Nigdy nie byłem podstępny. Nie potrafiłem. Wiele osób mówiło mi, że jestem zbyt naiwny i zbyt ufny. I była to prawda. Łatwo było mnie zdobyć, łatwo było mnie w sobie rozkochać, i łatwo było mnie zranić. Nie przejmowałem się tym. Uważałem, że jeśli ktoś potrzebował wykorzystać moją naiwność, ufność i lekkomyślność pomieszaną z kochliwością to miał w tym jakiś cel, który sprawił tej osobie przyjemność. Byłem zadowalaczem, człowiekiem niosącym prostą misję, aby pomagać i być, dla tych co potrzebowali pomocy.
— To właśnie ja. – stwierdziłem lekko i szczerze. – Drinki są też dobre. Słyszałem, że barmani potrafią robić niezłe przedstawienie, gdy niektóre z nich przygotowują, ale ja nie widzę w tym żadnego show. – wyszczerzyłem zęby mając nadzieję, że Cynthia wyłapie mój wyrafinowany żart.
— Drogą do mojej atencji jest po prostu byciem interesującym człowiekiem, a ciastka są dodatkiem. – Pochyliłem się ku niej nie powstrzymując się od uśmiechu.
Była intrygująca i słodka, a ja chciałbym ją móc dotknąć. Czułem jednak, że nie był to odpowiedni jeszcze moment. Wiedziałem, że nadejdzie on niedługo.
— Już nie pamiętam, ale jak sobie przypomnę to ci na pewno od razu powiem. – odpowiedziałem krótko.
Nie miałem głowy do tego, aby teraz o tym myśleć. Nadal byłem w euforii, że Mellvyn w ogóle wrócił do miasta i spędzał ze mną więcej czasu. Słysząc jej pytanie zdziwiłem się, wyprostowałem i napisałem się w zamyśleniu herbaty.
— Dlaczego miałbym tego nie robić? I dlaczego niespodziewane jest to, że ktoś chciałby ci pomagać, Cynthio? – jej imię wymówiłem delikatnie, cicho i z nutką przyjemności. Miała bardzo ładne imię i chyba ono było pierwszym zapalnikiem do tego, aby się zainteresować dziewczyną z prosektorium.
— To nic złego, ale wychodząc z pracy zostawiasz ją lekko za sobą. Masz na pewno jakieś troski, które nie są związane z martwymi ludźmi. – nie lubiłem słowa trupy. Brzmiało okropnie i odbierało pierwiastek ludzki istotom, które zmarły. – Już jedną troskę mi wyjawiłaś. Jest nią twój brat. Martwisz się, że może coś mu się stać – tak, z ludzi czytałem naprawdę dobrze. Nie potrzebowałem do tego oczu, aby widzieć mimikę twarzy, która wiele zdradzała.
— Ciastka lubię wszystkie. – odpowiedziałem krótko.