10.04.2023, 20:47 ✶
Trudno powiedzieć czy miała wiele talentów, czy raczej miała talent do uczenia się. Lubiła poznawać nowe rzeczy, uczyć się, czytać i próbować. Lubiła przede wszystkim wiedzieć, a gdy nie wiedziała, to szybko starała się ten błąd naprawić. Była w tym bardzo uparta, ambitna i czasami wchodziło to na tony perfekcjonizmu. W szkole musiała być przecież najlepsza. Później też szła takimi torami, by zawsze być kompetentna, zawsze dawać z siebie 100%. I prawdę mówiąc: opłacało się to. Była pewna, że teraz mogłaby wybierać w ofertach pracy.
– Ludzie mają o mnie takie zdanie, zupełnie nie wiem dlaczego. Tak jak o tym, że jestem niby służbistką. Kompletnie nie mam pojęcia skąd takie wrażenie – często się to powtarzało, takie zdanie jakie wypowiedział na głos Sauriel. Ale Victoria miała wrażenie, że nie robi nic takiego, co dawałoby innym taki vibe jej własnej osoby – jednak człowiek był ślepy na aurę, jaką wokół siebie roztaczał. – Toga i tiara. Noo… ale to mój pomysł na przyszłość, jak już nie będę w stanie wykonywać zadań aurora, albo jak mi się to wszystko znudzi i zbrzydnie – gdyby chodziło o pieniądze, to pewnie bardziej by się przywiązywała do swojej pracy. Ale ona naprawdę robiła to z poczucia obowiązku i hobbystycznie.
Małżeństwo i narzeczeństwo to były bardzo mocno pętające więzy, a jednak prócz nich, Victoria miała wiele do zaoferowania. Na tyle, ile Sauriel gotów był wziąć. Wszystko było jednak póki co kwestią otwartą podlegającą rozmowie – te zaś, póki co, jakoś im szły. Pomalutku dalej, pomalutku wchodzili też w tematy bardziej… dotyczące ich relacji i tego jak to może w przyszłości wyglądać. Im mniej w tym wścibskich nosów rodziców tym tak naprawdę lepiej.
– Och Sauriel – Victoria ostrożnie odłożyła bombonierkę na stolik i odwróciwszy się do Czarnego Kota, założyła sobie luźny kosmyk włosów za ucho. – Z tą dziwką to ja sobie żartowałam. Tak, to byłam żartująca ja – wskazała przy tym na siebie palcem, by nie było absolutnie żadnej wątpliwości o kim była mowa. Tak, o Victorii Lestrange. – Nigdy bym cię nie zmusiła w czymś takim, żebyś robił cokolwiek przeciwko sobie. Ani tym bardziej, byś pobierał za to pieniądze. Jak mogłabym? – akurat ona miała o Saurielu znacznie większe mniemanie, nie miała go za zero, ani za dno totalne i na pewno nie zamierzała mieszać go z błotem i upokarzać, jeszcze w taki sposób, w ten najbardziej intymny. – Więc możesz być spokojny. Na pewno nie będę na ciebie patrzyła jak na dziwkę – chyba że by go na czymś takim przyłapała… choć prawdę mówiąc trudno powiedzieć jak by zareagowała i co by zrobiła. Póki nie siedzisz w danej sytuacji to możesz tylko gdybać. Jednak pomimo swoich słów, Sauriel nie dość że się nie wycofał, to wręcz wystosował propozycję. Że jakby co… Victoria uniosła w zaskoczeniu brwi. To chyba naprawdę był najdziwniejsza rozmowa jaką prowadziła w swoim życiu z kimkolwiek. I była trudna i łatwa jednocześnie. Kobieta skłamałaby, gdyby sama powiedziała, że nie jest ciekawa jakby to było… z nim. Z mężczyzną, który miał za niedługo zostać, ale w sumie to trochę jakby już był jej narzeczonym, później kiedyś tam kiedyś mężem. Z mężczyzną, który jej się podobał, i który jednocześnie nie mógł i póki co nie było na to żadnego lekarstwa ani sposobu. – Tak jak mówiłam… tylko jeśli sam byś chciał – uśmiechnęła się do niego lekko. Ale co najbardziej zaskoczyło ją w tej rozmowie to to, że sama nie powiedziała kategorycznego "nie" i nie uciekła speszona. Że w ogóle dała się w tę dyskusję wciągnąć i że jej nie ucięła w zarodku.
– Ludzie mają o mnie takie zdanie, zupełnie nie wiem dlaczego. Tak jak o tym, że jestem niby służbistką. Kompletnie nie mam pojęcia skąd takie wrażenie – często się to powtarzało, takie zdanie jakie wypowiedział na głos Sauriel. Ale Victoria miała wrażenie, że nie robi nic takiego, co dawałoby innym taki vibe jej własnej osoby – jednak człowiek był ślepy na aurę, jaką wokół siebie roztaczał. – Toga i tiara. Noo… ale to mój pomysł na przyszłość, jak już nie będę w stanie wykonywać zadań aurora, albo jak mi się to wszystko znudzi i zbrzydnie – gdyby chodziło o pieniądze, to pewnie bardziej by się przywiązywała do swojej pracy. Ale ona naprawdę robiła to z poczucia obowiązku i hobbystycznie.
Małżeństwo i narzeczeństwo to były bardzo mocno pętające więzy, a jednak prócz nich, Victoria miała wiele do zaoferowania. Na tyle, ile Sauriel gotów był wziąć. Wszystko było jednak póki co kwestią otwartą podlegającą rozmowie – te zaś, póki co, jakoś im szły. Pomalutku dalej, pomalutku wchodzili też w tematy bardziej… dotyczące ich relacji i tego jak to może w przyszłości wyglądać. Im mniej w tym wścibskich nosów rodziców tym tak naprawdę lepiej.
– Och Sauriel – Victoria ostrożnie odłożyła bombonierkę na stolik i odwróciwszy się do Czarnego Kota, założyła sobie luźny kosmyk włosów za ucho. – Z tą dziwką to ja sobie żartowałam. Tak, to byłam żartująca ja – wskazała przy tym na siebie palcem, by nie było absolutnie żadnej wątpliwości o kim była mowa. Tak, o Victorii Lestrange. – Nigdy bym cię nie zmusiła w czymś takim, żebyś robił cokolwiek przeciwko sobie. Ani tym bardziej, byś pobierał za to pieniądze. Jak mogłabym? – akurat ona miała o Saurielu znacznie większe mniemanie, nie miała go za zero, ani za dno totalne i na pewno nie zamierzała mieszać go z błotem i upokarzać, jeszcze w taki sposób, w ten najbardziej intymny. – Więc możesz być spokojny. Na pewno nie będę na ciebie patrzyła jak na dziwkę – chyba że by go na czymś takim przyłapała… choć prawdę mówiąc trudno powiedzieć jak by zareagowała i co by zrobiła. Póki nie siedzisz w danej sytuacji to możesz tylko gdybać. Jednak pomimo swoich słów, Sauriel nie dość że się nie wycofał, to wręcz wystosował propozycję. Że jakby co… Victoria uniosła w zaskoczeniu brwi. To chyba naprawdę był najdziwniejsza rozmowa jaką prowadziła w swoim życiu z kimkolwiek. I była trudna i łatwa jednocześnie. Kobieta skłamałaby, gdyby sama powiedziała, że nie jest ciekawa jakby to było… z nim. Z mężczyzną, który miał za niedługo zostać, ale w sumie to trochę jakby już był jej narzeczonym, później kiedyś tam kiedyś mężem. Z mężczyzną, który jej się podobał, i który jednocześnie nie mógł i póki co nie było na to żadnego lekarstwa ani sposobu. – Tak jak mówiłam… tylko jeśli sam byś chciał – uśmiechnęła się do niego lekko. Ale co najbardziej zaskoczyło ją w tej rozmowie to to, że sama nie powiedziała kategorycznego "nie" i nie uciekła speszona. Że w ogóle dała się w tę dyskusję wciągnąć i że jej nie ucięła w zarodku.