• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
13 Kwietnia 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel

13 Kwietnia 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#5
16.04.2023, 20:27  ✶  
Pragnienie bliskości nie ustawało. Chłodny, wiosenny deszcz wypełniał nozdrza świeżym zapachem skropionej nim trawy i szeleszczących, budzących się do życia pąków kwiatów. Uczucie ekscytacji przeplatało się z dreszczem towarzyszącym sytuacjom, gdy człowiek poddaje się chęci ponownych narodzin, przysposobienia się do świata przed swoimi oczyma; teraz ta łagodna istota była dopełnieniem, którego szukał, kropką nad 'i', na której potrzebował zamknąć swoje usta w namiętnym pocałunku.
- Czego tu się bać? Jeżeli już mam być zwodzony na pokuszenie, to tylko i wyłącznie przez przemoczoną do suchej nitki istotę nie z tej ziemi - mruknął doń, sygnalizując, że jego słowa zahaczają o prawdę jedynie w przenośni potrzebnej do wykończenia komplementu.
Dał się porwać, bez skrępowania skupiając spojrzenie na swoim nowym towarzyszu, wsłuchując się w łagodność głosu wibrującego niczym szum deszczu pomiędzy dopiero co rozkwitającymi w wiosennej ulewie drzewnych gałązkach. Czerwone usta przynosiły na myśl wiśniowe wino domowej roboty, które ojciec stawiał w kącie posiadłości w Devonie, jego lepką konsystencję na chłopięcych palcach, elektryzującą słodycz niedostępności. Chwile domniemanego upomnienia, które wraz z obecnością nieznajomego, którego każdy zakątek ciała chciał jak najszybciej zwiedzić, poznać, doświadczyć, uwydatniały się w przyspieszającym biciu serca, krokach w ustronne miejsce.
Ścisnąwszy ramie swojego kompana poczuł szorstkość materiału sukienki. Złapał 'zjawę' pewniej, tak, aby ich kroki układały się w ten sam rytm w miarę naturalny sposób; aby podzielić się ciepłem, którego tak widocznie potrzebowała druga osoba, przynajmniej fizycznie. Chłodne knykcie, na które jeszcze chwilę temu chuchał pozostawiły wyrwę w sercu, chęć zapełnienia jej kolejnym dotykiem, być może mniej ulotnym, zakorzeniającym się w kanalikach uczuciowych chwilą uniesienia.
- W każdym z nas jest coś niezwykłego - usta rozciągnął w uśmiechu, próbując rozdzielić uwagę pomiędzy rozmówcę, a ścieżkę po której stąpali. Ostatnie czego chciał to potknąć się na wystającym z grząskiej od deszczu ziemi kamieniu - Może potrzebujesz pomocy w odkryciu, co takiego czai się wewnątrz ciebie - dokończył myśl gładko, pozwalając jej wkraść się do uczu rozmówcy, meandrować pomiędzy szumem spadających z ciemnych chmur kropli. Niebo wydawało się chcieć wypłukać ich ze swoich własnych, wcześniejszych przeżyć, aby stanęli przed sobą jako niezapisane, czyste stronice, które nie mają przed soba nic do ukrycia; jakże idylliczna myśl, której biel plamił przymus kłamstw i ukrywania swojej prawdziwej twarzy.
- Charles - wybrzmiały klarownie myśli Rookwooda.
- Julien - wypowiedziały płynnie jego usta.
Widok Doliny oddzielonej od nich ścianą deszczu uświadomiło mu jak daleko od swojego poprzedniego życia się znalazł. Niebiańskie krople powinny oczyszczać, a on czuł się tylko coraz bardziej zabrudzony, ciężki, jakby miał zwiędnąć w czyichś ramionach, ironicznie do pory roku, pozwalając, by wszystkie płatki osiągnięć jego życia opadły sucho na podłogę, przedwcześnie. Zbyt dużo podlewania szkodzi kwiatom, ale Charles miał w sobie zbyt dużo woli walki, aby pozwolić sobie odejść bez zebrania żniw zadośćuczynienia.
Zabłądził we własnych myślach, czując jakoby ciężkie chmury wisiały tylko i wyłącznie nad jego głową, a nie Doliną Godryka i okolicach. Ostre powietrze osadzające się na twarzy przy zbieganiu ze wzgórza zagnieździło się w nozdrzach i odbierało oddech, nie w ten sposób, w który Charles chciał, aby ten był odbierany.
Przekroczyli próg chatki zostawiając za sobą ulewę, wkraczając w świat komfortowego półmroku i tańczących na ścianach ogników dogasającego kominka. Wnętrze było przytulne. Szarość dzisiejszego dnia wpadała do pomieszczenia przez spętane pajęczyną kraciastych wzorów okna, teraz zamknięte, wpuszczające deszcz do środka jedynie przez dudnienie odbijających się od szyb kropel, jakie jeszcze przed sekundą gubiły się w ciemnych włosach Rookwooda i materiale zwiewnej sukienki gospodarza.
- A jak tobie na imię? Chyba, że mam kontynuować kreatywne nazewnictwo twojej osoby. Istota nie z tej ziemi, piękność spod wzgórza - mówiąc to, nie puścił ramienia swojego kompana, przesunął dłonią po jego ręce i położył dłoń na lędźwiach, przysuwając głowę do ucha, pozwalając, aby mokre kosmyki ich włosów się ze sobą spotkały - urokliwie ulotna osoba z pogranicza Doliny Godryka i reszty wszechświata... - kontynuował, kolejne słowa wypowiadając 'nieznajomemu' do ucha niemalże dotykając je chłodnymi wargami, ściszając głos do poziomu pykającego w kominku, chropowacie dogasającego drewna.
Byli zetknięci ciałami, zaplątani w pnącza sklejonych ze sobą, wymownie, mokrych ubrań.
Zsunięcie materiału sukienki z alabastru ramienia spowodowało, że samotna kropla pociekła po ramieniu, skapując na drewno posadzki.
- Zjawa - mruknął, jeszcze, kontynuując wyliczankę - dopóki nie użyje sposobu, aby się przekonać, że jesteś tu fizycznie, tak samo jak duchowo - filuterny błysk w oczach, wydawał się przygrywać kolejnym słowom.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ariel (1383), Julien Fitzpatrick (1860)




Wiadomości w tym wątku
13 Kwietnia 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Julien Fitzpatrick - 29.12.2022, 22:08
RE: 13 Maja 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Ariel - 30.12.2022, 01:27
RE: 13 Maja 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Julien Fitzpatrick - 10.01.2023, 02:31
RE: 13 Maja 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Ariel - 26.03.2023, 20:38
RE: 13 Kwietnia 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Julien Fitzpatrick - 16.04.2023, 20:27
RE: 13 Kwietnia 1972 | Kwiaty we włosach || Charlie & Ariel - przez Ariel - 23.05.2023, 16:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa