Ja byłem osobą emocjonalną, szybko zakochiwałem się w ludziach, uwielbiałem wręcz ludzi. Poznawać, dotykać, obcować z nimi w różnych sferach. Po prostu ludzie mnie fascynowali w swoim istnieniu. Zazdrościłem im tego, że mieli nade mną przewagę, że widzieli wszystko, co nas otaczało, a mi pozostawały strzępki wspomnień z dzieciństwa i wyobraźnia. Musiałem sobie radzić w inny sposób, ale to nie powodowało, że stałem się wybrakowany, zgorzkniały. Chciałem być dla ludzi promykiem doświadczając od nich nie raz większej ślepoty niż samemu posiadając. To mnie w nich fascynowało.
— Zapamiętam. – dodałem notując sobie w głowie, aby wiedzieć w jakich godzinach co jej przynosić. — Ja lubię w sumie wszystko w zależności gdzie jestem i co robię. Czasami po pracy lubię wybrać się na piwo lub drinka do jakiegoś pubu. Jeśli będziesz miała kiedyś ochotę na taki wypad możesz śmiało do mnie napisać. – odpowiedziałem.
Przyjąłem od niej ciastką z wielką ochotą. Lubiłem słodycze, a zwłaszcza kruche ciastka. Dziewczyna najwyraźniej wiedziała, co ludzie lubią. Mógł to być też totalny przypadek, któremu dopisałem głębsze znaczenie, ale tak chyba działa zauroczenie, prawda? Będę musiał napisać do Fergusa i dopytać czy w ogóle warto robić sobie nadzieje. Ugryzłem kruche ciastko, które posypało mi się na ubranie, ale nie przejąłem się tym.
— Mmm… dobue – mruknąłem zaskoczony czując jak mimo kruchości przyjemnie rozpływają się w ustach. — Chyba się mnie teraz nie pozbędziesz na długi czas. – zaśmiałem się cicho pochłaniając resztę ciastka i popijając je herbatą.
Ja nie czułem tego dyskomfortu, ponieważ nie widziałem nigdy trupa. Wiedziałem, że byli to martwi ludzie, ale nie czułem przed tym strachu. Nawet nie myślałem, albo nie zdawałem sobie sprawy, że za ścianą jest kostnica. Była to dla mnie abstrakcja, ponieważ liczyło się dla mnie tu i teraz.
— To też zawsze jakieś zmartwienia. – zauważyłem. W końcu jeśli przebywa się wśród martwych ludzi częściej się pewnie myśli o śmierci. Takie osoby jak Cynthia muszą mieć rozmyślania na temat tego, co czeka nas po utracie życia. – Tak, sam również się dobrze miewam. Brat wrócił do miasta w styczniu i czuję się lepiej jak wiem, że tu jest i nic mu nie grozi niż jak był w swoich podróżach i odzywał się raz na pół roku. – dodałem.
— Jeśli będziesz potrzebować w czymś pomocy to wiedz, że chętnie ci pomogę. – uśmiechnąłem się prosząc o jeszcze jedno ciastko. Nie chciałem jej macać wszystkich ciastek, więc wolałem, aby mi je podawała. Upiłem kolejnego łyka herbaty przysuwając się do niej nieznacznie. — Czyli mogę śmiało stwierdzić, że zrezygnowałaś z życia prywatnego na rzecz pracy? – przekrzywiłem delikatnie głowę.