Avelina sama nie mogła pojąć jak można robić tak podłe rzeczy. Ludzie z niemagicznych rodzin nie są gorsi od tych, co wychowali się wśród magii. Ba!. Czasami czarodzieje mugolskiej krwi są potężniejsi niż nie jeden czarodziej z tego świata. Była z tego powodu bardzo rozdrażniona, wściekła, smutna, a nie znała żadnego dobrego sposobu na uwolnienie się od tych emocji jak praca, która nie szła jej najlepiej przez bycie rozproszoną. Jej szef przymykał na to oko i była mu ogromnie wdzięczna. Naprawdę bała się o swoich przyjaciół, o tych ludzi, którzy przychodzą realizować recepty lub po prostu składać zamówienia na eliksiry. Denerwowało ją to, że nie mogła nic na to poradzić.
— Nie oryginalne, ale bardzo sprawdzone miejsce, więc nie będę narzekać. – odpowiedziała posyłając jej ciepły uśmiech.
Lubiła, gdy Danielle łapała ją pod ramię i mogły razem przemierzać ulice Londynu, czy nawet kiedyś Hogwartu. Było to dla niej przyjemne i podnoszące na duchu. Czuła, że wtedy należała do kogoś, że ktoś o nią dbał i, że ona mogła dbać o kogoś innego. Avelina nie należała do śmiałych osób, można się pokusić o stwierdzenie, że była przeciwieństwem odważnej i głośnej Danielle. Ave stojąca na uboczu, próbująca nie raz zlewać się ze ścianami była jej kontrastem, którym się zapewne dzięki temu uzupełniały. Paxton świetnie radziła sobie z analizowaniem trudnych sytuacji, a Longbottom potrafiła wykrzesać z byłej Krukonki niewielki pierwiastek szaleństwa.
Szepty w lokalu nie były czymś, czego chciała teraz słuchać, ale była też do tego przyzwyczajona. W aptece nic innego nie było na ustach, a ludzie w takich miejscach próbują rozmawiać, szukają wsparcia, więc Avelina nie raz czuła się jak psycholog niż sprzedawca eliksirów i leków. Widząc jej wyraz ekscytacji na twarzy automatycznie nie mogła powstrzymać się od delikatnego uśmiechu, ponieważ wiedziała, że Danielle zacznie opowiadać, a Ave lubiła tego słuchać. Było to poprawiające odrobinę humor. Uniosła brew słuchając z niedowierzaniem.
— Nie mam pojęcia jakie to mogłyby być eliksiry. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego, że ktoś mógł pomyśleć, że to zadziała. W Hogwarcie przecież uczą, że każdy składnik ma magiczną funkcję i w połączeniu z różnymi innymi składnikami tworzą się różne efekty! – powiedziała czując się podekscytowana, ponieważ była ciekawa, co to były za eliksiry i jaki efekt mógł zostać złapany. – Ale spróbuję zgadnąć. Napój leczący czyraki i eliksir uspokajający. Mogły dać efekt, że czyraki zaczęły śpiewać kołysanki zamiast zniknąć? – zapytała. Słyszała kiedyś o takim przypadku, ale może Danielle ją zaskoczy? Lubiła takie historie, a Dani miała ich pełno dzięki temu, że pracowała w szpitalu.
— Nie dziwie się, sama czasami chciałabym z tobą pracować. Na pewno jest ciekawiej niż u mnie. – zauważyła i w sumie miała rację, ponieważ niewiele się działo w apteka, ale też wiedziała, że pracując w szpitalu ma się bardzo dużo zmartwień i odpowiedzialności. Avelina zamówiła to samo co jej przyjaciółka, ponieważ nie wiedziała na co miała ochotę, a w sumie takie danie brzmiało na aktualną pogodę bardzo dobrze.
— Jestem zmęczona. – westchęła wbijając wzrok w swoje dłonie z zamyśleniem w oczach. – Ludzie przychodzą tłumami i zamawiając mnóstwo leczniczych eliksirów, ale w sumie się im nie dziwie. Ostatnie wydarzenia są niepokojące, prawda? – głos przyciszyła, ale chciała wiedzieć, co Danielle o tym myśli i w sumie potrzebowała rozmowy o tym z nią, a nie obcą babcią, która przychodzi po eliksir wigoru, czy pieprzowy na przeziębienie.