27.10.2022, 22:54 ✶
Paryż.
Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek jego stopa znajdzie się na francuskiej ziemi, a właściwiej – że nastąpi to tak prędko. Niespełna rok wcześniej opuszczał to miasto w poczuciu niezrozumienia i upokorzenia; w socjecie bowiem zaczęto szeptać o rzekomych skłonnościach do niewłaściwego prowadzenia się młodego magipsychiatry i bynajmniej chodziło tu o zamiłowanie do wysokoprocentowych trunków oraz obecności pięknych kobiet. Nie, przewinienie, jakie zarzucano Perseusowi było raczej z gatunku z tych wstydliwych, pozostawiających smoliste dziury na rodowym gobelinie. Kiedy zatem nestor rodu zagroził, że wydziedziczy czarodzieja, jeżeli ten natychmiast nie wróci do Anglii i nie spełni swych powinności względem Blacków, nie miał innego wyjścia.
Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej bowiem obawiał się samotności.
Teraz jednak, siedząc na balkonie na najwyższym, ukrytym przed mugolskimi oczami piętrem luksusowego hotelu mieszczącego się w starej kamienicy, czuł się bardziej samotnie niż kiedykolwiek. Zabawne, pomyślał, bo przecież wcale nie był sam. Towarzyszyła mu kobieta, którą od trzech dób miał prawo nazywać żoną, lecz z jakiegoś powodu słowo to nie było w stanie przejść mu przez gardło; zsuwało się w dół przełyku i osiadało na dnie żołądka, powodując bolesne skurcze. Żona! Podsunęli mu o dekadę młodszą Malfoyównę, ptaszynę, która ledwo nauczyła się latać i nakazali włożyć pierścionek na jej palec. Tak też uczynił, lecz nie wolny od wątpliwości. Nie mógł wszakże wyzbyć się wrażenia, że wyrządza jej tym małżeństwem niesamowitą krzywdę, więc unikał bliskości Eunice. Nie umiał spojrzeć jej w oczy, tak ufnie wyczekujące i powiedzieć, że jej nie kocha.
Nawet jeżeli nie było to żadną tajemnicą. Małżeństwa z miłości najczęściej nie wliczały się w listę przywilejów dla przedstawicieli czystokrwistych rodów; doskonałość drzewa genealogicznego otrzymywało się w zamian za wolną wolę. Czym właściwie różnili się od rasowych psów w hodowlach, kojarzonych w pary na podstawie umaszczenia? Chyba tylko tym, że w przeciwieństwie do zwierząt nie mogli poszczycić się błogą nieświadomością marności swej egzystencji.
Jeszcze przed zaręczynami obiecał Eunice, że będzie jej przyjacielem oraz obrońcą, a gdy ta odnajdzie swoją prawdziwą miłość, nie będzie jej zatrzymywał – przygotowywał się do tej roli od miesięcy, a jednak z chwilą, gdy wymienili się obrączkami, ogarnęły go wątpliwości. Jak mógł być tak naiwny, by sądzić, że to będzie takie proste? I choć z jej ust nie padła żadna skarga na obecną sytuację, to zauważał jej niepewność w każdym geście i ostrożnie dobieranym słowie.
Nie tak sobie to wyobrażał.
Stalowa konstrukcja Wieży Eiffla mieniła się w październikowym słońcu; jesień tego roku byla wyjatkowo piekna - pomimo zbliżającego się Samhain temperatura utrzymywała się zaskakująco wysoko, zachęcając do spacerów pośród oblanych złotem parków i borów. Perseus jednak, mimo iż uwielbiał mgliste poranki i ciepło grzańców, zapach cynamonu i blask rozpalonych świec, nie był w stanie cieszyć się z umiłowanej pory roku.
Zadrżał, gdy melodyjny głos wybrzmiał za jego plecami, wyrywając go z ponurych rozmyślań. Odruchowo zacisnął kościste palce na srebrnej głowie kruka zdobiącej jego laskę. Noga wyjątkowo mu dziś dokuczała; ból był do tego stopnia uciążliwy, że zaraz po obiedzie zmuszeni byli wrócić do hotelu, choć miał w planach pokazanie Eunice znacznie więcej, niż miejsca z kolorowych pocztówek; urokliwe kawiarnie z widokiem na Sekwanę, ukryte kurde przejścia, kamienice porośnięte krwistym bluszczem.
— Chętnie — skinął głową, robiąc jej miejsce obok siebie. Kieliszek lub dwa - cóż to za różnica?
Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek jego stopa znajdzie się na francuskiej ziemi, a właściwiej – że nastąpi to tak prędko. Niespełna rok wcześniej opuszczał to miasto w poczuciu niezrozumienia i upokorzenia; w socjecie bowiem zaczęto szeptać o rzekomych skłonnościach do niewłaściwego prowadzenia się młodego magipsychiatry i bynajmniej chodziło tu o zamiłowanie do wysokoprocentowych trunków oraz obecności pięknych kobiet. Nie, przewinienie, jakie zarzucano Perseusowi było raczej z gatunku z tych wstydliwych, pozostawiających smoliste dziury na rodowym gobelinie. Kiedy zatem nestor rodu zagroził, że wydziedziczy czarodzieja, jeżeli ten natychmiast nie wróci do Anglii i nie spełni swych powinności względem Blacków, nie miał innego wyjścia.
Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej bowiem obawiał się samotności.
Teraz jednak, siedząc na balkonie na najwyższym, ukrytym przed mugolskimi oczami piętrem luksusowego hotelu mieszczącego się w starej kamienicy, czuł się bardziej samotnie niż kiedykolwiek. Zabawne, pomyślał, bo przecież wcale nie był sam. Towarzyszyła mu kobieta, którą od trzech dób miał prawo nazywać żoną, lecz z jakiegoś powodu słowo to nie było w stanie przejść mu przez gardło; zsuwało się w dół przełyku i osiadało na dnie żołądka, powodując bolesne skurcze. Żona! Podsunęli mu o dekadę młodszą Malfoyównę, ptaszynę, która ledwo nauczyła się latać i nakazali włożyć pierścionek na jej palec. Tak też uczynił, lecz nie wolny od wątpliwości. Nie mógł wszakże wyzbyć się wrażenia, że wyrządza jej tym małżeństwem niesamowitą krzywdę, więc unikał bliskości Eunice. Nie umiał spojrzeć jej w oczy, tak ufnie wyczekujące i powiedzieć, że jej nie kocha.
Nawet jeżeli nie było to żadną tajemnicą. Małżeństwa z miłości najczęściej nie wliczały się w listę przywilejów dla przedstawicieli czystokrwistych rodów; doskonałość drzewa genealogicznego otrzymywało się w zamian za wolną wolę. Czym właściwie różnili się od rasowych psów w hodowlach, kojarzonych w pary na podstawie umaszczenia? Chyba tylko tym, że w przeciwieństwie do zwierząt nie mogli poszczycić się błogą nieświadomością marności swej egzystencji.
Jeszcze przed zaręczynami obiecał Eunice, że będzie jej przyjacielem oraz obrońcą, a gdy ta odnajdzie swoją prawdziwą miłość, nie będzie jej zatrzymywał – przygotowywał się do tej roli od miesięcy, a jednak z chwilą, gdy wymienili się obrączkami, ogarnęły go wątpliwości. Jak mógł być tak naiwny, by sądzić, że to będzie takie proste? I choć z jej ust nie padła żadna skarga na obecną sytuację, to zauważał jej niepewność w każdym geście i ostrożnie dobieranym słowie.
Nie tak sobie to wyobrażał.
Stalowa konstrukcja Wieży Eiffla mieniła się w październikowym słońcu; jesień tego roku byla wyjatkowo piekna - pomimo zbliżającego się Samhain temperatura utrzymywała się zaskakująco wysoko, zachęcając do spacerów pośród oblanych złotem parków i borów. Perseus jednak, mimo iż uwielbiał mgliste poranki i ciepło grzańców, zapach cynamonu i blask rozpalonych świec, nie był w stanie cieszyć się z umiłowanej pory roku.
Zadrżał, gdy melodyjny głos wybrzmiał za jego plecami, wyrywając go z ponurych rozmyślań. Odruchowo zacisnął kościste palce na srebrnej głowie kruka zdobiącej jego laskę. Noga wyjątkowo mu dziś dokuczała; ból był do tego stopnia uciążliwy, że zaraz po obiedzie zmuszeni byli wrócić do hotelu, choć miał w planach pokazanie Eunice znacznie więcej, niż miejsca z kolorowych pocztówek; urokliwe kawiarnie z widokiem na Sekwanę, ukryte kurde przejścia, kamienice porośnięte krwistym bluszczem.
— Chętnie — skinął głową, robiąc jej miejsce obok siebie. Kieliszek lub dwa - cóż to za różnica?