Czułem się winny, że zacząłem się śmiać, ale nie sądziłem, że dziewczyna, aż tak zareaguje. Był to wypadek, zrządzenie losu, które chciało zaigrać nam na nosach. Odważyłem się dotknąć jej ramienia, aby powstrzymać jej ruchy, które słyszałem, że były zbyt gwałtowne. Nie chciałem rozstawać się w złości, a słyszałem w jej tonie głosu, że zaczyna się jej robić przykro. Może i była buntownicza, może i była bojowo nastawiona, ale się nie dziwie. Pewnie czuła się upokorzona tym upadkiem i niezdarnością, ale nic nie mogła na to poradzić. Nie byłem zbyt dobry w poruszaniu się w tłumie, więc cóż miałem poradzić?
— Tak, kot. Bell jest moim przewodnikiem i jest kotem, który ma swoją wolę i nic na to nie poradzę. – dodałem wyjaśniając, ale nie miałem zamiaru też odpuścić. Dzisiaj stała się moją ofiarą i będzie musiała się z tym pogodzić. — Dobra duszyczko naprawdę mi przykro, że tak się stało i nic tego nie zmieni. Nie chciałem, abyś odebrała mój dobry humor za coś złego. Nie chcę się z ciebie wyśmiewać. – moja dłoń spoczywała na jej ramieniu bardzo delikatnie, tak delikatnie, że bez problemu mogła ją strącić i nic by się nie stało. – Co tutaj robisz i co się wywróciło? Czy coś się zniszczyło? Może mógłbym ci się za to jakoś odwdzięczyć jeśli twierdzisz, że to przeze mnie. Niestety nie jestem w stanie zobaczyć szkód.
Nie miałem zamiaru się stąd ruszać i mogła to zdecydowanie wyczytać z mojej pozy. Miałem zamiar dzisiaj spędzić przy jej boku trochę czasu, aby zadość uczynić jej upadkowi i sprawić, aby nie czuła się smutna oraz upokorzona.