W Londynie? Wzbogacilam sie o kolezanke z duzego miasta! Jak cudownie!
Ale to nie wszystko. Nie byla stad. Uczyla sie zwyczajow. Uczyla sie Brytyjczykow. Zupelnie jak ja. W oczach zaszklily sie lzy ekscytacji. Usiadlam obok Lyssy i zlapalam dlon w swoje.
— Jakie to niesamowite, ze los splotl nas ze soba. Mozemy razem wspierac sie we wdrazaniu w nowym otoczeniu, czy to nie cudowne?
Wiele razy bylam w Londynie i obcowalam z Brytyjczykami. Mieszkanie tu na codzien jest jednak zupelnie inna przygoda. Ich dzienne zwyczaje i w ogle przebywanie w roznych sytuacjach sprowadza mnie czesto w zaklopotanie, bo nie wiem jak sie zachowac. I mam wrazenie, ze moja impulsywnosc i bezposredniosc nie jest tu mile widziana.
— A co do mojego powodu... — Nawet sie nie wahalam. Czulam duza wiez z Lyssa, poza tym ona rowniez poruszyla swoje rodzinne, niewygodne sprawy. Puszczajac jej dlon chwycilam rozdzke i rzucilam Chloszczysc na swoja twarz. Zaklecie zdjelo resztki rozmytego malunku odslaniajac moje lico w calej jego rozowawej i oszpeconej bliznami okazalosci. — Moje gospodarstwo splonelo. Poza rodzicami nic mi z domu nie zostalo, a i tak chcialam sie kiedys przeprowadzic do Anglii, wiec no... zdecydowalam, ze moment na to nadszedl.
Wbijalam wzrok w splecione na kolanach dlonie. Samo wspomnienie tragedii wybudzalo we mnie ogromny bol, a mysli podazyly do niedawno widzianych plomieni na Beltane. Strach odzyl na nowo, a lzy pociekly na policzki.
— Oh, przepraszam... Zdecydowanie tego nie planowalam. — Otarlam oczy zawstydzona. Niezrecznie.