Mlecznobiała aura jaka ujawniła się wokół Zoji była zaskoczeniem dla Danielle. Nie był to częsty widok by dorosła kobieta posiadała taką aurę. Tym bardziej, że emocje jakimi emanowała były widoczne na pierwszy rzut oka. Miała nadzieję, że zaklęcie być może pozwoli jej uspokoić się na tyle, by zatrzymała się na chwilę i pozwoliła im sobie pomóc. Doskonale rozumiała kuzynkę, która nie odpuszczała w takich momentach; przecież nie mogli jej zostawić samej w takim stanie, na pastwę losu, spanikowanej i uciekającej przed czymś. Bariera językowa była w tym momencie nieistotna, na pewno uda im się jakoś dogadać, jak nie na migi, to obrazkowo, jak nie w taki sposób, to sprowadzi tłumacza - niech tylko Zoja pozwoli sobie pomóc...
W naturalnym odruchu ruszyła biegiem za Brenną i uciekającą kobietą, choć była wolniejsza od tej dwójki. Jeszcze nie bardzo wiedziała w jaki sposób się przyda, gdyż miotanie zaklęć w osobę, którą przekonuje się do swoich dobrych zamiarów, nie wydawało jej się szczególnie dobrym pomysłem - wiedziała jednak, że nie mogła odpuścić. W pewnych sprawach nie wolno dawać za wygraną.
Dopiero gdy dostrzegła coś, co wypadło przerażonej Zoji, przystanęła na moment. Koperta? Uniosła głowę, spoglądając w kierunku kuzynki biegającej za, a i od czasu do czasu obok Zoji. A nuż jest to kluczowa informacja, która pozwoli im rozwikłać zagadkę i pomóc dziewczynie?
- Delli, podejdziesz? - odezwała się. Wiedziała, że różdżka nakieruje chłopaka w odpowiednią stronę, a z jakiegoś powodu nie ufała kopercie, którą upuściła uciekająca Zoja, dlatego nie wzięła jej do ręki od razu. Zdecydowanie nie miała planów, by tego dnia stać się drugim, równie przerażonym posągiem. Przykucnęła, przyglądając się jej z bezpiecznej odległości.
- Za Zoją pobiegła Brenna i z tego co widziałam, poszedł Bell. Ale mam tu coś, co być może nas zainteresuje - dodała szybko. Starała się jak najdokładniej opisywać Ollivanderowi to, co się dzieje. - Kiedy uciekała, upuściła czerwoną kopertę. Na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, ale nie ufam czemuś, co wypadło osobie, która chwilę temu była zaklęta w posąg. Leży na ziemi...- wyjaśniła. - Spróbuję rozproszenia, tak na wszelki wypadek. Sugeruję jej nie dotykać. Byłbyś przepięknym posągiem, ale zdecydowanie wolę Cię żywego - pozwoliła sobie nawet na mały żart. Dellian był jednym z najlepszych klątwołamaczy jakich znała, ani przez moment nie zakładała na poważnie, że bezmyślnie złapałby niezbadany, być może czarnomagiczny obiekt, żeby go dotknąć. Nim machnęła różdżką, z uwagą przyjrzała się kopercie, jakby w nadziei że dostrzeże cokolwiek, co wyda jej się podejrzane, lub nakieruje ją na odpowiedni trop.
Akcja nieudana
Sukces!
Sukces!
beauty and terror
just keep going
no feeling is final