Avelina czuła obawę z powodu ogłoszenia przez Voldemorta swojego manifestu. Nie podobało jej się to, a strachu nie lubiła czuć. Zatraciła się w swojej pracy jeszcze bardziej niż zwykle, brała na swoją głowę naprawdę sporo zamówień, a najwięcej wleciało na eliksiry leczące i niewidzialności. Sporo osób odczuwało ten sam strach, który czuła ona sama. Była też wściekła, że nie mogła nic poradzić na to, co ten człowiek robił. Obawiała się o zdrowie swoich rodziców i przyjaciół. Pracoholizm nie był w stanie ukoić gonitwy jej myśli, a wiła w swojej głowie wszystkie możliwe scenariusze w jakich mogłaby poradzić coś na zbliżające się niebezpieczeństwo.
Avelina niestety była człowiekiem skrytym, więc jak miała problemy zamykała się w swojej pracowni i uciekała od rozmów. Nie potrafiła zgłaszać się po pomoc do przyjaciół, których miała sporo. Sama z własnej woli urywała kontakty z bliskimi nawet na kilka tygodni i jeśli ktoś się do niej nie zgłosił taka znajomość mogła umrzeć z powodu ucieczki jaką dokonywała Paxton. Cieszyła się jednak z każdej wizyty bliskich jej osób w tym mieście, a listy od nich powodowały, że czuła się dobrze, przyjemnie, ciepło i kochana. Nie miała żadnych bliskich relacji z mężczyznami, chyba że były to zwykłe przyjaźnie. Nie szukała partnera. Jej partnerem był kociołek, w którym tworzyła eliksiry.
Usłyszała charakterystyczny dzwoneczek nad drzwiami sygnalizujący, że ktoś wszedł do środka. Uniosła głowę, a na widok Danielle jej uśmiech wręcz rozświetlił pomieszczenie. Widok przyjaciółki powodował, że wszystkie zmartwienia uciekały, ale zostawały w jej sercu, ponieważ realnie uświadamiała sobie, że są osoby, które można stracić, co spowoduje u niej wielki smutek i rozpacz.
— Cześć! – w jej oczach Dani mogła dostrzec smutek, nieprzespaną noc i zamartwianie się nad tym wszystkim, co się ostatnio działo i przede wszystkim wielką wdzięczność, że dziewczyna pojawiła się akurat dzisiaj w tych progach. — Masz rację, ciepły posiłek to dobry pomysł. – nie miała zamiaru się sprzeciwiać jej słowom, wiedziała, że z Longbottom nie ma co dyskutować, więc bez żadnych oporów złapała swój płaszcz, zawiesiła informacje o przerwie na drzwiach sklepu. – Jak się czujesz, Danielle? – zapytała zerkając na przyjaciółkę uważnie.