystkie zęby i powyrywać włosy - aby zwrócić na siebie uwagę i w końcu coś poczuć, wyzwolić kłębiące się, zamknięte pod pokrywą grubego szkła stworzonego z precyzją ojcowskiego wyrachowania emocje.
- Niezależnie, przezabawnie to wyszło, wyglądało jakbyśmy byli w jakiejś komitywie przeciwko Prewettównie - zaśmiał się pod nosem, w ten chochlikowaty sposób, który sugerował, że jakby kuzynka potknęła się na materiale własnej sukienki zrobionej z piór abraksanow i wylądowała twarzą w balowym torcie, to zapewne wzniósłby za to toast, tylko dla samego faktu bycia wrednym.
- Przekupię sędzięgo, też mi coś, oskarżyciel posiłkowy- parsknął, jakby pomysł siostry był niesamowicie nielogiczny, a jego własny, najlepszy pod słońcem - bo tak też uważał. Upił drinka, pozwalając, aby wzmożyć tak naturalne w tym stanie zachowanie primadonny - Ewentualnie sprawimy, że rozprawa zakończy się szybciej niż zacznie, nie pierwszy i nie ostatni raz - oczywiście w tym momencie miał na myśli rodzinne praktyki i znajomości, a nie swoje umiejętności oratorskie, którymi, swoją drogą, zapewne również wygrałby nie jedną sprawę. Bycie prawnikiem wydawało mu się wyczerpujące, trzeba było rozmawiać z ludźmi, posiadać klientów, pracować dla nich. Na swoim stołku miał wszystko pod nosem - finanse, polityków, znajomości i możliwości. Mógł ojcu zarzucać wiele, ale zanim oszalał na punkcie swojego rozbitego przez Nobby'ego Leacha ego, posiadał łeb na karku i był królem zdrowego rozsądku, odpowiednio mierzącym siły na zamiary oportunistą.
- Założę się, że już mógłbym to robić. Po tym jak próbował odpisywać ode mnie na każdym, możliwym przedmiocie, jestem prawie pewien, że dyplom ma z Nokturnu - nawet na chwilę się nie zawahał. Uważał Perseusa za przyjaciela, darzył go w pewnym momencie droższymi uczuciami niż, no, przynajmniej marynarka jaką miał dzisiaj na sobie, ale to przytyki i złośliwość były prawdziwym językiem jego miłości. Im bardziej kogoś łapał za słówka, tym bardziej go lubił. Oczywiście, miało to swoje granice i potrafił być też złośliwy i okropny bez drugiego dna, jak chociażby dla bliźniaczki, zanim zakopali topór wojenny.
- Dlaczego ci tak zależy?- zapytał w końcu, odnosząc się do małżeństwa Eden - Nie chodzisz już o lasce, finansowo również na nim nie polegasz, a założę się, że możesz mieć conajmniej więcej niż połowę mężczyzn w tej sali na pstryknięcie palcami. I kobiet - dodał ciszej - bo kto cię tam wie. - raczej zażartował, pijąc do swoich preferencji, niżeli siostrzanych - Tak czy siak, z jakiegoś powodu, tak jak zauważyłem, niesamowicie ich, mężczyzn, kręci bycie poniżanymi jeżeli już przejdziesz przez pierwszą warstwę udawania jacy to są nietykalni i wspaniali, a ty, przecież mogłabyś startować o tytuł królowej sprawiania, że ludzie czują się poniżeni - każde z tych słów przychodziło mu bardzo łatwo, kontynuował okrutny żart w formie wywodu bez mrugnięcia okiem, chociaż podświadomość podpowiadała, że siostra po prostu chciała, tak jak on, po prostu poczuć się kochana, chciana, nie być obrazowana jako 'ta zła, niepokonana, przerażająca'. Oczywiście nie przez wszystkich, a przez wybraną starannie osobę.
- Mam na myśli, do niczego ci nie jest potrzebny, nie przemęczaj się - dokończył myśl, która brzmiała gorzej, niż mu się wydawało, ze będzie brzmieć.
Westchnął zniechęcony swoim własnym misz-maszem w głowie, który sprawiał, ze rady które dawał były raczej powierzchowne. W prawdzie, po prostu bał się wchodzić głębiej. Mogli z Eden rozmawiać na normalnych warunkach, ale wciąż nie wysyłali sobie całusków i... Skoro o tym mowa. Nie mógł pojąć w jaki sposób skończyli przytuleni na kanapie.
Przedziwna sytuacja, której jego umysł nie mógł przeanalizować, bo wciąż był za trzeźwy.
Łyknął alkoholu.
- A skąd, to ty schudłaś, nie możesz żywić się jedynie na strachu lokatorów, nie ma za wielu kalorii - parsknął pod nosem i w przypływie dziwnego instynktu, niesamowicie samobójczej myśli, rozczochrał jej włosy.
- Powinnaś czasami przyjść na obiad, Nicholas by się ucieszył - dodał ostatecznie.
Przymrużył oczy jak wygrzewający się w popołudniowym słońcu kot, słysząc z jakiego powodu siostra zaczęła licytować kolację z Erikiem. Poczuł niejaką satysfakcję, że wzbudzał w niej tego typu instynkty. Nie było to niczym nowym, ale właśnie po to, od najmłodszych lat, próbowali pourywać sobie wszystkie ręce, powybijać wszystkie zęby i powyrywać włosy - aby zwrócić na siebie uwagę i w końcu coś poczuć, wyzwolić kłębiące się, zamknięte pod pokrywą grubego szkła stworzonego z precyzją ojcowskiego wyrachowania emocje.
- Niezależnie, przezabawnie to wyszło, wyglądało jakbyśmy byli w jakiejś komitywie przeciwko Prewettównie - zaśmiał się pod nosem, w ten chochlikowaty sposób, który sugerował, że jakby kuzynka potknęła się na materiale własnej sukienki zrobionej z piór abraksanow i wylądowała twarzą w balowym torcie, to zapewne wzniósłby za to toast, tylko dla samego faktu bycia wrednym.
- Przekupię sędzięgo, też mi coś, oskarżyciel posiłkowy- parsknął, jakby pomysł siostry był niesamowicie nielogiczny, a jego własny, najlepszy pod słońcem - bo tak też uważał. Upił drinka, pozwalając, aby wzmożyć tak naturalne w tym stanie zachowanie primadonny - Ewentualnie sprawimy, że rozprawa zakończy się szybciej niż zacznie, nie pierwszy i nie ostatni raz - oczywiście w tym momencie miał na myśli rodzinne praktyki i znajomości, a nie swoje umiejętności oratorskie, którymi, swoją drogą, zapewne również wygrałby nie jedną sprawę. Bycie prawnikiem wydawało mu się wyczerpujące, trzeba było rozmawiać z ludźmi, posiadać klientów, pracować dla nich. Na swoim stołku miał wszystko pod nosem - finanse, polityków, znajomości i możliwości. Mógł ojcu zarzucać wiele, ale zanim oszalał na punkcie swojego rozbitego przez Nobby'ego Leacha ego, posiadał łeb na karku i był królem zdrowego rozsądku, odpowiednio mierzącym siły na zamiary oportunistą.
- Założę się, że już mógłbym to robić. Po tym jak próbował odpisywać ode mnie na każdym, możliwym przedmiocie, jestem prawie pewien, że dyplom ma z Nokturnu - nawet na chwilę się nie zawahał. Uważał Perseusa za przyjaciela, darzył go w pewnym momencie droższymi uczuciami niż, no, przynajmniej marynarka jaką miał dzisiaj na sobie, ale to przytyki i złośliwość były prawdziwym językiem jego miłości. Im bardziej kogoś łapał za słówka, tym bardziej go lubił. Oczywiście, miało to swoje granice i potrafił być też złośliwy i okropny bez drugiego dna, jak chociażby dla bliźniaczki, zanim zakopali topór wojenny.
- Dlaczego ci tak zależy?- zapytał w końcu, odnosząc się do małżeństwa Eden - Nie chodzisz już o lasce, finansowo również na nim nie polegasz, a założę się, że możesz mieć conajmniej więcej niż połowę mężczyzn w tej sali na pstryknięcie palcami. I kobiet - dodał ciszej - bo kto cię tam wie. - raczej zażartował, pijąc do swoich preferencji, niżeli siostrzanych - Tak czy siak, z jakiegoś powodu, tak jak zauważyłem, niesamowicie ich, mężczyzn, kręci bycie poniżanymi jeżeli już przejdziesz przez pierwszą warstwę udawania jacy to są nietykalni i wspaniali, a ty, przecież mogłabyś startować o tytuł królowej sprawiania, że ludzie czują się poniżeni - każde z tych słów przychodziło mu bardzo łatwo, kontynuował okrutny żart w formie wywodu bez mrugnięcia okiem, chociaż podświadomość podpowiadała, że siostra po prostu chciała, tak jak on, po prostu poczuć się kochana, chciana, nie być obrazowana jako 'ta zła, niepokonana, przerażająca'. Oczywiście nie przez wszystkich, a przez wybraną starannie osobę.
- Mam na myśli, do niczego ci nie jest potrzebny, nie przemęczaj się - dokończył myśl, która brzmiała gorzej, niż mu się wydawało, ze będzie brzmieć.
Westchnął zniechęcony swoim własnym misz-maszem w głowie, który sprawiał, ze rady które dawał były raczej powierzchowne. W prawdzie, po prostu bał się wchodzić głębiej. Mogli z Eden rozmawiać na normalnych warunkach, ale wciąż nie wysyłali sobie całusków i... Skoro o tym mowa. Nie mógł pojąć w jaki sposób skończyli przytuleni na kanapie.
Przedziwna sytuacja, której jego umysł nie mógł przeanalizować, bo wciąż był za trzeźwy.
Łyknął alkoholu.
- A skąd, to ty schudłaś, nie możesz żywić się jedynie na strachu lokatorów, nie ma za wielu kalorii - parsknął pod nosem i w przypływie dziwnego instynktu, niesamowicie samobójczej myśli, rozczochrał jej włosy.
- Powinnaś czasami przyjść na obiad, Nicholas by się ucieszył - dodał ostatecznie.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦