09.04.2023, 02:14 ✶
Niezbyt przepadał za prozaiczną czynnością, jaka były patrole. Wolał akcję, ten moment kiedy rzucano zaklęciami lub rzucano się w pościgi. Tak już miał, że siedzenie na biurku niepomiernie go męczyło, stosy papierów nużyły, a zwyczajny spacer po Pokątnej, ale w mundurze, wydawał mu się... cóż, mając za alternatywę siedzenie przy biurku, nie aż takim złym pomysłem, ale w ogólnym rozrachunku wciąż pozostawał czynnością raczej mdłą.
Tak też się złożyło, że tego dnia patrol przyszło mu dzielić z Rookwoodem. Starszy stażem auror wydawał się całkiem dobrym partnerem, chociaż sam Bulstrode nie rozpatrywał go w kategoriach, w jakich sam Chester patrzył na swoich współpracowników. Atreus wszelkie podziały zostawiał za drzwiami Ministerstwa. Głównie dla wygody, ale też trochę z lenistwa, bo i tak większość osób traktował z góry przez własne, wybujałe do granic możliwości ego. Nie potrzebował tak głupiego powodu jak czystość krwi, by czuć się od kogoś lepszym. Zawsze jednak było miło przebywać w towarzystwie osób na podobnym poziomie społecznym, a jakby nie patrzeć - Rookwood był właśnie takim typem. Może nie tak bogatym jak on, przez co nie mogliby grać o nic do białego rana, ale nie można było mieć wszystkiego.
- Oczywiście, że palę - odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem. Całe szczęście też, że jego partner postanowił o niego zadbać, bo powoli czuł jak ssie go gdzieś w środku. Papierosa odpalił więc z wyraźną ulgą, tym bardziej że zbliżanie się do Nokturnu sprzyjało wszelkim działaniom, które niektórzy mogliby wytknąć jakie niezbyt eleganckie kiedy nosiło się mundur.
- W sumie... co lepszego mamy do roboty? - odpowiedział pytaniem na pytanie, wzruszając przy tym ramionami i ruszył z miejsca, kierując się w stronę zasłyszanego wrzasku dziewczynki. Kiedy skręcili w zaułek, zobaczyli sprawczynię całego zamieszania. Małą dziewczynkę, zapłakaną i od tej całej rozpaczy spuchniętą. Usilnie ganiała jakiegoś kocura, który skakał to tu, to tam, nie mogąc jej umknąć chyba tylko dlatego, że był to ślepy zaułek. Bulstrode zatrzymał się w jego wejściu, zaciągnął papierosem i patrzył na rozwój spraw, w tym momencie nagle podzielając obojętność Chestera w sprawie ewentualnej interwencji.
Tak też się złożyło, że tego dnia patrol przyszło mu dzielić z Rookwoodem. Starszy stażem auror wydawał się całkiem dobrym partnerem, chociaż sam Bulstrode nie rozpatrywał go w kategoriach, w jakich sam Chester patrzył na swoich współpracowników. Atreus wszelkie podziały zostawiał za drzwiami Ministerstwa. Głównie dla wygody, ale też trochę z lenistwa, bo i tak większość osób traktował z góry przez własne, wybujałe do granic możliwości ego. Nie potrzebował tak głupiego powodu jak czystość krwi, by czuć się od kogoś lepszym. Zawsze jednak było miło przebywać w towarzystwie osób na podobnym poziomie społecznym, a jakby nie patrzeć - Rookwood był właśnie takim typem. Może nie tak bogatym jak on, przez co nie mogliby grać o nic do białego rana, ale nie można było mieć wszystkiego.
- Oczywiście, że palę - odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem. Całe szczęście też, że jego partner postanowił o niego zadbać, bo powoli czuł jak ssie go gdzieś w środku. Papierosa odpalił więc z wyraźną ulgą, tym bardziej że zbliżanie się do Nokturnu sprzyjało wszelkim działaniom, które niektórzy mogliby wytknąć jakie niezbyt eleganckie kiedy nosiło się mundur.
- W sumie... co lepszego mamy do roboty? - odpowiedział pytaniem na pytanie, wzruszając przy tym ramionami i ruszył z miejsca, kierując się w stronę zasłyszanego wrzasku dziewczynki. Kiedy skręcili w zaułek, zobaczyli sprawczynię całego zamieszania. Małą dziewczynkę, zapłakaną i od tej całej rozpaczy spuchniętą. Usilnie ganiała jakiegoś kocura, który skakał to tu, to tam, nie mogąc jej umknąć chyba tylko dlatego, że był to ślepy zaułek. Bulstrode zatrzymał się w jego wejściu, zaciągnął papierosem i patrzył na rozwój spraw, w tym momencie nagle podzielając obojętność Chestera w sprawie ewentualnej interwencji.