15.04.2023, 22:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.04.2023, 23:30 przez Julien Fitzpatrick.)
Przeniesienie jednej osoby na miotle, która ma problem z samodzielnym się na nim utrzymaniu, już było trudne, a co dopiero dwójki. Wraz z Erikiem musieli odciągać od bezbronnych śmierciożerce tak długo, jak było to potrzebne. Nie mieli jednak gwarancji, że zaraz z którejś strony nie nadbiegną posiłki dla zamaskowanego przeciwnika. Rookwooda niesamowicie to martwiło, zwłaszcza, że akcja ratunkowa Heather nie odbywała się tak zwinnie, jakby wszyscy chcieli. W takich warunkach trudno było o gładki przebieg czegokolwiek, zdawał sobie z tego sprawę.
Wykrzywił usta w prześmiewczym uśmieszku, gdy usłyszał okrzyk poplecznika Voldemorta, a potem, jak z automatu, odpowiedź rudej. Sam pewnie użyłby słowa 'nie zesrał', ale w takich chwilach trudno o osiedlowe krasomówstwo, mógł to Wood wybaczyć.
- W tej masce to co najwyżej swoją możliwość zarywania do kogokolwiek zabijesz, nic dziwnego żeś taki zły po Beltane, typie - nie miał zamiaru pozostać w tyle, a humor się go trzymał nawet w najgorszych sytuacjach.
Słowo 'zabić' od razu przywróciło chęci Charlesa, aby to samo zrobić z wykrzykującym do nich przeciwnikiem. Zacisnął rękę na różdżce mocniej, chcąc tym samym uświadomić sobie, że takie akcje mają konsekwencje, których nie byłby w stanie znieść. Nie byłby w stanie spojrzeć w oczy bliskim zamordowanego przez siebie człowieka, nie po tym, co sam przeżył; nie po stracie brata i Christie.
Zamiast tego wycelował różdżką w odrzuconego na pewną odległość czarodzieja rzucając zaklęcie, które miało go unieruchomić, a dokładniej mówiąc, spetryfikować, stworzyć z niego posąg na pewien okres czasu, aby mieli czas pomóc tym w potrzebie i ewentualnie poradzić sobie z nowymi przeciwnikami, którzy mogli nadejść.
- Trzeba jakoś pomóc kapłanowi - zwrócił się do Erika, korzystając z chwili, którą mieli, bo wcześniejsze czary, odpychający i oślepiający, odpowiednio poradziły sobie z przeciwnikiem.
- Spróbuję, ale musisz krzyczeć jakbym miał dostać w dupę jakimś zaklęciem - to mówiąc, zrobił ze dwa kroki w kierunku kapłana, aby mieć lepsze prawdopodobieństwo wycelowania różdżką w tych chaotycznych warunkach. Rzucił na niego jedno z zaklęć uspokajających, którymi posługiwali się, jak pracował jeszcze w pogotowiu ratunkowym, gdy mieli do czynienia z bardzo roztrzęsionymi ofiarami czy przypadkowymi gapiami, którzy nie mogli się opanować. Czar miał zadziałać na umysł kapłana, sprawić, że poczuje się spokojniej, ze jego ręce nie będą się trząść, a pętającą ciało niemocą panikę zastąpi klarowniejsze myślenie.
Wykrzywił usta w prześmiewczym uśmieszku, gdy usłyszał okrzyk poplecznika Voldemorta, a potem, jak z automatu, odpowiedź rudej. Sam pewnie użyłby słowa 'nie zesrał', ale w takich chwilach trudno o osiedlowe krasomówstwo, mógł to Wood wybaczyć.
- W tej masce to co najwyżej swoją możliwość zarywania do kogokolwiek zabijesz, nic dziwnego żeś taki zły po Beltane, typie - nie miał zamiaru pozostać w tyle, a humor się go trzymał nawet w najgorszych sytuacjach.
Słowo 'zabić' od razu przywróciło chęci Charlesa, aby to samo zrobić z wykrzykującym do nich przeciwnikiem. Zacisnął rękę na różdżce mocniej, chcąc tym samym uświadomić sobie, że takie akcje mają konsekwencje, których nie byłby w stanie znieść. Nie byłby w stanie spojrzeć w oczy bliskim zamordowanego przez siebie człowieka, nie po tym, co sam przeżył; nie po stracie brata i Christie.
Zamiast tego wycelował różdżką w odrzuconego na pewną odległość czarodzieja rzucając zaklęcie, które miało go unieruchomić, a dokładniej mówiąc, spetryfikować, stworzyć z niego posąg na pewien okres czasu, aby mieli czas pomóc tym w potrzebie i ewentualnie poradzić sobie z nowymi przeciwnikami, którzy mogli nadejść.
Rzut Z 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
- Trzeba jakoś pomóc kapłanowi - zwrócił się do Erika, korzystając z chwili, którą mieli, bo wcześniejsze czary, odpychający i oślepiający, odpowiednio poradziły sobie z przeciwnikiem.
- Spróbuję, ale musisz krzyczeć jakbym miał dostać w dupę jakimś zaklęciem - to mówiąc, zrobił ze dwa kroki w kierunku kapłana, aby mieć lepsze prawdopodobieństwo wycelowania różdżką w tych chaotycznych warunkach. Rzucił na niego jedno z zaklęć uspokajających, którymi posługiwali się, jak pracował jeszcze w pogotowiu ratunkowym, gdy mieli do czynienia z bardzo roztrzęsionymi ofiarami czy przypadkowymi gapiami, którzy nie mogli się opanować. Czar miał zadziałać na umysł kapłana, sprawić, że poczuje się spokojniej, ze jego ręce nie będą się trząść, a pętającą ciało niemocą panikę zastąpi klarowniejsze myślenie.
Rzut N 1d100 - 41
Slaby sukces...
Slaby sukces...
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you