— Na puszkę z tuńczykiem, Dellian odpuść, to to jest jakieś głupie – miauknął przeciągle Bell, a ja poczułem jak niespokojnie kręci mi się między nogami.
Stwierdziłem, że naprawdę nie ma sensu napierać na dziewczynę, być zbyt nachalnym w jej stosunku, bo jeszcze pozwie mnie o jakieś nękanie.
— Przykro mi, że musieliśmy poznać się w takich okolicznościach, ale nie będę już pani dręczył i zabierał czasu. Do usłyszenia. – odpowiedziałem z delikatnym, acz smutnym uśmiechem.
Nie lubiłem zawierać wrogich relacji, więc nie pozostało mi nic jak odwrócenie się i ruszenie przed siebie. Wyciągnąłem różdżkę, która zawibrowała, gdy jakiś człowiek przeszedł tuż przede mną. Byłem delikatnie zdenerwowany, cofnąłem się, a Bell poinstruował mnie jak wrócić na drogę, którą wcześniej się poruszaliśmy.