To wszystko nie było tak proste, jak mogło jej się wydawać. Źle oszacowała, sądziła, że kobieta jest lżejsza. Wiele razy przecież działała w podobny sposób. Tym razem jednak zawiodła, była zła. Wkurzona, że jej się nie udało, nie zamierzała jednak się poddawać. Będzie walczyć, aż jej się uda. Taki już miała charakter. Złapała miotłę tak mocno, jak tylko potrafiła, miała nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie po jej myśli. Próbowała ponownie ją przenieść. Odstawić kobietę w bezpieczne miejsce, tam gdzie były stoiska i wozy przedstawicieli kowenu. Chciała ją odłożyć przy jednym z wozów,a następnie wrócić do kapłana.
Sukces!
Zauważyła, że jej towarzysze świetnie sobie radzą z walką z przeciwnikiem. Widać było, że odnajdują się w tej sytuacji, w przeciwieństwie do niej. Dobrze, że to akurat oni znaleźli się tutaj z nią, gdyby była sama, pewnie miałaby większy problem z tym, żeby jakoś wyjść stąd cało. Musiała również pokazać na co ją stać. Dostrzegła, że kapłan chyba nie do końca też poradził sobie z tym, co się działo, bo się przewrócił. Musiała jakoś mu pomóc. Zależało jej na tym, żeby mu również nic się nie stało. - Żebyś się kurwa nie zdziwił. - Odkrzyknęła jeszcze do śmierciożercy. Musieli się go pozbyć, żeby móc w spokoju ogarnąć jakoś to, co działo się wokół. Obecność napastnika nie sprzyjała ogarnięciu całej sytuacji.
Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie, chciała stworzyć siłę ciśnienia, która odepchnie napastnika jeszcze dalej, najlepiej poza ich zasięg wzroku, wtedy będą mogli w spokoju zająć się kapłanem.
Sukces!