09.04.2023, 00:43 ✶
Fontanna Szczęśliwego Losu, Magiczny Londyn
Mellvyn Ollivander & Dellian Ollivander
Mellvyn Ollivander & Dellian Ollivander
Rozbieganymi oczami wodził po rozmawiających przy barze czarodziejach, raz po raz zerkając na twarz uśmiechniętego brata. Miał problem z usiedzeniem w miejscu, trząsł nogą na tyle mocno, że stolik drżał razem z nim, ale na szczęście nie aż tak, żeby porozlewać im drinki. Mellvyn, choć ściskał w dłoni swój kubek whisky z kawą od kilkunastu minut, nie upił z niego ani łyka. Czuć było od niego zmęczenie i stres, mimo mrozu spocił się pod tą swoją skórzaną kurtką i narzuconą na nią płową szatą.
Wrócił ledwo dwa dni temu i przez ten czas nocował w pokoju gościnnym swojego ojca, ale dotąd nie miał okazji szczerze pogadać z Młodym. Ostatni raz widział go, jak był jeszcze dzieckiem, jak miał jakieś siedem-osiem lat. Rozmawianie z nim twarzą w twarz było zupełnym doświadczeniem, niż przez listy. Cieszył się, że Dellian nie był w stanie zobaczyć jego rozszerzonych źrenic i szaro-fioletowych sińców wokół jego oczu - wyglądał jak pierdolony studenciak, ale amfetamina okazała się znacznie tańsza, niż sproszkowany pazur smoka.
Teraz tylko musiał przypomnieć sobie, jak porozumiewają się normalni ludzie. Kurwa, jak powinno wyglądać spotkanie rodzinne? To nie może być takie trudne.
- Noo, nie spodziewałem się, że tak wyrośniesz - zaczął, szybko i dosyć bełkotliwie. - Ojciec pewnie zajebiście dumny z tej twojej posadki w Ministerstwie?
Zassał powietrza, później kontynuował, nie dając mu czasu na odpowiedź:
- Kiedy ja byłem w twoim wieku, w dzień przerzucałem gówno garborogów a w nocy piłem w barakach z innymi wycierusami. I właściwie niewiele się zmieniło.
Zaśmiał się ze swojego własnego żartu, jego spojrzenie zaczepiło o sylwetkę przechodzącej obok kobiety.