— Na trupa Merlina, ten człowiek jest niewidomy, też jesteś ślepa czy naprawdę, aż tak głupia! – odezwał się Bell, a ja słyszałem w jego głosie coś na wzór frustracji.
— Cii Bell. – mruknąłem czując, że zaczynałem sam się denerwować, że nadal w jej oczach byłem wrogiem.
Nie chciałem, aby źle o mnie myślała. Nie lubiłem jak ludzie byli niezadowoleni. Przyzwyczaiłem się do tego, że mam już wszystko oprócz wzroku i trochę usuwał mi się grunt pod stopami, gdy dziewczyna była tak bardzo na niego. Gdy strąciła moją dłoń nie zamierzałem jej już dotykać bez pozwolenia. Wyprostowałem się opuszczając swoją głowę w swój naturalny sposób.
— Gapić się nie mogę, ale stać jeszcze potrafię. – zauważyłem, czułem ucisk zawstydzenia w klatce piersiowej, bo naprawdę nie wiedziałem, czy ona udaje, że nie widzi iż jestem niewidomy, czy ona po prostu z natury była burkliwą dziewczyną, która atakuje każdego spotkanego człowieka, który przypadkiem zepsuł jej humor.