27.10.2022, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2023, 21:20 przez Eunice Malfoy.)
Wnętrze domu na pierwszy rzut oka wyglądało całkiem przeciętne i przywodziło na myśl wystrój, jaki się spotka raczej u typowej klasy średniej wyższej niż u tych, którzy bynajmniej nie narzekali na niedobór galeonów, ba, mogliby nimi zapełnić niemały basen. Bez przepychu, żadnych złotych ram, jednakże…
… detale zdradzały prawdę. Drewno, jakie użyto do wyłożenia podłogi czy stworzenia mebli. Jakość skóry siedzenia, gęstość i miękkość dywanu, wyciszającego kroki kobiet, a w szczególności Eunice – na zewnątrz, na bruku ulicy, jej krokom z pewnością towarzyszył charakterystyczny stukot, za sprawą szpilek, jakie nosiła. I w końcu ozdoby – jak chociażby waza z chińskiej porcelany. Raczej autentyk niż tania podróbka; tym bardziej że przecież na biednych nie trafiło i nie było powodu, żeby zagracać kamienicę pospolitymi śmieciami, godnych podrzędnych mugolaków, nie zaś czarodziejów czystej krwi, pochodzących ze starych rodów.
- Mi również miło, to sama przyjemność, móc panią gościć – wyrzekła gładko w odpowiedzi. Czy w istocie przyjemność – to się tak naprawdę dopiero miało okazać, bowiem równie dobrze mogło się okazać, iż kobiety nie odnajdą wspólnego języka i okaże się, że bynajmniej nie mają wspólnych celów. Niemniej na dłuższą metę nie miała powodów, by podchodzić do Brenny niczym żaba do jeża, tym bardziej że Longbottomowie – jak mniej więcej kojarzyła (mniej więcej, w końcu różnica wieku swoje robiła, a co za tym idzie, rodzeństwo dysponowało dość odrębnymi światami) – znajdowali się w kręgu znajomych jej brata.
- Naprawdę nie ma za co – machnęła lekko ręką, zbywając podziękowania. Szczegół, że w sumie było, jednakże odrobina dyplomacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła, tak? Skinęła lekko głową, nie widząc przeciwwskazań do spełnienia prośby. Sięgnęła po różdżkę – przecież nie po to dysponowała magią, żeby się zniżać do własnoręcznego ogarniania rzeczy – i wkrótce na stole pojawiła się szklanka wypełniona wodą, wraz z filiżanką – ewidentnie przeznaczoną dla gospodyni, po czym zajęła jeden z foteli.
- Zatem, Brenno? Mogę tak mówić? Zwłaszcza że tu nie musimy trzymać się konwenansów i tak chyba łatwiej nam będzie rozmawiać? – zaczęła z uprzejmym uśmiechem na wargach – Wspominałaś coś w liście o balu? – zagadnęła, sięgając po filiżankę. Gdzieś, na salonach, Eunice raczej trzymałaby się dość sztywno form grzecznościowych. Teraz jednak, gdy znajdowały się sam na sam w salonie Blacków, gdzie nawet nie było żadnego skrzata, coby nadstawił uszu? Ścisłe trzymanie się zasad rządzących gdzie indziej wydawało się nie tyle bezcelowe, co wręcz - być może - utrudniające porozumienie się. Zwłaszcza że ta rozmowa i tak nie była całkowicie formalna. Brakowało stada smutnych panów z teczkami, kłócących się o każde słowo, jakie ma zostać zapisane na pergaminie, aby zabezpieczyć jak najlepiej swoją klientkę. No ale, równie dobrze do żadnej umowy nie musiało dojść…
… detale zdradzały prawdę. Drewno, jakie użyto do wyłożenia podłogi czy stworzenia mebli. Jakość skóry siedzenia, gęstość i miękkość dywanu, wyciszającego kroki kobiet, a w szczególności Eunice – na zewnątrz, na bruku ulicy, jej krokom z pewnością towarzyszył charakterystyczny stukot, za sprawą szpilek, jakie nosiła. I w końcu ozdoby – jak chociażby waza z chińskiej porcelany. Raczej autentyk niż tania podróbka; tym bardziej że przecież na biednych nie trafiło i nie było powodu, żeby zagracać kamienicę pospolitymi śmieciami, godnych podrzędnych mugolaków, nie zaś czarodziejów czystej krwi, pochodzących ze starych rodów.
- Mi również miło, to sama przyjemność, móc panią gościć – wyrzekła gładko w odpowiedzi. Czy w istocie przyjemność – to się tak naprawdę dopiero miało okazać, bowiem równie dobrze mogło się okazać, iż kobiety nie odnajdą wspólnego języka i okaże się, że bynajmniej nie mają wspólnych celów. Niemniej na dłuższą metę nie miała powodów, by podchodzić do Brenny niczym żaba do jeża, tym bardziej że Longbottomowie – jak mniej więcej kojarzyła (mniej więcej, w końcu różnica wieku swoje robiła, a co za tym idzie, rodzeństwo dysponowało dość odrębnymi światami) – znajdowali się w kręgu znajomych jej brata.
- Naprawdę nie ma za co – machnęła lekko ręką, zbywając podziękowania. Szczegół, że w sumie było, jednakże odrobina dyplomacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła, tak? Skinęła lekko głową, nie widząc przeciwwskazań do spełnienia prośby. Sięgnęła po różdżkę – przecież nie po to dysponowała magią, żeby się zniżać do własnoręcznego ogarniania rzeczy – i wkrótce na stole pojawiła się szklanka wypełniona wodą, wraz z filiżanką – ewidentnie przeznaczoną dla gospodyni, po czym zajęła jeden z foteli.
- Zatem, Brenno? Mogę tak mówić? Zwłaszcza że tu nie musimy trzymać się konwenansów i tak chyba łatwiej nam będzie rozmawiać? – zaczęła z uprzejmym uśmiechem na wargach – Wspominałaś coś w liście o balu? – zagadnęła, sięgając po filiżankę. Gdzieś, na salonach, Eunice raczej trzymałaby się dość sztywno form grzecznościowych. Teraz jednak, gdy znajdowały się sam na sam w salonie Blacków, gdzie nawet nie było żadnego skrzata, coby nadstawił uszu? Ścisłe trzymanie się zasad rządzących gdzie indziej wydawało się nie tyle bezcelowe, co wręcz - być może - utrudniające porozumienie się. Zwłaszcza że ta rozmowa i tak nie była całkowicie formalna. Brakowało stada smutnych panów z teczkami, kłócących się o każde słowo, jakie ma zostać zapisane na pergaminie, aby zabezpieczyć jak najlepiej swoją klientkę. No ale, równie dobrze do żadnej umowy nie musiało dojść…