Wood się uspokoiła. Adrenalina powoli zaczęła z niej schodzić. Była zadowolona, że tym razem się udało, że nikt nie stracił życia. Wiele razy zastanawiała się, jakby to było, gdyby znalazła się w sklepie rodziców podczas ataku popleczników Voldemorta. Czy zdołałaby uratować panią Smith? Czy tak jak ona straciłaby życie. Przeciwnik, z którym przyszło się jej mierzyć tutaj nie był specjalnie wymagający. Z tego, co dowiedziała się od rodziców podczas ataku na ich sklep było duzo gorzej, pojawili się w kilka osób, nie wahali się ani chwili, pani Smith stała się ich ofiarą. Ten tutaj zdecydowanie nie reagował, az tak szybko. Niszczył rzeczy materialne, może nie potrafił jeszcze odebrać życia? Nie miała pojęcia, czym kierował się ten mężczyzna, na całe szczęście nie zaczął od zabijania. Udało jej się pomóc kobiecie, może sklep nie wyglądał najlepiej, bo jak pobojowisko, jednak najważniejsze było to, że ona była cała. Nic się jej nie stało, może poza tym, że dotknęło to jej psychikę.
Była pewna, że sprawca zniknął, że są bezpieczne, bo usłyszała dźwięk aportacji. Udało się im go skutecznie wypędzić. Miała nadzieję, że poniesie konsekwencje swoich czynów, będą musiały dać znać brygadzie uderzeniowej, zgłosić to odpowiednim służbom, tacy jak on nie powinni się panoszyć i czuć, że wszystko im wolno. Wood gardziła nimi za to, że noszą maski, nie mieli odwagi, aby pokazać swoje oblicza, to świadczyło jej zdaniem o tym, jakimi byli ludźmi. Tchórzami, strachliwymi, którzy nie mieli w sobie za grosz dumy.
Pomogła kobiecie rzucić zaklęcie. Na dwie różdżki zdecydowanie szybciej mogły ugasić pożar.
To miejsce wyglądało dramatycznie, wolała nie myśleć nawet, jak czuje się kobieta, gdy dobytek jej życia został zniszczony niemalże do cna na jej własnych oczach. Musiało to być okropne uczucie.
- Nie masz za co dziękować. Myślę, że każdy by tak postąpił. - Każdy wyposażony w kręgosłup moralny. Heath należała do osób, które reagowały, kiedy widziały, że komuś dzieje się krzywda. Nie przechodziła obojętnie - nigdy.
- Dla tych śmieci wystarczy najbardziej nieistotny szczegół. Tłumaczą swoje postępowanie jakimiś drunymi argumentami. - Wood też to przeżyła. W końcu jej rodzina również należała do czarodziejskiego świata od pokoleń, jednak ich krew nie była krystalicznie czysta. Rodzice nie mieli problemu z tym, aby demonstrować swoje tolerancyjne podejście do czarodziejów mugolskiej krwi. To również wystarczyło, aby stać się celem. Nie uważała jednak, że powinni zmienić postępowanie. Nie mogli bać się mówić tego, co o tym wszystkim myśleli. Nie powinni pozwolić się wystraszyć. Musieli nadal podnosić głowy wysoko, pokazać, że nie robi to na nich wrażenia. - Ten chłopiec na pewno się ucieszy, że nic ci się nie stało. - Dodała jeszcze. Nie do końca bowiem wiedziała, jak ma się zachować. Wood nie była specjalistką w relacjach między ludzkich.
Poczekała z kobietą na pojawienie się przedstawicieli Brygady Uderzeniowej. Opisała funkjonariuszom bardzo dokładnie wygląd sprawcy, miała nadzieję, że uda im się złapać osobę odpowiedzialną za to wszystko.