Pod dłonią czułem chłód zwykłego posągu. Naprawdę nie rozumiałem, co było nie tak z tą kobietą. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem, a przynajmniej sobie nic o tym nie przypominam. Gdy Danielle rzuciła udane zaklęcie rozpraszające odskoczyłem od krzyczącej kobiety wywracając się tym samym na własne tyły. Słowa, które wypowiadała nie były dla mnie ani trochę zrozumiałe, ale kojarzył mi się z jakimś słowiańskim językiem. Szybko się podniosłem, aby pomóc jakoś dziewczyną, ale totalnie nie wiedziałem w jakim kierunku pobiegła. Zdecydowanie nie byłem odpowiednią osobą do gonienia żywych posągów, a kobiet również nie zdarzyło mi się ganiać. Same do mnie przychodziły.
Słysząc jak Danielle mówi do niej uspokajająco, a potem słysząc jak Brenna biegnie za dziewczyną cicho westchnąłem.
— Bell, leć za nią. – odezwałem się do kota mając nadzieję, że pobiegnie za dziewczyną, aby chociaż zobaczyć, gdzie ona się zatrzyma. Będzie bardziej zwinny w lesie od człowieka i może uda mu się ją jakoś uspokoić, jeśli w ogóle był do tego zdolny. Myślę, że ten przypadek też go zainteresuje.