16.04.2023, 15:30 ✶
Wielogodzinna wycieczka wyczerpała mu bateryjki; przez ostatnie kilka minut patrzył biernie za okno samobieżnego wozu, ledwo rejestrując toczącą się obok rozmowę. Nie można powiedzieć, że przysypiał, bo nie przysypiał. Rozmyślał.
Z pewnym zdziwieniem zauważył, że czuł całkiem realną tęsknotę za dzikimi, bezbrzeżnymi puszczami Serbii, gdy obserwował gęstniejący wokół niego las. Wiedział doskonale po samym zapachu, że wystarczy przejechać jakiś dwie mile, żeby drzewa znowu zaczęły rzednąć, ustępując wyjałowionym polom. Anglia była taka bezpieczna, taka ujarzmiona. Wykastrowana. Sztuczna.
Na przeprosiny Danielle zareagował niewyraźnym uśmiechem - gdyby sama mu nie powiedziała, to by nie miał pojęcia, że ta cała klątwa była prosta do złamania. Ostatni raz zetknął się z technikaliami klątwołamania jeszcze w Hogwarcie, tamte zajęcia pamiętał jak przez mgłę. Na nich podobny problem rozkładany byłby na czynniki pierwsze przez całe godziny.
- Sprawa załatwiona, chłop zadowolony. Dzień udany - skomentował sennie, odrywając wzrok od przydrożnych krzaków miękkiej trzmieliny.
Kilkanaście sekund wpatrywał się w życzliwą twarz uzdrowicielki. Starał się namyśleć nad odpowiedzią na jej niewinne pytanie, ale mocno rozpraszały go jej wielkie oczy, których spojrzenie z jakiegoś niejasnego powodu budziło w nim dyskomfort. Ale nic złego się nie działo, przecież nie chciała mu zrobić krzywdy.
- Ju-jugosławia - nareszcie wyrzucił z siebie. - To bardzo dobry kraj. Piękny, wolny i zupełnie inny od Anglii. Na szczęście. Najlepiej sama go odwiedź, serio. Tylko uprzedzam, że ludzie są tam... szorstcy. Ale bardzo zdecydowani i widać, że się przejmują. Że przejmują się swoim krajem i, przede wszystkim, ludźmi.
Miała na nazwisko Longbottom, to działało na jej korzyść. Nie wydawała się też być taka oderwana od rzeczywistości, jak większość wychowanków Slytherinu. To po prostu nie był ten typ. Konspiracyjnie pochylił się w jej kierunku i kontynuował raźniej, z uśmiechem:
- Mam nadzieję, że tutaj też się tak zradykalizują. Ale bym, kurwa, uspołeczniał wille Blacków i Malfoy'ów. Nie wiem jakim cudem wcześniej nie widziałem tego całego pasożytowania, przecież mieszkałem w jednym dormitorium z dzieciakami, które miały w domu specjalnych niewolników od prania im gaci...
Z pewnym zdziwieniem zauważył, że czuł całkiem realną tęsknotę za dzikimi, bezbrzeżnymi puszczami Serbii, gdy obserwował gęstniejący wokół niego las. Wiedział doskonale po samym zapachu, że wystarczy przejechać jakiś dwie mile, żeby drzewa znowu zaczęły rzednąć, ustępując wyjałowionym polom. Anglia była taka bezpieczna, taka ujarzmiona. Wykastrowana. Sztuczna.
Na przeprosiny Danielle zareagował niewyraźnym uśmiechem - gdyby sama mu nie powiedziała, to by nie miał pojęcia, że ta cała klątwa była prosta do złamania. Ostatni raz zetknął się z technikaliami klątwołamania jeszcze w Hogwarcie, tamte zajęcia pamiętał jak przez mgłę. Na nich podobny problem rozkładany byłby na czynniki pierwsze przez całe godziny.
- Sprawa załatwiona, chłop zadowolony. Dzień udany - skomentował sennie, odrywając wzrok od przydrożnych krzaków miękkiej trzmieliny.
Kilkanaście sekund wpatrywał się w życzliwą twarz uzdrowicielki. Starał się namyśleć nad odpowiedzią na jej niewinne pytanie, ale mocno rozpraszały go jej wielkie oczy, których spojrzenie z jakiegoś niejasnego powodu budziło w nim dyskomfort. Ale nic złego się nie działo, przecież nie chciała mu zrobić krzywdy.
- Ju-jugosławia - nareszcie wyrzucił z siebie. - To bardzo dobry kraj. Piękny, wolny i zupełnie inny od Anglii. Na szczęście. Najlepiej sama go odwiedź, serio. Tylko uprzedzam, że ludzie są tam... szorstcy. Ale bardzo zdecydowani i widać, że się przejmują. Że przejmują się swoim krajem i, przede wszystkim, ludźmi.
Miała na nazwisko Longbottom, to działało na jej korzyść. Nie wydawała się też być taka oderwana od rzeczywistości, jak większość wychowanków Slytherinu. To po prostu nie był ten typ. Konspiracyjnie pochylił się w jej kierunku i kontynuował raźniej, z uśmiechem:
- Mam nadzieję, że tutaj też się tak zradykalizują. Ale bym, kurwa, uspołeczniał wille Blacków i Malfoy'ów. Nie wiem jakim cudem wcześniej nie widziałem tego całego pasożytowania, przecież mieszkałem w jednym dormitorium z dzieciakami, które miały w domu specjalnych niewolników od prania im gaci...