10.04.2023, 01:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2023, 21:15 przez Atreus Bulstrode.)
- Chyba co najwyżej mugoli - wymruczał pod nosem, w krótkim zamyśleniu spoglądając na własny papieros. Zakaz palenia faktycznie był dość uciążliwy, na szczęście jednak, jeszcze nie aż tak popularny. Nie na tyle, by Prewettowie postanowili strzelić sobie w stopę i sami go zastosować.
Bulstrode podchodził do osoby Rookwooda z pewnym zaciekawieniem, ale jednocześnie też pewnego rodzaju rozczarowaniem. Zdawał sobie sprrawe z tego, że Chester służył już kawał czasu - pewnie gdyby on sam urodził się odrobinę później, to Rookwood mógłby go raczyć frazesami mówiącymi o tym, że dłużej jest aurorem niż on chodzi po świecie. Z drugiej jednak strony, starszy auror zdawał się tkwić w miejscu i tego typu przypadki zawsze wydawały się Atreusowi wręcz... śmieszne. Sam był ambitny i łasy na wyższe stanowisko w departamencie, ale gdyby miał już na karku ponad 50 lat i ze swoimi aspiracjami tkwił wciąż na pozycji zwykłego aurora, to poważnie zastanawiałby się co nie tak zrobił ze swoim życiem.
Wzruszył tylko znowu ramionami w odpowiedzi na słowa Rookwooda. Przerwa na papierosa była miłym urozmaiceniem dnia, ale obydwoje nie wyglądali, jakby właśnie mieli zapełnić czymś ciekawym ciszę. Atreus więc wybrał za nich i kiedy stanął w tym zaułku, faktycznie zaczął się zastanawiać nad tym, czy podjął właściwą decyzję. Dziewczynka próbowała złapać sierściucha, który bił chyba sprinterskie rekordy, próbując uniknąć pochwycenia.
Bulstrode spojrzał kątem oka na swojego partnera, strzepując od niechcenia popiół, a potem znowu przyglądając się dziewczynce, której zostało wydane polecenie. Smarkula zatrzymała się, trochę chyba zaskoczona, a trochę wystraszona, że ktoś odpowiedział na jej rzewne płakanie i że tym kimś okazali się aurorzy. Rookwood miał rację i Atreus zgadzał się z nim całkowicie, ze ta sytuacja to była robota BUMowców. Spisywanie źle zaparkowanych mioteł i ganianie za niesfornymi kocurami nie wydawało się aż tak różnym od siebie zadaniem.
W pierwszej chwili miał ochotę się odsunąć i przepuścić Mruczkensa, który rzucił się w ich stronę. Nie spodziewał się jednak, że kot będzie aż tak szybki, nie mówiąc już o tym, że postanowi lecieć na czołowe. Zwinnie umknął przed rękoma Rookwooda i w sumie Bulstrode tylko w odruchu wyciągnął własne, próbując zwierzę złapać za cokolwiek, nawet za ten cholerny ogon, ale jedyne na czym zacisnął palce, to powietrze. Zaklął w tym wszystkim, ściskając papierosa w zębach i tylko jeszcze oglądając się za futrzakiem znikającym za rogiem.
- Wybacz mała, ale następnym razem powinnaś lepiej pilnować swojego pupila. Zwierzę to nie zabawka - rzucił w stronę dziewczynki, która przez moment jeszcze patrzyła to na niego, to na Chestera, to pomiędzy nich, aż w końcu się rozpłakała. Bulstrode nigdy nie przepadał za dziećmi, nie mówiąc o tym że nie miał bladego pojęcia co w takiej sytuacji powinien zrobić. Spojrzał na Rookwooda. - Dalej na Nokturn czy odbijamy na Horyzontalną? - zapytał jeszcze, jakby nigdy nic odwracając się do bachora tyłem, gotowy iść dalej jakby nigdy nic.
mruczkens już ja cię dopadnę
Bulstrode podchodził do osoby Rookwooda z pewnym zaciekawieniem, ale jednocześnie też pewnego rodzaju rozczarowaniem. Zdawał sobie sprrawe z tego, że Chester służył już kawał czasu - pewnie gdyby on sam urodził się odrobinę później, to Rookwood mógłby go raczyć frazesami mówiącymi o tym, że dłużej jest aurorem niż on chodzi po świecie. Z drugiej jednak strony, starszy auror zdawał się tkwić w miejscu i tego typu przypadki zawsze wydawały się Atreusowi wręcz... śmieszne. Sam był ambitny i łasy na wyższe stanowisko w departamencie, ale gdyby miał już na karku ponad 50 lat i ze swoimi aspiracjami tkwił wciąż na pozycji zwykłego aurora, to poważnie zastanawiałby się co nie tak zrobił ze swoim życiem.
Wzruszył tylko znowu ramionami w odpowiedzi na słowa Rookwooda. Przerwa na papierosa była miłym urozmaiceniem dnia, ale obydwoje nie wyglądali, jakby właśnie mieli zapełnić czymś ciekawym ciszę. Atreus więc wybrał za nich i kiedy stanął w tym zaułku, faktycznie zaczął się zastanawiać nad tym, czy podjął właściwą decyzję. Dziewczynka próbowała złapać sierściucha, który bił chyba sprinterskie rekordy, próbując uniknąć pochwycenia.
Bulstrode spojrzał kątem oka na swojego partnera, strzepując od niechcenia popiół, a potem znowu przyglądając się dziewczynce, której zostało wydane polecenie. Smarkula zatrzymała się, trochę chyba zaskoczona, a trochę wystraszona, że ktoś odpowiedział na jej rzewne płakanie i że tym kimś okazali się aurorzy. Rookwood miał rację i Atreus zgadzał się z nim całkowicie, ze ta sytuacja to była robota BUMowców. Spisywanie źle zaparkowanych mioteł i ganianie za niesfornymi kocurami nie wydawało się aż tak różnym od siebie zadaniem.
W pierwszej chwili miał ochotę się odsunąć i przepuścić Mruczkensa, który rzucił się w ich stronę. Nie spodziewał się jednak, że kot będzie aż tak szybki, nie mówiąc już o tym, że postanowi lecieć na czołowe. Zwinnie umknął przed rękoma Rookwooda i w sumie Bulstrode tylko w odruchu wyciągnął własne, próbując zwierzę złapać za cokolwiek, nawet za ten cholerny ogon, ale jedyne na czym zacisnął palce, to powietrze. Zaklął w tym wszystkim, ściskając papierosa w zębach i tylko jeszcze oglądając się za futrzakiem znikającym za rogiem.
- Wybacz mała, ale następnym razem powinnaś lepiej pilnować swojego pupila. Zwierzę to nie zabawka - rzucił w stronę dziewczynki, która przez moment jeszcze patrzyła to na niego, to na Chestera, to pomiędzy nich, aż w końcu się rozpłakała. Bulstrode nigdy nie przepadał za dziećmi, nie mówiąc o tym że nie miał bladego pojęcia co w takiej sytuacji powinien zrobić. Spojrzał na Rookwooda. - Dalej na Nokturn czy odbijamy na Horyzontalną? - zapytał jeszcze, jakby nigdy nic odwracając się do bachora tyłem, gotowy iść dalej jakby nigdy nic.
mruczkens już ja cię dopadnę
Rzut N 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana