16.04.2023, 03:53 ✶
- No, według mnie nie jest złym Ministrem, może miałby możliwość się wykazać, gdyby nikt mu świń pod nogi co chwile nie podkładał - dla Rookwooda to się wydawało oczywiste. Bycie Ministrem było już wystarczajaco trudne samo w sobie. Jasne, Leach powinien był dwa razy się zastanowić nad swoją kandydaturą, jeżeli nie był w stanie poradzić sobie teraz z odezwem społeczeństwa na swoje poczynania oraz sprawowany urząd, ale to wcale nie usprawiedliwiało drugiej strony konfliktu, która zachowywała się doprawdy okropnie.
Poprawił włosy, bo te w takim gorącu, mimo ze wciąż wyglądały dobrze i dodawały Charlesowi pewnego rodzaju uroku, tak męczyły swoją ciężkością i sprawiały, że było jeszcze cieplej niż bez nich. Nawet związanie kosmyków nie pomagało.
- Jedną, tak. Kopią ją do siebie, wywracają się przy tym też, wtedy to chyba jest jakieś złe, bo nagle wkracza sędzia i się te piłkę wykonuje z granicy boiska, reszta zawodników leci za nią i próbują ją sobie odebrać, są do tego jakieś zasady, nie mogą też dotknąć piłki ręką, to pamiętam na pewno. No i są dwie bramki, bo dwie drużyny - opisał piłkę nożną na tyle, na ile pamiętał. Definitywnie któryś ze znajomych mugolskiego pochodzenia mu to wyjaśniał, ale pewnie Charlie zbyt mocno utonął wtedy w jego (bądź jej) oczach, aby cokolwiek wynieść z tej rozmowy. Oczywiście Kenzie nie potrzebowała o tym wiedzieć, musiała się zadowolić strzępkami informacji, które zakodował chaotyczny umysł Rookwooda.
- Nie w tym rzecz, oczywiście, że się różnią, wszyscy się różnimy, a jednak jesteśmy tacy sami. Mamy rodziny, mamy tych, na których nam zależy, swoje cele, które chcemy spełnić, pasje. Nieważne, czy związane z magią, czy nie. Chcemy kochać, czuć się kochanymi, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, bo miłość może być do drugiej osoby, może być fizyczna, psychiczna, miłość może być do potrawy, zawodu, gry, sportu, książki. Wszyscy chcemy po prostu żyć, chcemy to robić po swojemu.W tym sensie jesteśmy tacy sami. Nikt nikomu nie powinien odbierać prawa do życia, do istnienia, do prowadzenia swojego życia, spełniania marzeń i celów, tylko dlatego, bo status krwi tej osoby jest inny czy jej doświadczenia - nie był pewien czy jego rozmówczyni poczuła te same dreszcze, które w nim samym wzbudzały emocje, jakie popychały do wypowiedzenia takich zdań. Musiał popić piwem, bo czuł, że zbiera mu się na kolejny wywód, a wolał sobie darować. Lubił wyrażać swoje myśli, ale nie całkowicie przyćmiewać drugą osobę ogromem słów, a wiedział, że jest jak najbardziej do tego zdolny.
Już chciał odpowiadać na kolejne, zadane przez Greengrass pytanie, ale gdy tylko otworzył usta usłyszał obok siebie nieznajomy, męski głos.
- Wzruszające przemówienie, Leach by się wzruszył jakby usłyszał, ale ja prawie zwymiotowałem do kufla słysząc te banialuki - wciąż młody, acz definitywnie starszy od Mackenzie i Charliego, czarodziej przystanął przy ich stoliku, rzucając cień na jego blat. MIał rudawo-blond włosy, spocone i niedbale zaczesane do tyłu. Jego ubrania były schludne, acz odrobinę wygniecione przez kondycję pogody i to w jaki sposób jego ciało nań reagowało. Do twarzy miał przyklejony uśmieszek, który sugerował, że szuka zaczepki i, że uważa to, co właśnie powiedział Charles za godne sprostowania, najlepiej prawym sierpowym, bzdury - Ty słyszysz co on wygaduje i się jeszcze nie przesiadłaś? Czy może się z tym zgadzasz i prowadzicie sobie tu jakieś małe, pro-mugolskie spotkanko, co? - tym razem spojrzał w stronę Greengrass. Chociaż jego ton stał się bardziej pytający niż prześmiewczy, to wyraz twarzy się nie zmienił.
- Jeżeli chce ci się rzygać do kufla to znak, że powinieneś wyjść z pubu, żeby cię ktoś przypadkiem z niego nie musiał wynieść - grygoński duch zawsze był w Charlesie silniejszy niż cokolwiek innego. Wpierw mówił, potem myślał... chociaż, może to złe stwierdzenie, bo nawet jakby sytuację przemyślał to duma nie pozwoliłaby wypowiedzieć czegoś neutralniejszego.
Poprawił włosy, bo te w takim gorącu, mimo ze wciąż wyglądały dobrze i dodawały Charlesowi pewnego rodzaju uroku, tak męczyły swoją ciężkością i sprawiały, że było jeszcze cieplej niż bez nich. Nawet związanie kosmyków nie pomagało.
- Jedną, tak. Kopią ją do siebie, wywracają się przy tym też, wtedy to chyba jest jakieś złe, bo nagle wkracza sędzia i się te piłkę wykonuje z granicy boiska, reszta zawodników leci za nią i próbują ją sobie odebrać, są do tego jakieś zasady, nie mogą też dotknąć piłki ręką, to pamiętam na pewno. No i są dwie bramki, bo dwie drużyny - opisał piłkę nożną na tyle, na ile pamiętał. Definitywnie któryś ze znajomych mugolskiego pochodzenia mu to wyjaśniał, ale pewnie Charlie zbyt mocno utonął wtedy w jego (bądź jej) oczach, aby cokolwiek wynieść z tej rozmowy. Oczywiście Kenzie nie potrzebowała o tym wiedzieć, musiała się zadowolić strzępkami informacji, które zakodował chaotyczny umysł Rookwooda.
- Nie w tym rzecz, oczywiście, że się różnią, wszyscy się różnimy, a jednak jesteśmy tacy sami. Mamy rodziny, mamy tych, na których nam zależy, swoje cele, które chcemy spełnić, pasje. Nieważne, czy związane z magią, czy nie. Chcemy kochać, czuć się kochanymi, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, bo miłość może być do drugiej osoby, może być fizyczna, psychiczna, miłość może być do potrawy, zawodu, gry, sportu, książki. Wszyscy chcemy po prostu żyć, chcemy to robić po swojemu.W tym sensie jesteśmy tacy sami. Nikt nikomu nie powinien odbierać prawa do życia, do istnienia, do prowadzenia swojego życia, spełniania marzeń i celów, tylko dlatego, bo status krwi tej osoby jest inny czy jej doświadczenia - nie był pewien czy jego rozmówczyni poczuła te same dreszcze, które w nim samym wzbudzały emocje, jakie popychały do wypowiedzenia takich zdań. Musiał popić piwem, bo czuł, że zbiera mu się na kolejny wywód, a wolał sobie darować. Lubił wyrażać swoje myśli, ale nie całkowicie przyćmiewać drugą osobę ogromem słów, a wiedział, że jest jak najbardziej do tego zdolny.
Już chciał odpowiadać na kolejne, zadane przez Greengrass pytanie, ale gdy tylko otworzył usta usłyszał obok siebie nieznajomy, męski głos.
- Wzruszające przemówienie, Leach by się wzruszył jakby usłyszał, ale ja prawie zwymiotowałem do kufla słysząc te banialuki - wciąż młody, acz definitywnie starszy od Mackenzie i Charliego, czarodziej przystanął przy ich stoliku, rzucając cień na jego blat. MIał rudawo-blond włosy, spocone i niedbale zaczesane do tyłu. Jego ubrania były schludne, acz odrobinę wygniecione przez kondycję pogody i to w jaki sposób jego ciało nań reagowało. Do twarzy miał przyklejony uśmieszek, który sugerował, że szuka zaczepki i, że uważa to, co właśnie powiedział Charles za godne sprostowania, najlepiej prawym sierpowym, bzdury - Ty słyszysz co on wygaduje i się jeszcze nie przesiadłaś? Czy może się z tym zgadzasz i prowadzicie sobie tu jakieś małe, pro-mugolskie spotkanko, co? - tym razem spojrzał w stronę Greengrass. Chociaż jego ton stał się bardziej pytający niż prześmiewczy, to wyraz twarzy się nie zmienił.
- Jeżeli chce ci się rzygać do kufla to znak, że powinieneś wyjść z pubu, żeby cię ktoś przypadkiem z niego nie musiał wynieść - grygoński duch zawsze był w Charlesie silniejszy niż cokolwiek innego. Wpierw mówił, potem myślał... chociaż, może to złe stwierdzenie, bo nawet jakby sytuację przemyślał to duma nie pozwoliłaby wypowiedzieć czegoś neutralniejszego.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you