12.04.2023, 14:31 ✶
Jackie cieszyła się uściskiem brata, minęło wiele miesięcy odkąd ostatnio się widzieli, a jeszcze więcej odkąd ostatnio byli ze sobą tak blisko. Jak brat i siostra. Jego zapach, dotyk i dźwięk bicia jego serca uspokoiły ją, także emocje, które nią szargały jeszcze parę minut temu odsunęły się, niczym fala odpływu. Wiedziała, że tak jak morze nie opuszcza brzegu na zawsze, tak i jej emocje prawdopodobnie wrócą jeszcze, ale liczyła na to, że może nie będzie wtedy obok niej brata. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby skrzywdziła go jako wilk.
Po dłuższej chwili z ich uścisku wyrwał ją gwizd czajnika, w którym zagotowała się właśnie woda na herbatę. Odsunęła się niechętnie od Samuela, nalała wrzątku do dwóch kubków w których zasypana już była fusiasta herbata. Wzięła je oba, uważając żeby nie poparzyć sobie dłoni tym bez ucha i postawiła je na stole. Usiadła przy jednym z nich, dmuchając na unoszącą się z naczynia parę, która wywijała się w różne strony, aby ostatecznie zniknąć gdzieś pod sufitem.
— Wiem, że Beltane rządzi się swoimi prawami, ale Danielle to dobra dziewczyna, a ty jesteś dobrym chłopakiem… Mężczyzną. Wiem, że z wielu powodów wydaje ci się to niemożliwe, ale naprawdę uważam, że do siebie pasujecie. W każdym razie, macie moje błogosławieństwo. — Jackie sama boleśnie wiedziała, jak ważne w życiu czarodziejów były klasy i kasty społeczne i jak wielkim ryzykiem było wiązanie się z członkiem klasy innej od swojej własnej. Sama miała jednak dość progresywne poglądy i uważała, że przede wszystkim jeśli dwie osoby były w sobie zakochane, to powinny mieć możliwość być razem.
— Co u ojca? — zapytała, chociaż właściwie znała odpowiedź. Nadal pije, nadal klnie, nadal nie przebolał straty kobiet, które kochał i nie pokochał bachorów, które po sobie zostawiły. Pomyślała, boleśnie świadoma tego, że tak naprawdę większość ojcowskich problemów spadało przez ostatnie kilka lat na Samuela, podczas gdy ona wesoło podróżowała po świecie.
— Wybacz, że zostawiłam cię z nim samego. Teraz wróciłam już na dłużej. Poszukam pracy, może tu w okolicy, albo w Londynie. Nie będę znikać na tak długo. — mówiła, nie patrząc w oczy bratu, jak gdyby czuła się winna temu, że nie było jej obok. Kiedy skończyła mówić pociągnęła łyk herbaty i syknęła, czując jak gorący jeszcze napój parzy jej usta i gardło.
Po dłuższej chwili z ich uścisku wyrwał ją gwizd czajnika, w którym zagotowała się właśnie woda na herbatę. Odsunęła się niechętnie od Samuela, nalała wrzątku do dwóch kubków w których zasypana już była fusiasta herbata. Wzięła je oba, uważając żeby nie poparzyć sobie dłoni tym bez ucha i postawiła je na stole. Usiadła przy jednym z nich, dmuchając na unoszącą się z naczynia parę, która wywijała się w różne strony, aby ostatecznie zniknąć gdzieś pod sufitem.
— Wiem, że Beltane rządzi się swoimi prawami, ale Danielle to dobra dziewczyna, a ty jesteś dobrym chłopakiem… Mężczyzną. Wiem, że z wielu powodów wydaje ci się to niemożliwe, ale naprawdę uważam, że do siebie pasujecie. W każdym razie, macie moje błogosławieństwo. — Jackie sama boleśnie wiedziała, jak ważne w życiu czarodziejów były klasy i kasty społeczne i jak wielkim ryzykiem było wiązanie się z członkiem klasy innej od swojej własnej. Sama miała jednak dość progresywne poglądy i uważała, że przede wszystkim jeśli dwie osoby były w sobie zakochane, to powinny mieć możliwość być razem.
— Co u ojca? — zapytała, chociaż właściwie znała odpowiedź. Nadal pije, nadal klnie, nadal nie przebolał straty kobiet, które kochał i nie pokochał bachorów, które po sobie zostawiły. Pomyślała, boleśnie świadoma tego, że tak naprawdę większość ojcowskich problemów spadało przez ostatnie kilka lat na Samuela, podczas gdy ona wesoło podróżowała po świecie.
— Wybacz, że zostawiłam cię z nim samego. Teraz wróciłam już na dłużej. Poszukam pracy, może tu w okolicy, albo w Londynie. Nie będę znikać na tak długo. — mówiła, nie patrząc w oczy bratu, jak gdyby czuła się winna temu, że nie było jej obok. Kiedy skończyła mówić pociągnęła łyk herbaty i syknęła, czując jak gorący jeszcze napój parzy jej usta i gardło.