16.04.2023, 23:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2023, 10:34 przez Florence Bulstrode.)
- Pracuje ich nawet dwóch – przyznała Florence, nie odrywając wzroku od Dawlisha, który łaskawie zabrał wreszcie ręce. Jeżeli szło o nią samą, nie zastanawiała się, czy ma przed sobą czystokrwistego, półkrwi i szlamę. Nauczyła się, że krew, która plami jej dłonie w takich sytuacjach, jest zawsze taka sama. Absolutnie nie do odróżnienia. – Dobry wybór, panie Dawlish, taka opaska mocno wpływa na jakość widzenia i utrudnia celowanie zaklęciami, a i opowieści pirackie nie są już tak popularne, jak niegdyś. Proszę się przez chwilę nie ruszać.
Poruszyła nadgarstkiem, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Czar, jaki rzuciła, był jednak dla uzdrowiciela jednym z tych podstawowych. Rozcięty łuk brwiowy mężczyzna zaczął się błyskawicznie zaleczać i po chwili po niedawnej ranie pozostała tylko jaśniejsza skóra oraz ślad tam, gdzie auror stracił część brwi.
- Mam dla pana złą wiadomość – poinformowała, kiedy rana została zaleczona, a ona mogła sprawdzić wyniki zaklęcia skanującego. Dość bezceremonialnie ujęła Davlisha za podbródek i zmusiła, by zwrócił spojrzenie ślepego oka w jej stronę. – Będzie pan żył i przez najbliższy tydzień żałował każdej chwili tego życia. Na oku ciąży klątwa. Mogę ją przełamać, ale aby odzyskać pełną ostrość widzenia, czeka pana siedem dni przyjmowania wyjątkowo paskudnego eliksiru – oświadczyła. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach sama magia rzadko okazywała się wystarczająca i koniecznym stawało się zażywanie mikstur. To był właśnie taki przypadek. Florence nie mogła ot tak sprawić, że mężczyzna odzyska wzrok po czarnomagicznym zaklęciu. Machnęła wprawdzie różdżką, raz, a potem drugi i trzeci, wyjęła z torby jakiś eliksir i zaaplikowała kroplę do oka, aż bielmo, pokrywające oko Davlisha zaczęło znikać, ale to był tylko początek procesu… o ile auror chciał odzyskać w pełni wzrok. A Bulstrode nie wiedząc, czego się tu spodziewać w stu procentach, nie miała szans zabrać wszystkich potrzebnych specyfików.
- Teraz musi pan wybrać się do Munga i spędzić kilka godzin na oddziale. Kolejna zła informacja, będzie pan mnie widywał w najbliższych dniach znacznie częściej niż by sobie życzył – oświadczyła na zakończenie, rzucając zaklęcie, mające przytłumić odczuwanie bólu, dzięki któremu, jak miała nadzieję, Davlish zdoła pozbierać się z ziemi i dojść do punktu Fiuu o własnych siłach.
Sama Florence również się podniosła. Odruchowo otrzepała szatę i upewniła się, że ta się nie ubrudziła ani nie wygniotła zbyt mocno. A potem pomaszerowała ku Chesterowi. Zmarszczyła nos, gdy uderzyła ją woń tytoniu – co za paskudny nawyk, chociaż nie nowy dla kogoś, kto bywał w kasynie Prewettów – tym razem darowała sobie komentarz, czekając aż mężczyzna zaprezentuje jej ranną rękę.
Poruszyła nadgarstkiem, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Czar, jaki rzuciła, był jednak dla uzdrowiciela jednym z tych podstawowych. Rozcięty łuk brwiowy mężczyzna zaczął się błyskawicznie zaleczać i po chwili po niedawnej ranie pozostała tylko jaśniejsza skóra oraz ślad tam, gdzie auror stracił część brwi.
- Mam dla pana złą wiadomość – poinformowała, kiedy rana została zaleczona, a ona mogła sprawdzić wyniki zaklęcia skanującego. Dość bezceremonialnie ujęła Davlisha za podbródek i zmusiła, by zwrócił spojrzenie ślepego oka w jej stronę. – Będzie pan żył i przez najbliższy tydzień żałował każdej chwili tego życia. Na oku ciąży klątwa. Mogę ją przełamać, ale aby odzyskać pełną ostrość widzenia, czeka pana siedem dni przyjmowania wyjątkowo paskudnego eliksiru – oświadczyła. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach sama magia rzadko okazywała się wystarczająca i koniecznym stawało się zażywanie mikstur. To był właśnie taki przypadek. Florence nie mogła ot tak sprawić, że mężczyzna odzyska wzrok po czarnomagicznym zaklęciu. Machnęła wprawdzie różdżką, raz, a potem drugi i trzeci, wyjęła z torby jakiś eliksir i zaaplikowała kroplę do oka, aż bielmo, pokrywające oko Davlisha zaczęło znikać, ale to był tylko początek procesu… o ile auror chciał odzyskać w pełni wzrok. A Bulstrode nie wiedząc, czego się tu spodziewać w stu procentach, nie miała szans zabrać wszystkich potrzebnych specyfików.
- Teraz musi pan wybrać się do Munga i spędzić kilka godzin na oddziale. Kolejna zła informacja, będzie pan mnie widywał w najbliższych dniach znacznie częściej niż by sobie życzył – oświadczyła na zakończenie, rzucając zaklęcie, mające przytłumić odczuwanie bólu, dzięki któremu, jak miała nadzieję, Davlish zdoła pozbierać się z ziemi i dojść do punktu Fiuu o własnych siłach.
Sama Florence również się podniosła. Odruchowo otrzepała szatę i upewniła się, że ta się nie ubrudziła ani nie wygniotła zbyt mocno. A potem pomaszerowała ku Chesterowi. Zmarszczyła nos, gdy uderzyła ją woń tytoniu – co za paskudny nawyk, chociaż nie nowy dla kogoś, kto bywał w kasynie Prewettów – tym razem darowała sobie komentarz, czekając aż mężczyzna zaprezentuje jej ranną rękę.