Znajomy głos spowodował, że na chwilę świat się zatrzymał, a do umysłu dziewczyny wlała się nadzieja, że jednak dzisiejszy dzień będzie tym, który przeżyje. Krzyknęła schylając się, gdy tynk posypał się na jej głowę, ale z ulgą stwierdziła, że nic na nich nie spadło. Było to jednak kwestią czasu, więc lepiej było iść dalej.
Poczuła ciężką rękę na swoim ramieniu, która była w tym momencie czymś na kształt opoki, zaklęcia protego chroniącym ją przed złem. Pozwoliła się zaciągnąć w bezpieczne miejsce z ulgą. Przetarła oczy, aby w końcu zacząć coś lepiej widzieć i wtedy dopiero sylwetka Perseusa zaczęła jej przypominać kogoś znajomego, ale w całym tym amoku nie była w stanie go skojarzyć z odpowiednią osobą. Wszystko miało się wyklarować dopiero za chwilę, gdy dziewczyna odetchnie. Pocieszał ją fakt, że jednak go znała. Pozwoliła się prowadzić trochę jak kukiełka starając nie ciążyć mężczyźnie.
Ulokowali się między budynkami, które Avelinie z zerowym brakiem orientacji niewiele mówiły o jej położeniu na londyńskich ulicach. Spojrzała na swojego wybawiciela z ulgą, a do uszu docierały odgłosy krzyków i walki. Bała się nadal i jednocześnie chciałaby w jakiś sposób pomóc. Powinna się dostać do swojego sklepu i zorganizować jakiś zapas eliksirów leczących. Teraz jednak pozostawała kwestia jej wybawiciela. Zmrużyła powieki dysząc ciężko i czując, że adrenalina nadal krąży w jej żyłach pobudzając jej ciało strachem.
— Pe-Perseus? – zapytała niepewnie jakby nie do końca była pewna, czy spotkała właśnie jego, czy kogoś łudząco podobnego. Dawno się nie widziała z Blackiem, a nie śledziła jego kariery zawodowej, ani życiowej, więc miała prawo go nie pamiętać. — Dziękuję, że mi pomogłeś. – odpowiedziała próbując uspokoić swój oddech.