27.10.2022, 23:51 ✶
Na szczęście jednak nie dało się słyszeć myśli – przynajmniej w większości przypadków, z pominięciem legilimentów zdolnych do zajrzenia w najgłębsze zakamarki umysłu. Na szczęście – bowiem niewątpliwie ugrzęźliby w jałowej dyskusji, a zaciekawienie mogłoby zmienić się w niechęć i klasyczne co on pierdoli, oddalając ich tylko od siebie i doprowadzając do naruszenia kruchych jeszcze fundamentów, na których zaczynali budować swe przyszłe życie.
A tak? Usta milczały, nie formułując żadnych słów – słów, które choć ulotne, mogły mieć wielką moc. Wręcz zbyt wielką jak na coś, co ulatywało z wiatrem, niezapisane – rozmywało się w przestrzeni, by zniknąć. I ewentualnie utknąć w pamięci, bez materialnej formy, stanowiąc jednak upierdliwy cierń, co wiecznie przeszkadza.
Milczały, a zarazem wyrażały tak wiele, łącząc się ze sobą w sposób, w jaki do tej pory tak naprawdę tego nie robiły. Ale nie myślała o tym, skupiając się na tu i teraz, tak samo jak nie myślała o wszelkich powinnościach - wyimaginowanych bądź nie – jakie odczuwała na swych barkach. Nawet nie wiedziała, kiedy przylgnęła do swego męża, najwyraźniej pragnąc… więcej.
Ale, jak sam zauważył, nie tutaj. Choć niewątpliwie balkon miał wiele estetycznych walorów, to brakowało pewnej wygody, komfortu dopełniającego cały akt, który zaczął się pomiędzy nimi rozgrywać. Toteż nie protestowała, gdy zaprzestał pocałunków, nie protestowała, gdy pociągnął ją za sobą; podążyła za nim, po drodze w przebłysku świadomości odstawiając już od dawna pusty kielich na blat stolika.
Niby nie powinni tak zostawiać butelki i kieliszków na zewnątrz, ale… kto by się tym teraz przejmował? Na pewno nie Eunice, stojąca u progu nowych doświadczeń, u progu zaspokojenia ciekawości.
Może to jednak błąd? Trzeźwiąca myśl, gdy sukienka opadła na podłogę, odsłaniając połacie nagiej skóry – pokrywającej się stopniowo gęsią skórką - i koronkową bieliznę, broniącą ostatnich bastionów przed całkowitym negliżem. Obróciła ją w myślach, nieruchomiejąc na chwilę, oparłszy przedtem dłoń na piersi Perseusza, przyglądając mu się z dziwnym błyskiem w oczach.
Wycofa się? Nie, chyba jednak nie, tym bardziej że opuściła krąg wyznaczony przez sukienkę, pozostawiając w nim swoje szpilki, ujmując tym samym sobie centymetrów. Przygryzła nieco wargę, w skupieniu rozpinając guziki perseuszowej koszuli. Wkrótce mógł poczuć dotyk chłodnych dłoni na skórze, badających zarysy mięśni, zsuwający się z ramion - na podłogę - materiał. Szarpnięcie za pasek, celem zrównoważenia negliżu, jednakże… jakoś mniej pewne od poprzednich ruchów kobiety.
A tak? Usta milczały, nie formułując żadnych słów – słów, które choć ulotne, mogły mieć wielką moc. Wręcz zbyt wielką jak na coś, co ulatywało z wiatrem, niezapisane – rozmywało się w przestrzeni, by zniknąć. I ewentualnie utknąć w pamięci, bez materialnej formy, stanowiąc jednak upierdliwy cierń, co wiecznie przeszkadza.
Milczały, a zarazem wyrażały tak wiele, łącząc się ze sobą w sposób, w jaki do tej pory tak naprawdę tego nie robiły. Ale nie myślała o tym, skupiając się na tu i teraz, tak samo jak nie myślała o wszelkich powinnościach - wyimaginowanych bądź nie – jakie odczuwała na swych barkach. Nawet nie wiedziała, kiedy przylgnęła do swego męża, najwyraźniej pragnąc… więcej.
Ale, jak sam zauważył, nie tutaj. Choć niewątpliwie balkon miał wiele estetycznych walorów, to brakowało pewnej wygody, komfortu dopełniającego cały akt, który zaczął się pomiędzy nimi rozgrywać. Toteż nie protestowała, gdy zaprzestał pocałunków, nie protestowała, gdy pociągnął ją za sobą; podążyła za nim, po drodze w przebłysku świadomości odstawiając już od dawna pusty kielich na blat stolika.
Niby nie powinni tak zostawiać butelki i kieliszków na zewnątrz, ale… kto by się tym teraz przejmował? Na pewno nie Eunice, stojąca u progu nowych doświadczeń, u progu zaspokojenia ciekawości.
Może to jednak błąd? Trzeźwiąca myśl, gdy sukienka opadła na podłogę, odsłaniając połacie nagiej skóry – pokrywającej się stopniowo gęsią skórką - i koronkową bieliznę, broniącą ostatnich bastionów przed całkowitym negliżem. Obróciła ją w myślach, nieruchomiejąc na chwilę, oparłszy przedtem dłoń na piersi Perseusza, przyglądając mu się z dziwnym błyskiem w oczach.
Wycofa się? Nie, chyba jednak nie, tym bardziej że opuściła krąg wyznaczony przez sukienkę, pozostawiając w nim swoje szpilki, ujmując tym samym sobie centymetrów. Przygryzła nieco wargę, w skupieniu rozpinając guziki perseuszowej koszuli. Wkrótce mógł poczuć dotyk chłodnych dłoni na skórze, badających zarysy mięśni, zsuwający się z ramion - na podłogę - materiał. Szarpnięcie za pasek, celem zrównoważenia negliżu, jednakże… jakoś mniej pewne od poprzednich ruchów kobiety.