09.04.2023, 01:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2023, 01:37 przez William Fletcher.)
Co prawda nieszczególnie wiedział, o co w tym całym zgromadzeniu chodzi, ale był święcie przekonany, że będzie zajebiście. Bo jak inaczej miałoby być, gdy w kupę zbierają się tak zacne i łebskie jednostki jak oni? Jasne, z Laylą ostatnimi czasy nie miał aż tak dużo kontaktu, ale wciąż bardzo ją lubił. Silly? No przecież najlepsza mordeczka i ziomeczek, z któym niejedno wypił i odwalił. Jasne, mógł być starszy o kilka lat, ale Billy'emu absolutnie to nie przeszkadzało. I nie chodziło nawet o to, że Cresswell był barmanem w Kotle (chociaż zdecydowanie był to solidny argument za tym, żeby nigdy sie z nim nie pokłócić), po prostu spoko się z nim gadało.
No i na koniec oczywiście jego kochana siostrzyczka. Razem od małego i w sumie to by się nie zdziwił, gdyby nie zmieniło się to aż do śmierci. Z nią to mógłby nawet i smoki kraść, gdzie w sumie. Może jest to jakiś pomysł?
W jego głowie zaczął już kiełkować pewien pomysł, ale nim urodził się do skali, z której można by wytworzyć coś sensownego — Silly postanowił się w końcu odezwać. Fletcher porzucił więc swoje wielkie, ambitne plany. Nie chciał niczego pominąć, a w jego przypadku zbyt wiele myślenia jednocześnie mogło się nie skończyć najlepiej.
Początkowo, podobnie do Dione absolutnie nie zrozumiał, o co chodzi z tą brudną duszą. Zmarszczył nawet nieco brwi. W jego głowie zaczęły bowiem kiełkować pewne podejrzenia. Czy Cresswell mył ręce przed obsługiwaniem jego?
Podniósł nawet rękę, jak gdyby chciał się zgłosić do odpowiedzi w szkole, ale gdy siostra naprowadziła go na właściwe tory, szybko spuścił ją w dół.
— Aaa! O to chodzi. Znaczy się, wiedziałem od początku - zaczął, a gdy nieco sie zgubił we własnej wypowiedzi, na krótką chwilę zamilkł.
— Słuchaj, Dione dobrze mówi. Jego pewnie rodzice nie planowali, a jak po porodzie go zobaczyli, to się z żałości popłakali! Nie ma co takich ludzi w ogóle słuchać, bo strasznie pierdolą. Znam mnóstwo przyzwoitych ludzi, którzy w ogóle nie myślą o tych pierdołach. Czystość krwi? Kto w ogóle bierze to na poważnie? Odklejeniec z niego jest jakiś — dodał jeszcze, bijąc dłonią w blat. Tak, Billy być może ominął cały ten hałas wokół rosnących sił i zwiększających się antymugolskich haseł.
I chociaż na początku żywo kiwał głową na słowa siostry, gdy wspomniała o Heather, mimika błyskawicznie się zmieniła. Umawiali się, że nie będą poruszali tego tematu, a ona jak zdradziecki zdrajca go zdradziła.
— Ja pierdole. Umawialiśmy się, że do tego nie wrócimy, frajerze. No, chyba że chcesz wrócić do tego listu, który chciałaś wysłać Charliemu. Jak to leciało "Tęsknię za Tobą, spróbujmy jeszcze raz."? Czy się mylę? — wysyczał wręcz, posyłając jej wkurwione spojrzenie.
Przez kilka kolejnych chwil krew wciąż w nim wrzała, a knycie zaciśniętych pięści zrobiły się białe, ale ostatecznie odpuścił.
Cud? Poszedł po rozum do głowy? W sumie to nie, po prostu nie chciał sie z nią kłócić, bo obiecała mu darmową butelkę piwa po zmianie. Nie chciał stracić takiej okazji, aczkolwiek stąpała po cienkim lodzie.
— W każdym razie, co do tej farby. Nie, żebym ja sam jej używał, bo Dio tylko zmyślała — zaczął, nagle dodając kilka ostatnich słów. Chciał ich zmylić, ale poszło mu dość nieporadnie. — Znaczy się no. Mam taką farbę faktycznie. Jeszcze z puszkę czy dwie. Kupiłem raz od jakiegoś dziwaka w Hogsmeade. Mówił, że jest zaczarowana i zamieni się w złote litery, ale chuja prawda. Wielkie czerwone litery, które nakurwiały jak pojebane tym światłem. I strasznie to śmierdzi, także... chyba idealnie się nadaje, co? — dokończył, zacierajac przy tym ręce. O tak, już czuł ducha tej przygody.
No i na koniec oczywiście jego kochana siostrzyczka. Razem od małego i w sumie to by się nie zdziwił, gdyby nie zmieniło się to aż do śmierci. Z nią to mógłby nawet i smoki kraść, gdzie w sumie. Może jest to jakiś pomysł?
W jego głowie zaczął już kiełkować pewien pomysł, ale nim urodził się do skali, z której można by wytworzyć coś sensownego — Silly postanowił się w końcu odezwać. Fletcher porzucił więc swoje wielkie, ambitne plany. Nie chciał niczego pominąć, a w jego przypadku zbyt wiele myślenia jednocześnie mogło się nie skończyć najlepiej.
Początkowo, podobnie do Dione absolutnie nie zrozumiał, o co chodzi z tą brudną duszą. Zmarszczył nawet nieco brwi. W jego głowie zaczęły bowiem kiełkować pewne podejrzenia. Czy Cresswell mył ręce przed obsługiwaniem jego?
Podniósł nawet rękę, jak gdyby chciał się zgłosić do odpowiedzi w szkole, ale gdy siostra naprowadziła go na właściwe tory, szybko spuścił ją w dół.
— Aaa! O to chodzi. Znaczy się, wiedziałem od początku - zaczął, a gdy nieco sie zgubił we własnej wypowiedzi, na krótką chwilę zamilkł.
— Słuchaj, Dione dobrze mówi. Jego pewnie rodzice nie planowali, a jak po porodzie go zobaczyli, to się z żałości popłakali! Nie ma co takich ludzi w ogóle słuchać, bo strasznie pierdolą. Znam mnóstwo przyzwoitych ludzi, którzy w ogóle nie myślą o tych pierdołach. Czystość krwi? Kto w ogóle bierze to na poważnie? Odklejeniec z niego jest jakiś — dodał jeszcze, bijąc dłonią w blat. Tak, Billy być może ominął cały ten hałas wokół rosnących sił i zwiększających się antymugolskich haseł.
I chociaż na początku żywo kiwał głową na słowa siostry, gdy wspomniała o Heather, mimika błyskawicznie się zmieniła. Umawiali się, że nie będą poruszali tego tematu, a ona jak zdradziecki zdrajca go zdradziła.
— Ja pierdole. Umawialiśmy się, że do tego nie wrócimy, frajerze. No, chyba że chcesz wrócić do tego listu, który chciałaś wysłać Charliemu. Jak to leciało "Tęsknię za Tobą, spróbujmy jeszcze raz."? Czy się mylę? — wysyczał wręcz, posyłając jej wkurwione spojrzenie.
Przez kilka kolejnych chwil krew wciąż w nim wrzała, a knycie zaciśniętych pięści zrobiły się białe, ale ostatecznie odpuścił.
Cud? Poszedł po rozum do głowy? W sumie to nie, po prostu nie chciał sie z nią kłócić, bo obiecała mu darmową butelkę piwa po zmianie. Nie chciał stracić takiej okazji, aczkolwiek stąpała po cienkim lodzie.
— W każdym razie, co do tej farby. Nie, żebym ja sam jej używał, bo Dio tylko zmyślała — zaczął, nagle dodając kilka ostatnich słów. Chciał ich zmylić, ale poszło mu dość nieporadnie. — Znaczy się no. Mam taką farbę faktycznie. Jeszcze z puszkę czy dwie. Kupiłem raz od jakiegoś dziwaka w Hogsmeade. Mówił, że jest zaczarowana i zamieni się w złote litery, ale chuja prawda. Wielkie czerwone litery, które nakurwiały jak pojebane tym światłem. I strasznie to śmierdzi, także... chyba idealnie się nadaje, co? — dokończył, zacierajac przy tym ręce. O tak, już czuł ducha tej przygody.