27.10.2022, 23:32 ✶
Patrzył na jej spąsowiałe policzki i nie mógł wyzbyć się wrażenia, że odmową okaże jedynie, że obawy młodej czarownicy były słuszne, utwierdzi w przekonaniu, że być może rzeczywiście posiada jakieś ukryte mankamenty, które odpychają Perseusa. Jakiś głos z tyłu głowy szeptał mu, że w ten sposób tylko ją skrzywdzi, że zniszczy to, co drżącymi dłońmi budował od wielu miesięcy, że przecież nie miał prawa mianować się strażnikiem szczęścia Eunice.
Przymknął powieki, czując nieprzyjemne pulsowanie w skroniach. I jeszcze to niewinne do niczego nie przymuszam wtrącone na koniec, wystawiające jego wolę na próbę! Sytuacji nie poprawiał alkohol, który od zawsze czynił go podatniejszym na sugestie. Był rozdarty, uwięziony pomiędzy młotem, a kowadłem. Rozsądek nakazywał mu się wycofać, odejść, uciec, zamknąć się w łazience, albo całkowicie opuścić apartament, zjechać windą na parter i uciec, jak najdalej od tamtego hotelu, zaszyć się w obmierzłym pubie, w spelunie z winetą grzyba porastającego ściany, z podłym piwem i niedomytymi szklankami. I pić te plugawe trunki do nieprzytomności, aż zapomni kim był, aż świat zawiruje i zapadnie ciemność.
Skłamałby, gdyby stwierdził, że nie był podatny na jej wdzięki; serce boleśnie obijało się o żebra za każdym razem, gdy znajdował się w jej towarzystwie, nogi miękły na sam dźwięk jej głosu, w głowie kręciło się od zapachu perfum, a uśmiech zaciskał struny głosowe i sprawiał, że nie był w stanie wypowiedzieć słowa. Gdyby tylko chciała, mogłaby rzucić Perseusa na kolana, a on spełniłby jej każdą prośbę.
Im bardziej jej pragnął, tym bardziej się odsuwał. Im bardziej się odsuwał, tym bardziej uświadamiał sobie, że jego czyny nie są dyktowane czystą bezinteresownością, że splamiła je czerń jego własnego egoizmu. Obawiał się bowiem, że gdyby pozwolił sobie na bliskość, w niedługim czasie mógłby zacząć żywić względem Eunice uczucia, które niekoniecznie mogły spotkać się z odwzajemnieniem.
— Chcę — odparł w przypływie szczerości, spowodowaną wychylonym kieliszkiem wina. A później pochylił się nad żoną i złożył na jej ustach pocałunek; delikatny i czuły niczym muśnięcie skrzydeł motyla. To nie był pierwszy raz, gdy to robił, od zaręczyn co najmniej kilka razy ją całował, zawsze jednak odbywało się to publicznie, na pokaz, ku uciesze rodziny oraz znajomych. Tym razem było inaczej. — Ale nie chcę, abyś podchodziła do tego jak do obowiązku, Eunice. Nie jesteś mi niczego winna, nie masz wobec mnie żadnych powinności.
Być może gdyby mu na niej nie zależało, byłoby mu łatwiej. Jak z kochankami, których twarzy, ani imion dziś nie pamiętał.
Przymknął powieki, czując nieprzyjemne pulsowanie w skroniach. I jeszcze to niewinne do niczego nie przymuszam wtrącone na koniec, wystawiające jego wolę na próbę! Sytuacji nie poprawiał alkohol, który od zawsze czynił go podatniejszym na sugestie. Był rozdarty, uwięziony pomiędzy młotem, a kowadłem. Rozsądek nakazywał mu się wycofać, odejść, uciec, zamknąć się w łazience, albo całkowicie opuścić apartament, zjechać windą na parter i uciec, jak najdalej od tamtego hotelu, zaszyć się w obmierzłym pubie, w spelunie z winetą grzyba porastającego ściany, z podłym piwem i niedomytymi szklankami. I pić te plugawe trunki do nieprzytomności, aż zapomni kim był, aż świat zawiruje i zapadnie ciemność.
Skłamałby, gdyby stwierdził, że nie był podatny na jej wdzięki; serce boleśnie obijało się o żebra za każdym razem, gdy znajdował się w jej towarzystwie, nogi miękły na sam dźwięk jej głosu, w głowie kręciło się od zapachu perfum, a uśmiech zaciskał struny głosowe i sprawiał, że nie był w stanie wypowiedzieć słowa. Gdyby tylko chciała, mogłaby rzucić Perseusa na kolana, a on spełniłby jej każdą prośbę.
Im bardziej jej pragnął, tym bardziej się odsuwał. Im bardziej się odsuwał, tym bardziej uświadamiał sobie, że jego czyny nie są dyktowane czystą bezinteresownością, że splamiła je czerń jego własnego egoizmu. Obawiał się bowiem, że gdyby pozwolił sobie na bliskość, w niedługim czasie mógłby zacząć żywić względem Eunice uczucia, które niekoniecznie mogły spotkać się z odwzajemnieniem.
— Chcę — odparł w przypływie szczerości, spowodowaną wychylonym kieliszkiem wina. A później pochylił się nad żoną i złożył na jej ustach pocałunek; delikatny i czuły niczym muśnięcie skrzydeł motyla. To nie był pierwszy raz, gdy to robił, od zaręczyn co najmniej kilka razy ją całował, zawsze jednak odbywało się to publicznie, na pokaz, ku uciesze rodziny oraz znajomych. Tym razem było inaczej. — Ale nie chcę, abyś podchodziła do tego jak do obowiązku, Eunice. Nie jesteś mi niczego winna, nie masz wobec mnie żadnych powinności.
Być może gdyby mu na niej nie zależało, byłoby mu łatwiej. Jak z kochankami, których twarzy, ani imion dziś nie pamiętał.