Pozostawał święcie przekonany, że jest jedynym człowiekiem na tym terenie i to właśnie ta świadomość skłoniła go dania upustu swojej narastającej frustracji. Nie czuł się tutaj pewnie ani dobrze. W dalszym ciągu każdy dźwięk przyprawiał o dreszcze i pogłębiał odczuwany przez niego niepokój. Włącznie z odgłosem kroków stawianych na grząskim gruncie przez osobę, której obecności nie był świadomy. Z tej odległości, także za sprawą jego pobudzonej wyobraźni i klimatu tego miejsca, one wydawały się odgłosami poruszania się błotoryja.
Dotąd poddawał w wątpliwość faktyczne istnienie stworzenia o tej nazwie, bo według opisu przypominało ono kłodę drewna. Jednak skoro Matka powołała do życia takiego potwora, jakim potrafi być szczuroszczet to musi być odpowiedzialna za stworzenie krwiożerczej kłody drewna z ostrymi zębami i płetwiastymi łapami. Wolał nie przekonać się na własnych nogach jak bardzo ten stwór ma ostre te zębiska. Dlatego teraz starał się wypatrzeć choćby najmniejszy ruch w bagnisku. To graniczyło z cudem. Zamiast bytującego tutaj monstra dostrzegł zarys kobiecej sylwetki.
Postanowił spuścić zasłonę milczenia na to, że pod wpływem swojej wyobraźni i panującej tutaj atmosfery początkowo utożsamił ją z błotoryjem. Nie jest to coś, co powinna słyszeć potencjalnie piękna i niewątpliwie miła kobieta. Oczywiście, to mogły być utrzymywane przez nią pozory.
— Dziękuję. Muszę przyznać pani rację — Słusznie zakładając to, że mogła słyszeć wykrzyczane przez niego słowa to starał się zreflektować. Jest człowiekiem, którego w dużej mierze przerosła sytuacja, w której się znalazł. Nie było tu tabunów dziennikarzy, fanów i osób czekających na jego potknięcie. Nie miał jednak pewności co do tego, czy jego udział w tym incydencie nie wypłynie na światło dzienne. Ostatnie o czym marzył to otrzymanie informacji o tym, że trafił na strony Czarownicy umorusany błotem w innych okolicznościach, niż po meczu Quidditcha. Pierwszą rzeczą, której bardzo pragnął, było wydostanie się z tych mokradeł.
— Cześć. Gdybym był leśnym trollem to byłoby moje — Po tym jak minęło pierwsze zaskoczenie, odpowiedział na to powitanie i pytanie z lekkim uśmiechem. Faktycznie udało się tej kobiecie rozładować atmosferę. Czuł na sobie spojrzenie. Przywykł do tego, że ludzie przyglądają mu się w ten sposób.
— Jak masz na imię? Ja Philip. Wiesz, jak się stąd wydostać? — Zwrócił się do kobiety z tym pytaniem, zaraz się się przedstawiając. Niechętnie wytarł swoje ubłocone dłonie w materiał spodni. Bieżącej wody tutaj nie uświadczy.