Miałem dzisiaj bardzo dobry humor. Dzień był odpowiedni na spacerek i zaczerpnięcie świeżego powietrza. Bell lawirował między moimi nogami informując mnie o przeszkodach i nieuważnych przechodniach. Nie do końca wiedziałem dokąd zmierzam, a Bell miał ochotę na spacer. Ten kot naprawdę wiedział czego mi potrzeba i jak sprawić, abym nie popadł w jakąś niepotrzebną depresję.
Nuciłem sobie cicho pod nosem jakąś bliżej nieokreśloną melodię, różdżkę standardowo trzymałem w dłoni, aby mnie informowała o przeszkodach i wsłuchiwałem się w złośliwy głos kota, który sprawiał, że ludzie wokół szeptali coś niezadowoleni pod nosami.
— Ślepy, uważaj, z prawej, kolorowe coś, co straszy moje potencjalne ofiary. – prychnął kot, a ja zwinnie ominąłem kolorowe coś, o czym wspomniał Bell.
Niestety po kilku krokach w przód usłyszałem jak kolorowe coś okazuje się dziewczyną, która przewraca się o coś i psioczy pod nosem. Uniosłem brwi ku górze zaskoczony i odwróciłem się, aby podejść i zapytać, czy wszystko jest w porządku. Byłem pewien, że sprawnie udało mi się ją ominąć, nawet nie poczułem, abym ją dotykał.
— Czy wszystko w porządku moja droga, kolorowa koleżanko? – zapytałem cicho, a pod moimi nogami Bell cicho parsknął.
Sam byłem ubrany w garniturowe spodnie, czarną koszulę i kamizelkę, która nie była dobrze zapięta, a na to narzuciłem również czarny płaszcz, którego guziki również były krzywo zapięte. Strój dobrany przez kota i również kolory podane mi przez niego, więc nie mogłem być pewny, czy na pewno były one w tych barwach, ale ufałem Bellowi, więc myślę, że mnie nie oszukał.