Nie wiedziała, czy Ulysses faktycznie skorzysta z jej oferty. Chciała jednak, żeby miał świadomość, że jeżeli kiedyś przyjdzie taki dzień, że będzie potrzebował oparcia, dobrego słowa czy czegokolwiek, czego można potrzebować, jest dostępna. Nieznajomym pomagała dlatego, że tak była wychowana i tak było trzeba. Bliskim była gotowa uchylić nieba, jeżeli tylko będzie taka konieczność. Bez cienia wątpliwości, Rookwood zaliczał się do tej drugiej grupy.
Posłała w jego kierunku ciepły, szczery uśmiech. To, że raczej nie odwzajemniał tego gestu i na palcach jednej ręki mogłaby policzyć ile razy widziała go uśmiechniętego, w żaden sposób jej nie przeszkadzało, ani nie zniechęcało.
- Oh, nie przejmuj się tym, ja rzadko kiedy nie jestem na dyżurze - odezwała się. Szybko uświadomiła sobie, że powinna rozwinąć temat. - Większa część mojej rodziny to aurorzy i Brygadziści, co wiąże się z niebezpieczeństwem, większym i mniejszym. Czasem zdarza się, że po jakiejś akcji w ogóle nie idą do Mungo, tylko od razu do mnie, jeżeli akurat jestem w domu - dodała. Lubiła mówić o swoich bliskich, napawało ją dumą to, jakimi ludźmi są. - Myślisz, że w wolne dni nie są narażeni na niebezpieczeństwo? Zapomnij. Pojedynki w ogrodzie to standardowa rozrywka - też brała w nich udział, rzecz jasna. Odnosiła jednak wrażenie, że zarówno Brenna jak i Lucy są znacznie delikatniejsze i dają jej fory. Irytowało ją to niezmiernie. - Do pojedynków dodaj to, że Brenna regularnie wpada do mnie z informacją, że natrafiła na jakąś klątwę, na którą koniecznie muszę rzucić okiem - dodała. Uśmiech nie znikał z jej twarzy. Lubiła mieć poczucie przydatności. - Aurorzy, Brygadziści i ja, na doczepkę. Czasami mam wrażenie, że jestem kompletnie z innej bajki.
Raczej rzadko o tym mówiła, ale zdarzały jej się myśli, że mogła wybrać inną ścieżkę kariery, taka by pasować do reszty domowników.
Gest podsunięcia mu pod nos rożka zrobiła bez większego zastanowienia, w przypływie niespodziewanego impulsu. Nie miała pojęcia dlaczego coś podpowiedziało jej, że to będzie idealny pomysł, a Ulysses z pewnością będzie zachwycony, gdy postawi go w takiej sytuacji. Dokładnie taki sam impuls poczuła na początku spotkania, gdy chciała zasłonić mu oczy w geście przywitania - wtedy na szczęście w porę zdążyła się pohamować. Jego reakcja szybko dała jej do myślenia, że tym razem również powinna sobie darować, bo ostatnie na co miała ochotę to sprawianie, że Rookwood czuł się dziwnie i niekomfortowo - i choć wiedziała, że niewiele do tego trzeba, za żadne skarby świata nie chciała być tego prowodyrką. Niestety, było już za późno, żeby się wycofać.
Był zaskoczony? Wahał się? Nieświadomie wstrzymała oddech, nie spuszczając wzroku z jego błękitnych oczu, jakby w nadziei, że wyczyta z nich cokolwiek. Powoli otwierała usta, gotowa powiedzieć "słuchaj, zapomnijmy o tym. Przepraszam, to było głupie, nie przejmuj się, nie pomyślałam, zdarza mi się robić rzeczy bezmyślnie...". Jak się okazało chwilę później, nie było to konieczne.
Nie odwróciła spojrzenia. Jej twarz rozświetlił niemal natychmiast uśmiech, gdy Rookwood w końcu się odezwał.
- A nie mówiłam? - odpowiedziała, zadowolona z siebie, jakby co najmniej odkryła lek na Nocną Marę. - Nie okłamałabym Cię.
Na jego pytanie, energicznie pokiwała głową. To, że miała obie ręce zajęte w żaden sposób nie przeszkadzało jej w planowaniu kolejnego posiłku.
- Mhm. Ale tym razem ja płacé, tak jak się umówiliśmy w listach - odpowiedziała. I żeby poziom rozpieszczania się był taki sam u obu osób. Pozwoliła Ulkowi poprowadzić, on zdawał się znać plan parku znacznie lepiej niż ona.
- Co robisz z oznaczonymi mapami gwiazd? Jeżeli cierpisz na bezsenność, na pewno zrobiłeś ich już bardzo wiele. - zapytała, gdy szli spacerem do kolejnego punktu wycieczki. Kompletnie nie znała się na astronomii, a jednak chciała, by i Ulli miał możliwość rozmowy na temat mu bliski. Lubiła go słuchać. Nie zraziło ją nawet to, że każde jej pytanie mogło brzmieć durnie dla kogoś, kto pasjonował się astronomią i siedział w tym temacie od lat.
- Niektórzy twierdzą, że w gwiazdach jest zapisany los człowieka. Co o tym sądzisz? Uważasz, że to prawda?
beauty and terror
just keep going
no feeling is final