07.04.2023, 11:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2023, 11:11 przez Cathal Shafiq.)
- W porządku?! Będzie w porządku, jak ja mu kopnę...!!!
To były pierwsze słowa Nell, gdy odzyskała władzę nad ciałem. Usiadła na bruku, poprawiła spódnicę i wianek na głowie, a potem się poderwała, jakby faktycznie chciała kopnąć Anwara. Cathal jednak złapał ją w pół, nim do niego dopadła.
- To nie był Jamil. Jest opętany.
- Dobrze, to kopnę tego, kto go opętał!
- To ciągle ciało Jamila - wyjaśnił Cathal ze spokojem przedszkolanki, która przywykła już do wielu wybryków przedszkolaków. Wobec obcych pewnie już straciłby cierpliwość, ale tutaj… przywykł.
- Jamil zrozumie, w końcu kopnę kogoś, kto ukradł mu ciało. Sam powinien chcieć tego kogoś kopnąć. Poza tym to na pewno jego wina. On chciał mnie potraktować zaklęciem, więc duch to zrobił. Zresztą, tobie wolno, a mnie nie?
- Nell!
Bagshot mruknęła coś pod nosem i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, spoglądając na niego z niezadowoleniem. I… w tym momencie na Cathala napluto.
- Dalej nie mogę? – spytała z nadzieją. Shafiq zacisnął szczękę i otarł rękawem policzek. Z najwyższym trudem powstrzymywał się przed chęcią skręcenia duchowi karku.
- Nie – wycedził z wyraźną wściekłością. - Jeśli teleportacja działa, leć do Sebastiana. Jeżeli nie, też leć do Sebastiana. Może nie poszedł na sabat.
- Sama. Po nocy. Przez Londyn. A jeśli napotkam jakiegoś zboczeńca? - prychnęła Nell, ale rzuciła Anwarowi nieco zaniepokojone spojrzenie. Może i była typową osobą "poza schematem", która nie zawsze reagowała adekwatnie, ale fakt, że w ciele Jamila zamieszkał jakiś duch wcale się jej nie podobał.
- Jeśli to zboczeniec, to dlaczego miałbym się przyjmować, co z nim zrobisz? - spytał Cathal. - No leć.
Nell westchnęła i najpierw najwyraźniej postanowiła testowo teleportować się na niewielką odległość. Znikła, pojawiła się na końcu ulicy, a potem przepadła im z oczu.
- Jestem swoim własnym człowiekiem, a walka Voldemorta i Dumbledore’a niewiele mnie interesuje – skwitował Cathal po francusku.. Po prawdzie nawet nie wiedział o istnieniu Ruchu Oporu i o tym, że Albus nim kieruje, chociaż że ten przeciwstawia się Voldemortowi, mógł podejrzewać. Czyżby Jamila opętał jakiś śmierciożerca…? Nie pomyślał o Grindewaldzie. Teraz w końcu ich światem wstrząsnęła inna wojna. Shafiq przeniósł ponure spojrzenie na Letę. – Najwyraźniej mamy jakiegoś gościa od strony Latajka – poinformował ją, po czym znów wycelował różdżką. Ciało Jamila uniosło się na magicznych noszach. Nie mogli przecież tkwić na ulicy.
Gdy spojrzał na Anwara, wyraz twarzy miał nieruchomy, a spojrzenie zimne.
- Nie jest pani moją przyjaciółką. Ale bez obaw. Zademonstrujemy, jak traktujemy… nieprzyjaciół – przyrzekł, otwierając drzwi kamienicy.
To były pierwsze słowa Nell, gdy odzyskała władzę nad ciałem. Usiadła na bruku, poprawiła spódnicę i wianek na głowie, a potem się poderwała, jakby faktycznie chciała kopnąć Anwara. Cathal jednak złapał ją w pół, nim do niego dopadła.
- To nie był Jamil. Jest opętany.
- Dobrze, to kopnę tego, kto go opętał!
- To ciągle ciało Jamila - wyjaśnił Cathal ze spokojem przedszkolanki, która przywykła już do wielu wybryków przedszkolaków. Wobec obcych pewnie już straciłby cierpliwość, ale tutaj… przywykł.
- Jamil zrozumie, w końcu kopnę kogoś, kto ukradł mu ciało. Sam powinien chcieć tego kogoś kopnąć. Poza tym to na pewno jego wina. On chciał mnie potraktować zaklęciem, więc duch to zrobił. Zresztą, tobie wolno, a mnie nie?
- Nell!
Bagshot mruknęła coś pod nosem i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, spoglądając na niego z niezadowoleniem. I… w tym momencie na Cathala napluto.
- Dalej nie mogę? – spytała z nadzieją. Shafiq zacisnął szczękę i otarł rękawem policzek. Z najwyższym trudem powstrzymywał się przed chęcią skręcenia duchowi karku.
- Nie – wycedził z wyraźną wściekłością. - Jeśli teleportacja działa, leć do Sebastiana. Jeżeli nie, też leć do Sebastiana. Może nie poszedł na sabat.
- Sama. Po nocy. Przez Londyn. A jeśli napotkam jakiegoś zboczeńca? - prychnęła Nell, ale rzuciła Anwarowi nieco zaniepokojone spojrzenie. Może i była typową osobą "poza schematem", która nie zawsze reagowała adekwatnie, ale fakt, że w ciele Jamila zamieszkał jakiś duch wcale się jej nie podobał.
- Jeśli to zboczeniec, to dlaczego miałbym się przyjmować, co z nim zrobisz? - spytał Cathal. - No leć.
Nell westchnęła i najpierw najwyraźniej postanowiła testowo teleportować się na niewielką odległość. Znikła, pojawiła się na końcu ulicy, a potem przepadła im z oczu.
- Jestem swoim własnym człowiekiem, a walka Voldemorta i Dumbledore’a niewiele mnie interesuje – skwitował Cathal po francusku.. Po prawdzie nawet nie wiedział o istnieniu Ruchu Oporu i o tym, że Albus nim kieruje, chociaż że ten przeciwstawia się Voldemortowi, mógł podejrzewać. Czyżby Jamila opętał jakiś śmierciożerca…? Nie pomyślał o Grindewaldzie. Teraz w końcu ich światem wstrząsnęła inna wojna. Shafiq przeniósł ponure spojrzenie na Letę. – Najwyraźniej mamy jakiegoś gościa od strony Latajka – poinformował ją, po czym znów wycelował różdżką. Ciało Jamila uniosło się na magicznych noszach. Nie mogli przecież tkwić na ulicy.
Gdy spojrzał na Anwara, wyraz twarzy miał nieruchomy, a spojrzenie zimne.
- Nie jest pani moją przyjaciółką. Ale bez obaw. Zademonstrujemy, jak traktujemy… nieprzyjaciół – przyrzekł, otwierając drzwi kamienicy.