Słysząc męski głos poczułem jak po karku przeszły mi dreszcze delikatnego strachu. Czasami obawiałem się takich sytuacji, ponieważ wielu mężczyzn reagowało agresją, gdy ktoś uprzykrzał ich dzień. Nie należałem do osób konfliktowych. Tak, wpadałem w kłopoty zbyt często, a zwłaszcza jeśli chodziło o szkołę, ale w dorosłym życiu nie chciałem zostać przez kogoś pobity, zaatakowany, poturbowany. Starałem się żyć w dobrych relacjach ze społeczeństwem, ponieważ tutaj nie dostanę szlabanu, nie uratuje mnie żaden nauczyciel przed dręczycielami. Byłem skazany na siebie i swoją samodzielność.
— Przepraszam, najmocniej Pana przepraszam, na pocałunek dementora nie chciałem na pana wpaść. Zapłacę za szkody. Czy jest jakiś sposób w jaki mógłbym panu zadośćuczynić za te szkody? – zapytałem ignorując umiejętnie fakt, że meżcyzzna nie był szczególnie wściekły. Nie był nastawiony bojowo, a ja wpadałem niepotrzebnie w panikę. Uniosłem lekko głowę w całym tym amoku zapominając, że nie chciałem, aby ktoś mu współczuł przez mój brak wzroku.
— Chciałem je wymienić, bo ktoś zrobił błąd w moim zamówieniu. – odpowiedziałem mu delikatnie skołowany tym, że ten reagował ze spokojem.
Nie szczyciłem go spojrzeniem, ponieważ nie potrafiłem. Mój wzrok był po prostu zamglony, niewidzący, ślepy. Ktoś kto się nie przyglądał mógłby uznać, że jestem niewychowany, że nie patrzę na swojego rozmówcę, a ktoś spostrzegawczy od razu zrozumie całą tę sytuację.
— Tak. – odebrałem od niego kawę czekając, aż wszystko zostanie załatwione. Moje spanikowane serce zaczynało się uspokajać, a na twarz wyskoczyło zawstydzenie. Naprawdę nie radziłem sobie z tym, że nie mogłem funkcjonować jak normalna osoba i naprawdę przeszkadzały mi takie sytuacje jak ta, że nie mogłem normalnie nawet zjeść swojego ciastka.
— Naprawdę pana przepraszam, ale zapłacę za to ciastko i nawet kupię panu inne. Przykro mi, że był to ostatni kawałek, który pan chciał, ale może jakieś inne też będzie panu smakować. – wpadłem w słowotok. – Dobrze, że kawa się uchowała. – odpowiedziałem czując, że trzymam dosyć ciężki kubek kawy w rękach. Różdżkę schowałem do kieszeni, aby tym razem niczego nie zepsuć, ale automatycznie miałem totalnie zerowe pojęcie o przestrzeni wokół.