Chester po przedwczesnym zakończeniu nędznego żywota tego charłaka stał nad jego pozbawionym życia truchłem, spoglądając w jego puste, niewidzące oczy bez cienia strachu w oczach. Ta chwila nie będzie go prześladować jak większość ludzi mogłaby. Stał w pobliżu kałuży posoki z poczuciem dobrze wykonanego zadania, jakim była eliminacji każdego, kto nie pasował do wizji świata Czarnego Pana.
Tej nocy będzie spać snem sprawiedliwych, o ile w ogóle zdoła zmrużyć oczy. Nie od dzisiaj wiadomo, że zmagał się z bezsennością. Pomagały na nią wyłącznie eliksiry. Czasami ta przypadłość potrafiła być przydatna, choć i tak potrzebował wtedy duże ilości mocnej kawy z miodem by pobudzić umysł i by dotrwać do końca zmiany. Pomagała również podczas pisania raportów, podobnie jak papierosy, których wypalał bardzo dużo w ciągu każdego dnia.
Kiedy przywdziewał tę czarną szatę co w chwili obecnej nosił i okrywając twarz maską nie mógł pozwolić sobie na tego typu rzeczy. Traciły one na znaczeniu, gdy wypełniał wolę Czarnego Pana jako jego Prawa Ręka. Angażując w to przedsięwzięcie tę czarownicę, dał jej możliwość udowodnienia swojej wartości dla kształtującej się organizacji i pokazania swojego oddania. Tym, co było dla niego równie istotne, było posłuszeństwo i to, że każdy powinien znać swoje miejsce w szeregu.
— Nie jesteś tutaj od myślenia, tylko od działania. Wykończ ją wreszcie zamiast robić z tego widowisko i marnując cenny czas — Warknął w stronę czarownicy, skupiając na niej bezwzględne spojrzenie. Zacisnął mocno palce na rękojeści swojej różdżki. Przypomniał jej w ten sposób, dlaczego tutaj jest i po co tutaj przybyli. Oczekiwał również od niej posłuszeństwa. Zamierzał też uświadomić ją, że od tego typu widowiska zawsze będzie preferował konkretne i zdecydowane działania o wysokiej skuteczności. Czas również miał ogromne znaczenie i każda minuta zwłoki mogła ściągnąć im na głowy Brygadzistów albo Aurorów, których pojawienie się utrudni im opuszczenie tego lokalu.
O to chodziło. Podcięcie gardła kobiecie było szybkie, skuteczne i wystarczająco brutalne. Leżące na zakrwawionej podłodze truchło nie interesowało go już. Bez niezwłocznie udzielonej pomocy magomedycznej ta kobieta nie miałaby szans na przeżycie. Nie było tutaj nikogo, kto mógłby udzielić jej tak szybko. Żadne z nich też nie zamierzało wzywać uzdrowicieli.
— I mówisz mi to, ponieważ...? Rusz się. — Przez pełen obojętności ton głosu mężczyzny przebiła irytacja. Nie przeszkodziło mu to w ponagleniu jej. Nie byli i nie będą przyjaciółmi, którzy wyskoczyli sobie na ulice magicznego Londynu siać terror, mordując z zimną krwią kilka osób. Nie doszukał się tu logiki w słowach czarownicy. Nie lubiła sobie brudzić rąk, ale miała je we krwi swojej ofiary i trącenie butem stygnącego truchła tego nie zmieni. Mniej nikomu niepotrzebnej gadaniny, a więcej machania różdżką i stosowania czarnej magii do krzywdzenia innych.