07.04.2023, 11:36 ✶
Nie musiała być sama. Mavelle i Erik też mieli te eliksiry, a ona miała zapasową fiolkę. I jakkolwiek bardzo nie chciała, aby jej brat i kuzynka ryzykowali życie razem z nią… To wszyscy przyszli tu ze świadomością, że jeśli zawiodą, Voldemort może nie tylko stać się niepokonany, ale też wedle ostatniego listu Stewarda – kto wie, czy nie narobić nieodwracalnych szkód w kole roku.
Mav odpowiedziała. Była z Patrickiem i Victorią. To przyniosło ze sobą krótkotrwałą ulgę: przynajmniej trzy osoby jej bliskie żyły, był z nimi kontakt i nie zostali pozostawieni sami sobie w obliczu zagrożenia.
- Spróbujmy najpierw tu – zgodziła się krótko, odwracając się w stronę, gdzie widzieli najbliższe błyski. Mogli zacząć od tego mniej samobójczego działania, co nie wykluczało tego bardziej samobójczego w przyszłości. Wokół roznosił się pył, panował zamęt, słyszała krzyki – śmierciożercy najwyraźniej, och cóż za niespodzianka, atakowali, pewnie mordując na prawo i lewo, i nawet nie pytali wcześniej, czy zaatakowany ma czystą krew, za którą jakoby walczyli.
Kiedy czar Atreusa zadziałał, rozejrzała się, próbując dostrzec ewentualnych przeciwników, mogących im zagrozić. Brygadzistka wysforowała nieco przed kuzynkę, znacznie od niej lepszą w usuwaniu skutków magii i klątwołamaniu… zamierzając spróbować skrępować pierwszego przeciwnika, którego dostrzeże w tym pyle, a w razie potrzeby, choćby osłonić Danielle samą sobą. Rozpraszanie pozostawiła Alastorowi oraz drugiej pannie Longbottom. Pułapka? Owszem. Ale cała ta polana, tegoroczne Beltaine, było jedną wielką pułapką, a jej błędem i grzechem być może stało się to, że skoro Dumbledore kazał poinformować tylko Brygadzistów, trzymała się tego polecenia.
Wyczarowanie więzów krępujących, gdyby pojawił się jakiś przeciwnik, kształtowanie (dwie próby, bo jak raz nie wyjdzie, spróbuje znowu...)
Mav odpowiedziała. Była z Patrickiem i Victorią. To przyniosło ze sobą krótkotrwałą ulgę: przynajmniej trzy osoby jej bliskie żyły, był z nimi kontakt i nie zostali pozostawieni sami sobie w obliczu zagrożenia.
- Spróbujmy najpierw tu – zgodziła się krótko, odwracając się w stronę, gdzie widzieli najbliższe błyski. Mogli zacząć od tego mniej samobójczego działania, co nie wykluczało tego bardziej samobójczego w przyszłości. Wokół roznosił się pył, panował zamęt, słyszała krzyki – śmierciożercy najwyraźniej, och cóż za niespodzianka, atakowali, pewnie mordując na prawo i lewo, i nawet nie pytali wcześniej, czy zaatakowany ma czystą krew, za którą jakoby walczyli.
Kiedy czar Atreusa zadziałał, rozejrzała się, próbując dostrzec ewentualnych przeciwników, mogących im zagrozić. Brygadzistka wysforowała nieco przed kuzynkę, znacznie od niej lepszą w usuwaniu skutków magii i klątwołamaniu… zamierzając spróbować skrępować pierwszego przeciwnika, którego dostrzeże w tym pyle, a w razie potrzeby, choćby osłonić Danielle samą sobą. Rozpraszanie pozostawiła Alastorowi oraz drugiej pannie Longbottom. Pułapka? Owszem. Ale cała ta polana, tegoroczne Beltaine, było jedną wielką pułapką, a jej błędem i grzechem być może stało się to, że skoro Dumbledore kazał poinformować tylko Brygadzistów, trzymała się tego polecenia.
Wyczarowanie więzów krępujących, gdyby pojawił się jakiś przeciwnik, kształtowanie (dwie próby, bo jak raz nie wyjdzie, spróbuje znowu...)
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 50
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.