Wyjątkowo nie wziął udziału w tegorocznym Beltane. Przynajmniej nie w jego oficjalnej części. Biorąc pod uwagę przynależność do rodu Macmillanów, jak i częstą współpracę z kowenem Whitecroft, to nie godziło się, aby kompletnie zignorował uroczystość. Przed paroma dniami pomógł w skromnym przygotowaniu kilku stoisk, ale koniec końców postanowił zaszyć się na tę majową noc w swoim mieszkaniu. To był dobry wieczór; spokojny. Mógł odpocząć przy sączącej się z magicznego radia muzyce klasycznej i w spokoju czytać modlitewnik, łudząc się, że zapisane tam pieśni ukoją styrany całym dniem ciężkiej pracy umysł.
Mężczyzna podkreślał właśnie piórem jeden z bardziej podniosłych wersów, gdy do jego uszu dotarło gorączkowe pukanie do drzwi wejściowych. Jego wzrok momentalnie powędrował w tym kierunku. Przez chwilę miał nadzieję, że obcy sobie pójdzie. Może to sąsiadka pomyliła mieszkania lub jakiś nowy lokator w budynku szukał lokum znajomego? Niestety coraz to bardziej donośne odgłosy zdawały się potwierdzać, że przybysz doskonale wie do kogo i po co przyszedł. Sebastian rozważał jeszcze zgaszenie światła przy pomocy zaklęcia Nox, jednak koniec końców postanowił podnieść się z kanapy, aby uchylić drzwi.
Stamtąd wszystko potoczyło się szybko. Kiedy tylko zorientował się, że ma do czynienia z Nell Bagshot momentalnie zaprosił ją do środka. Chciał nawet zaoferować herbatę, jednak ta rozpoczęła intensywny, szybki i nie do końca łatwy do zrozumienia monolog odnośnie do... opętania? Co więcej, pragnęła natychmiast uzyskać jego pomoc! Na prośbę Cathala oczywiście. Postawiła tym samym Sebastiana w nieciekawej sytuacji, jednak ten znał siebie zbyt dobrze, aby wiedzieć, że nie odprawi jej z kwitkiem dla własnego widzimisię. Zgarnął swój notes, modlitewnik, narzucił na siebie golf i gruby płaszcz i opuścił mieszkanie z kobietą, aby niedługo później znaleźć się w miejscu, gdzie przebywał Jamil, Cathal oraz Leta.
— Dobry wieczór. — Przywitał się z zebraną w lokum Cathala grupą, ocierając usta chusteczką. Po tym, jak teleportował się z Nell, musiał oddalić się na moment do pobliskiej uliczki, aby zwrócić zawartość swojego żołądka. Uroki swoistego uczulenia na teleportację. Ugh, ta noc zdecydowanie pozostanie mu na długo w pamięci. — A więc z czym mamy do czynienia? Co się właściwie stało? Podobno macie tu... Śmierciożercę?
Skrzywił się, trząsąc przy tym lekko głową. Jego będące w nieładzie włosy zatrzęsły się. Można było bez trudu poznać, że w ogóle nie był przygotowany do jakichkolwiek wycieczek tej nocy. Po prostu jakby go wyrwano z popołudniowej drzemki!. Zwrócił wzrok ku unieruchomionemu na kanapie Jamilowi, chcąc zorientować się, w jakim ten właściwie jest stanie. Nieprzytomny, przytomny? Na razie starał się ocenić jego stan na podstawie własnej percepcji, nie sięgając po zaklęcia, które mogłyby pomóc mu w postawieniu diagnozy. To było nagłe wezwanie. Jeszcze bardziej pilne od tego w Egipcie przed dwoma laty. Pokręcił głową. Czy wszystko musiało się ostatnimi czasy kręcić wokół czarnej magii? Kryształowa czaszka, Śmierciożerca w kuzynie...
— Znaleźliście jakiś... artefakt tego wieczora? — spojrzał na Cathala, sądząc, że ten najprędzej mu wszystko wyjaśni. Następnie zerknął na Nell: — Mówiłaś, że zdjęłaś go z rynny?
Wyciągnął różdżkę zza pazuchy i począł mruczeć pod nosem inkantację, która była standardową procedurą w pracy egzorcysty. Sebastian był nieco blady, zapewne przez wpadkę z teleportacją. Po chwili odsunął się jednak na bok.
— Można prosić szklankę wody? — rzucił w przestrzeń, nie kierując prośby do nikogo konkretnego.