11.04.2023, 16:53 ✶
Perseus z kolei miał skłonność do umniejszania sobie; pojawiła się wraz z diagnozą petryfikacyjnych zaników nerwowych i rozwijała z każdym kolejnym dniem, dwukrotnie zmuszając go do spojrzenia w czarną głębię Sekwany. Wydarzenia te stanowiły brzydkie plamy na materiale jego życiorysu, które usilnie starał się sprać i kiedy był pewien, że mu się to udało, światło zaczęło padać pod innym kątem, ujawniając niedoskonałości. Ale czyż właśnie nie tego można się było po nim spodziewać? Od zawsze był bowiem wrażliwy, spolegliwy i jowialny, często oddawał się zamyśleniu, jakby kroczył po cienkiej granicy pomiędzy jawą, a snem, choć w różnych okresach swojego życia starał się maskować butnością i lekkomyślnością. Cóż, to ostatnie wciąż stanowiło zmorę Perseusa.
Naturalnie imponowały mu osoby o wrodzonej pewności siebie, świadome swej wartości, odważne i charyzmatyczne. Nic więc dziwnego, że lgnął do Vespery, choć nie potrafił wyjaśnić powodu, dla którego to właśnie ona była tą, do której wyrywały się jego dłonie (chciał powiedzieć, że serce, lecz uznał to za zbyt intymne i poważne). Owszem, alkohol pozbawiał go maski nieśmiałości, lecz sprawiał też, że był podatniejszym na jej uroki - nogi miał jak z waty, gdy stanął obok jej krzesła zachęcony tym, jak pochyliła się w jego stronę. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie; na nic więcej się nie odważył. Nie był przecież aż tak pijany, aby zachowywać się jeszcze bardziej nieobyczajnie.
— Sprawiałaś wrażenie, jakbyś dobrze się bawiła — wyszeptał tuż nad jej uchem — Ale jeśli znudziła cię publika, możemy pójść do mnie i wtedy okażę ci całą moją... sympatię.
Mówiąc to wodził opuszkami palców wzdłuż zamka od jej sukienki, a dłonie drżały mu z niecierpliwości. Niechętnie odsunął się od niej, a następnie przywołał gestem barmana i kupił od niego całą butelkę szkockiej.
— W takim razie na co czekasz moja droga Vespero? — posłał jej uśmiech, pomagając założyć jej płaszcz. Deszcz tworzył kałuże pod ich stopami, a oni nie mieli parasola, dlatego zmuszeni byli iść pod jego okryciem, powoli, blisko siebie, rozgrzewając się do czerwoności.
Naturalnie imponowały mu osoby o wrodzonej pewności siebie, świadome swej wartości, odważne i charyzmatyczne. Nic więc dziwnego, że lgnął do Vespery, choć nie potrafił wyjaśnić powodu, dla którego to właśnie ona była tą, do której wyrywały się jego dłonie (chciał powiedzieć, że serce, lecz uznał to za zbyt intymne i poważne). Owszem, alkohol pozbawiał go maski nieśmiałości, lecz sprawiał też, że był podatniejszym na jej uroki - nogi miał jak z waty, gdy stanął obok jej krzesła zachęcony tym, jak pochyliła się w jego stronę. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie; na nic więcej się nie odważył. Nie był przecież aż tak pijany, aby zachowywać się jeszcze bardziej nieobyczajnie.
— Sprawiałaś wrażenie, jakbyś dobrze się bawiła — wyszeptał tuż nad jej uchem — Ale jeśli znudziła cię publika, możemy pójść do mnie i wtedy okażę ci całą moją... sympatię.
Mówiąc to wodził opuszkami palców wzdłuż zamka od jej sukienki, a dłonie drżały mu z niecierpliwości. Niechętnie odsunął się od niej, a następnie przywołał gestem barmana i kupił od niego całą butelkę szkockiej.
— W takim razie na co czekasz moja droga Vespero? — posłał jej uśmiech, pomagając założyć jej płaszcz. Deszcz tworzył kałuże pod ich stopami, a oni nie mieli parasola, dlatego zmuszeni byli iść pod jego okryciem, powoli, blisko siebie, rozgrzewając się do czerwoności.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory