Pokiwał głową, przysłuchując się monologowi mężczyzny. Gdy się już rozgadał, to potrafił mówić naprawdę poetycko. Ciekawiło go, czy była to cecha, którą wykształcił samodzielnie, pod wpływem rodziny i tradycji rodów czystej krwi, czy przez kontakt z rodzeństwem Malfoyów. A może była to mieszanka wszystkich tych czynników? Kto wie, może z czasem pozna prawdę na ten temat.
— Zdrowe podejście, aczkolwiek pewnie wykańczające — skomentował, obserwując z zainteresowaniem Perseusza. — Chyba trudno jest zachować ten sam... entuzjazm i nie popaść w rutynę. W moim przypadku pewnie prędzej czy później zacząłbym podchodzić do pewnych spraw metodycznie. — Wzruszył lekko ramionami. Cóż, taka była prawda. Na początku swojej kariery zdecydowanie był bardziej emocjonalny i bardziej zdeterminowany do pomocy. Teraz, po latach spędzonych w zbiurokratyzowanych strukturach Ministerstwa Magii miał świadomość tego, że chęć udzielania natychmiastowej pomocy, przyspieszenia pewnych spraw, działała tylko na jego niekorzyść. To on wyrywał sobie włosy z głowy, aby jakoś ułatwić cały proces, ale rzadko kiedy ktoś mu za to dziękował. W pewnym momencie podporządkowanie się rutynie stawało się po prostu... łatwiejsze. — W każdym razie, smacznego Percy.
Po sytym obiedzie przeszli w końcu do omówienia sprawy, która w ogóle ich sprowadziła do tego lokalu. Na widok przekazanej mu teczki Erikowi zaświeciły się oczy i momentalnie porwał ją w swe ręce. Nie miał nic przeciwko towarzystwu Perseusza i czuł się przy nim całkiem komfortowo, jednak cała otoczka związana z tym, jak młody Black krył się z tym, co właściwie przekonało go do tego, aby szukać pomocy, nieco działała mu na nerwy. Sądził, że to pilna sprawa, więc chciał jak najszybciej poznać szczegóły, co by móc powiedzieć towarzyszowi co o tym wszystkim myśli. Cóż, przynajmniej w międzyczasie udało im się posilić smacznym posiłkiem.
Na pierwszy rzut oka dokumenty przypominała akta, jednak wystarczyło zapoznać się z kilkoma pierwszymi polami, aby zorientować się, że nie były to dokumenty służbowe z kadr czy jakichś archiwów, a karta pacjenta z historią medyczną pacjentki Lecznicy Dusz. Zawiesił na dłuższą chwilę spojrzenie na magicznej fotografii dziewczyny, zastanawiając się, czy skądś ją kojarzy, jednak szybko zdał sobie sprawę, że nie na wiele mu się to zda. Przez jego kontakty przewijało się mnóstwo osób, ale nawet jako czarodziej czystej krwi nie znał wszystkich. A odizolowanych od świata mieszkańców placówki w Dolinie Godryka tym bardziej miał prawo nie znać z imienia i nazwiska.
— Chociaż tyle dobrego, że jest pod opieką specjalistów — stwierdził niemrawo, zerkając niespiesznie na Perseusza, starając się połączyć ze sobą wyłożone przed nim informacje.
Skoro dziewczyna była spokrewniona z handlarzem żywym towarem i były przesłanki świadczące o tym, że ktoś mógł na nią rzucić Cruciatus, to faktycznie mogło to sugerować, że coś wie. Zamknięcie jej w klinice na wsi, z dala od innych ludzi pozwalało na łatwe uniemożliwienie służbom na przeprowadzenie oficjalnego przesłuchania. Istniała jeszcze możliwość, że Eurydice została umieszczona w placówce dla bezpieczeństwa. Może jakiemuś konkurentowi właściciela domu uciech omsknęła się różdżka? To już jest zbyt grubymi nićmi szyte, skomentował w myślach, wracając do rzeczywistości.
— Mogę spróbować — zaczął ostrożnie, strzelając oczami na boki. — Zakładam, że twojego przełożonego nie ucieszyłaby w pierwszje kolejności oficjalna wizyta detektywa z Ministerstwa Magii? — Oczywiście, to nie mogło być tak proste. Będzie musiał przejrzeć artykuły z gazet, rozejrzeć się po biurach i departamencie, aby namierzyć osoby, które były odpowiedzialne za interwencję. Dostęp do sprawozdań i akt brygadzistów powinien wiele ułatwić. — Może nią kierować strach lub... wspomnienia traumatycznych zdarzeń, aczkolwiek może wam po prostu nie ufać. Jeśli się zdradzi, ma sporo do stracenia.
Odgarnął włosy z czoła. Tortury po klątwie Cruciatus mogły zostawić trwałe blizny. Nie tylko na ciele, ale też na umyśle. Jeśli jednak czarownica była w pełni władz umysłowych, to należało rozważyć obie możliwości. Czy to powinien być teraz jego priorytet? Zdobyć informacje, które przekonałyby dziewczynę do tego, że warto im zaufać, bo mają niezbite dowody, które w połączeniu z jej zeznaniami faktycznie mogą pomóc? Westchnął cicho. Gdyby to było wezwanie do jakiegoś oszalałego pacjenta, który tak naprawdę był czarnoksiężnikiem, można by było to rozwiązać bardziej bezpośrednio. Tu trzeba było jednak subtelności. I cierpliwości.
— Zrobię, co w mojej mocy, żeby się czegoś dowiedzieć — obiecał w końcu, wykrzesując z siebie minimalny uśmiech. Schował dokumenty do teczki. — Nie mogę jednak obiecać, że nie zaangażuje w to innych pracowników departamentu. Postaram się jednak zadbać, żeby byli to ludzie sprawdzeni. Zaufani. — Gdyby sprawa szybko wymknęła się spod kontroli, nie miałby oporów przed tym, aby odezwać się do Brenny czy Mavelle. Nie wszystko można było załatwić na własną rękę. Nie zamierzał jednak do nich lecieć od razu przy pierwszej okazji. Spróbuje popchnąć śledztwo tak daleko, jak będzie w stanie przy pomocy własnego sprytu. — Kasyno chyba też warto byłoby odwiedzić. Kto wie, może lepsza pogoda, będzie sprzyjała także szczęściu.
Spojrzał z uwagą na Blacka. Nie oczekiwał deklaracji pomocy. Biorąc pod uwagę, że miał swojego szefa na karku, sam fakt, że wyciągnął kartę pacjentów z ośrodka, był aktem sporej... odwagi. I tego, że zależało mu na pacjentach. Jeśli nie chciał rzucać się w oczy, to pewnie nawet bezpieczniej by było, gdyby ograniczył swoją obecność w podejrzanych miejscach do minimum. Z drugiej strony to było oficjalne kasyno. Ludzie tam trafiali w różnych okolicznościach. Jakiegoś towarzystwa będę potrzebował, zanotował w głowie. Przez swoją renomę, czy nazwisko jego obecność w takich przybytkach mogłaby być dwojako odbierana.
— Gdybyś chciał się ze mną skontaktować w tej sprawie albo coś jeszcze wpadłoby ci w ręce, to wysyłaj wiadomości bezpośrednio na adres domowy — rzucił, unosząc kieliszek wina w geście finałowego toastu. — Podobno samospalający się pergamin jest teraz w modzie.
Uśmiechnął się niemrawo. Co jak co, ale nie tak spodziewał się spędzić to popołudnie. I wszystko wskazywało na to, że miał przed sobą jeszcze wiele, wiele pracy.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞